Jackowo umarło

Jackowo umarło

Spacerując wzdłuż ulicy Milwaukee od Central Park po Belmont zauważa się coraz więcej pustych lokali z tabliczkami „do wynajęcia”. O ich polskości świadczą jedynie resztki szyldów i napisów na szybach. W obrębie Jackowa pozostało niewiele polskich biznesów. Są tu zaledwie dwie restauracje i kilka sklepów.

Cafe Lura fot. Robert Wachowiak

Cafe Lura fot. Robert Wachowiak

Pamiętam, jak któregoś ranka 1996 roku jechałem przez Jackowo i zobaczyłem dzieci idące do szkoły. Nie było wśród nich ani jednego polskiego dziecka. Wtedy poczułem, że ta dzielnica się zmienia, że traci swój polski charakter – wspomina Krzysztof Wawer, znawca i miłośnik historii Chicago i miejscowej Polonii.

Krzysztof Wawer nie mylił się. Przez ostatnie dwie dekady ta najbardziej rozpoznawalna, po nowojorskim Greenpoincie, polska dzielnica w USA, przestaje być symbolem chicagowskiej Polonii. Powoli umiera…

– To jest smutne, co dzieje się na Jackowie. Jestem tu od 1978 roku, wszystko rozwijało się na moich oczach – wspomina Wiesława Bochenek, wiceprezes Polameru. – Wtedy był tu zaledwie jeden polski biznes, na rogu Central Park i Milwaukee, taki trochę bar, trochę restauracja. Bardzo dużo ludzi polskiego pochodzenia spotykało się tam, wzajemnie sobie pomagali, szukali pracy. Później, gdzieś na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, to miejsce wykupił pan Kowalczyk i stworzył słynny „Orbit”. Wtedy zaczął się boom na polskie biznesy. Pamiętam, jak szłam do delikatesów Bacika, to wszystko po drodze należało do Polaków. Śmialiśmy się wówczas, że spacerujemy po Marszałkowskiej lub Piotrkowskiej, bo ja akurat pochodzę z Łodzi – dodaje z uśmiechem nasza rozmówczyni.

Podobnie jak Krzysztof Wawer, Wiesława Bochenek uważa, że na Jackowie zaczęło się dziać źle w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to wybudowano publiczną szkołę podstawową przy ulicy Monticello. Wraz z nowo powstałą placówką sprowadziło się tu wiele rodzin latynoskich. – Kiedy Polacy zobaczyli, że jest coraz więcej meksykańskich dzieci i ich rodzin, zaczęli sprzedawać domy i wyprowadzać się z Jackowa – mówi nam pani Wiesława. – Polacy zawsze dbali o wykształcenie swoich dzieci, dlatego szukali miejsc, w których znajdowały się dobre szkoły. I tak jest do dzisiaj.

– W pewnym momencie zabrakło na Jackowie młodych ludzi – dodaje Krzysztof Wawer. – Oni nie chcą już tu wracać, a ich rodzice, którzy są w podeszłym wieku, wyprowadzili się do domów spokojnej starości, albo do dzieci. Wydaje mi się, że z populacji, która w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych sięgała tu ogromnej liczby 75-80 tys. Polaków zostało może 10-15 procent. Potwierdza to Wiesława Bochenek: – W większości są to ludzie starsi lub ci, którzy nie lubią przedmieść. Tu nigdzie nie muszą dojeżdżać, wszystko jest dla nich w zasięgu ręki, nie mówiąc już o tym, że wszyscy doskonale się znają.

Ich ostoją był zawsze i jest do dzisiaj kościół pod wezwaniem św. Jacka. To od niego pochodzi nazwa dzielnicy. Ale i tu odczuwa się „polski” kryzys. – Wiem z relacji ks. Michała Osucha, który przez 18 lat był proboszczem parafii na Jackowie, że na każdej mszy były tłumy Polaków – mówi nam ks. Stanisław Jankowski, nowy proboszcz parafii św. Jacka. – Nawet ja pamiętam te dobre czasy, bo przez sześć lat byłem tu wikarym, zanim wyjechałem do Kalifornii. Teraz, po siedmiu latach wróciłem na Jackowo jako proboszcz i sam odczuwam te zmiany, których sprawcą niewątpliwie był kryzys ekonomiczny sprzed kilku lat. Wtedy wielu naszych rodaków wróciło do Polski, bądź wyprowadziło się stąd na stałe. Teraz czekają mnie nowe wyzwania. Jednym z nich będzie integracja Polaków z Meksykanami – dodaje.

Paradoksalnie polskie biznesy, które pozostały na Jackowie wcale nie odczuwają kryzysu związanego ze zmniejszaniem się polonijnej populacji. – Owszem, wizerunkowo Jackowo podupadło, ale na biznes nie możemy narzekać – mówi pani Maria z Andy’s Deli. Wtóruje jej właścicielka restauracji „Staropolska”: – Teraz jest lepiej, niż było. Naszymi stałymi klientami są Amerykanie, którzy wykupili sobie tutaj kondominia. Dzięki nim przez ostatnie dwa lata mamy lepiej niż bywało wcześniej. Nawet myślimy o rozbudowie restauracji – opowiada Zofia Zaborska. Podobnie uważa Anna Kowal – menedżer „Czerwonego Jabłuszka”. – To prawda, że odwiedza nas coraz mniej Polaków, ale za to pojawia się coraz więcej Amerykanów, Rosjan, Ukraińców a nawet Latynosów. Często też odwiedzają nas amerykańskie wycieczki, które zwiedzają Jackowo – mówi pani Anna.– Polacy bywają jeszcze w niedzielę, ale w tygodniu jest ich niewielu.

Trochę gorzej jest ze sklepami odzieżowymi, czy też wielobranżowymi, które od samego początku nastawione były na polską klientelę. – No, my tu odczuwamy kryzys – stwierdza Anna Wesoła, sprzedawczyni z „European Fashion Wear”. – To już nie to samo, co chociażby pięć lat temu. Dużo ludzi wyjechało, a ci co zostali nie mają pieniędzy. Jakoś sobie radzimy, bo mamy te same rzeczy co w amerykańskich marketach tylko tańsze, dlatego przychodzi do nas teraz dużo Meksykanów – dodaje.

Jaki zatem los czeka Jackowo? Czy tej najpopularniejszej w USA polskiej dzielnicy grozi wymarcie?

– To zależy tylko od nas – mówi Krzysztof Wawer. – Zobaczcie, co stało się z Polonijnym Trójkątem, Trójcowem i Wicker Park. Tam kiedyś było tak, jak teraz jest na Jackowie. A w ciągu zaledwie kilku lat miejsca te stały się niezwykle urocze i popularne. Mieszka tam wielu młodych yuppies i artystów. Już opanowali Logan Square i na tym nie poprzestają, idą w kierunku północnym po ulicy Milwaukee, coraz więcej jest ich już na Jackowie. Musimy pamiętać, że Jackowo jest doskonale położone, ma bezpośredni dostęp do metra i autostrady. Stąd niedaleko jest do centrum. Już dziś możemy zaobserwować, ilu młodych ludzi codziennie rano na rowerach dojeżdża wzdłuż ulicy Milwaukee do pracy w śródmieściu. Poza tym, ze starej fabryki obuwia, położonej u zbiegu ulic Belmont i Pulaski stworzono ekskluzywne lofty, gdzie wprowadzają się zamożniejsi Amerykanie. To jest najlepszy czas, by jeszcze inwestować w nieruchomości na Jackowie. Przynajmniej chociaż w ten sposób zachowamy jego polski charakter.

Tekst i zdjęcia:

Robert Wachowiak

Categories: Chicago, Polonia
Tags: Jackowo

Comments

  1. John
    John 25 sierpnia, 2013, 09:04

    Ameryka idzie w szambo a z nią wszystko inne.

    Reply this comment
  2. Radek
    Radek 25 sierpnia, 2013, 12:54

    John. Jesteś w błędzie. Właśnie Polacy z tego szamba uciekają. Polskie „Getto” nie jest już atrakcyjne i modne, dla dzisiejszej młodszej bardziej zamożnej,i wykształconej części emigrantów, o poglądach świeckich. Dla których popołudniowe radyjko 1490AM i Rydzyka, nie jest wymagane do asymilacji w polskiej dzielnicy.
    Przeprowadzają się na przedmieścia Chicago, w różne części Stanu Illinois, bądź emigrują w głąb Ameryki. Asymilując się bardziej z amerykanami, odcinając się od tych starych polskich emigrantów. Dla których każdy piknik,czy impreza, musi się rozpoczynać obowiązkowo od mszy. Chicago, Polska dzielnica, była zamieszkała z racji lotniska, kiedy samolot z nimi wylądował, i nie znali języka angielskiego, wygodnie było mieszkać w Polskim ciasnym Getcie, bo bali się dalej emigrować. Dzisiejsza młodzież jest bardziej rozwinięta i wykształcona. Jak również nowi młodsi emigranci, przybywający do USA, poprzez obowiązkową naukę języka angielskiego w Polsce, od kilkunastu lat. Znają język angielski w takim stopniu, ze nie muszą mieszkać w tej archaicznej starej zabudowie, gdzie z okien po sąsiedzku, słychać oddech starej sąsiadki. Wiec krocza dalej, i dalej w głąb ameryki, do innych Stanów. Ja mieszkam 40 mil od Chicago, jak raz w roku jadę do Chicago, to jestem „CHORY” z widoku dzielnicy jak z Westernu, gdzie nawet zaparkować nie ma gdzie.

    Reply this comment
    • jerry
      jerry 3 czerwca, 2015, 02:54

      Bzdury do potęgi… Jeśli jesteś tam raz w roku, nikt nie każe Ci iść do Jackowa. Po drugie kwestia wiary i „ateistycznego wychowania” ma się nijak do mieszkania tam. Już szybciej wykształcenie i znajomość języka – tu zgoda. Ale ten wojujący ateizm „na wybicie się” – to raczej oznaka intelektualnej miałkości, topienia się w tłumie, a wręcz zbydlęcenia. To w USA na każdym kroku widać tablice „God Bless America”, „God Bless Texas”, itp. – np. na lotniskach. Tylko młode polaczkowo (szczęśliwie nieliczne) trąca taką wynikającą z pokomunistycznych kompleksów tandetą, jaką się właśnie popisałeś. Polaków spotkałem w USA wielu… akurat w Chicago najmniej – ale za to w kilku miastach Teksasie, NY, Waszyngtonie… I to nie byli prostacy starający się wyróżnić poprzez akcentowanie ateizmu. Już prędzej gotowi byli akcentować wiarę, choć tam wszelka ostentacja jest zjawiskiem wybitnie rzadkim.

      Reply this comment
  3. arlin
    arlin 25 sierpnia, 2013, 17:12

    Byłam u znajomej w 1998r.w Chicago,bardzo krutko [1 miesiąc] na Jackowie nie byłam.Natrafiłam na straszną zime -20,-25 st.burze śnieżne,zaspy do pasa,ale i tak KOCHAM CHICAGO,CAŁĄ AMERYKE i mam nadzieje ze do 2017r.[ważna wiza] jeszcze w Chicago zawitam ale już lalem

    Reply this comment
  4. Wojtek
    Wojtek 25 sierpnia, 2013, 23:09

    Podobnie stało się z Roncesvalles Ave. w Toronto, ON (Kanada). Tzn. z polskiej ulicy zostało kilka polskich sklepów, dwa biura podróży, dwie restauracje, jeden pub, kościół, polski bank. Starsi Polacy, głównie pokolenie emigracji powojennej wciąż zamieszkuje okolicę, w której domy są najdroższe w całym Toronto. Ceny zaczynają się od $500,000 CAD ale średnio domy w okolicy High Park (większość właścicieli z polskimi korzeniami) wynoszą $2,000,000+ CAD. Dodam, że w Kanadzie nie było recesji…

    Roncesvalles Ave – polska ulica – podniosła się w górę. Jest obecnie 2nd trendiest street in Canada. Druga najmodniejsza ulica w Kanadzie (pierwsza jest w Victorii na Zachodzie).

    3 lata trwał jej całkowity remont w niedawnym czasie, wymiana nawierzchni, torów, stworzenie trasy rowerowej, budowa nowych chodników i wsadzenie nowych drzew. Teraz jest to modna dzielnica do zamieszkania dla młodzieży z Toronto i okolic Toronto.

    W Toronto kanadyjska młodzież już nie chce mieszkać z rodzicami bądź dziadkami na obrzeżach, lecz w centrum miasta – w centrum akcji. W Toronto jest praca i życie. Młodzież w Toronto (do ok 40-latków) nie chce mieszkać w domach, nie chce strzyc trawników i nie potrzebuje martwić się drożejącym paliwem. System komunikacji jest wydajny, subway, tramwaje, metro. Interesujące są też plany zagęszczania i upiększania miasta, zamiast jego rozrostu – tak jak chcą tego ludzie. Dodam też, że w mieście (downtown) jest bezpiecznie. O dowolnej porze dnia czy nocy.

    Tutaj, w downtown w chwili obecnej budowanych jest blisko 170 condominiów. Domków w okolicy Toronto nie buduje się prawie wcale, bo ten trend minął z pokoleniem dzisiejszych 50+ latków.

    Pozdrowienia z krainy spokoju. Pozdrowienia z Kanady.

    Reply this comment
  5. o_Onufry
    o_Onufry 24 stycznia, 2014, 06:25

    Jan Pietrzak – opinie na forum w Polsce
    Miałem swego czasu okazję poznać p. Pietrzaka osobiście. Co to był za wspaniały, żywiołowy gościu, jego po prostu nie można było nie lubić. Niestety nie wszyscy starzeją się jednakowo. Start w wyborach prezydenckich i nikły procent poparcia, który on odczytał jako ranking popularności całkowicie go załamał. W tej chwili jest to zgorzkniały, stary zramolały człowiek. Pozostała mu już tylko Telewizja Trwam i radyjo co_Maryjo. Pozostały tylko wspomnienia i narastająca gorycz oraz nienawiść do otoczenia.
    Macie rację – z satyryka artysty przerodził sie w żałosnego błazna.
    Ireneusz T. z Otwocka

    Reply this comment
  6. o_Onufry
    o_Onufry 24 stycznia, 2014, 06:28

    Masz rację – w Polsce już nie odstawia swojej błazenady co najwyżej na mini wiecach prawicowych oszołomów z Gazety Polskiej. Nikt na jego koncerty nie chodzi – dlatego ich od dawna nie ma. Niebawem pozostanie mu tylko człapanie do kościółka z różańcem i wspominanie złotych – dla niego – czasów PRL-u

    Reply this comment
  7. o_Onufry
    o_Onufry 24 stycznia, 2014, 06:32

    Miałem swego czasu okazję poznać p. Pietrzaka osobiście. Co to był za wspaniały, żywiołowy gościu, jego po prostu nie można było nie lubić. Niestety nie wszyscy starzeją się jednakowo. Start w wyborach prezydenckich i nikły procent poparcia, który on odczytał jako ranking popularności całkowicie go załamał. W tej chwili jest to zgorzkniały, stary zramolały człowiek. Pozostała mu już tylko Telewizja Trwam i radyjo co_Maryjo. Pozostały tylko wspomnienia i narastająca gorycz oraz nienawiść do otoczenia.

    Reply this comment
    • Komoruski
      Komoruski 29 stycznia, 2014, 21:38

      No proszę, nawet w wolnym świecie resortowe bękarty plują jadem na Polskę. Czeka was gorący okres, włącznie z upadającym pajacem Tuskiem, najgorszym premierem w historii Polski. To już w tym roku.

      Reply this comment
  8. Piotr
    Piotr 22 marca, 2015, 02:41

    Nie bedzie Duda plul nam w twarz , ni dzieci nam kaczyyyyyyrzyl , Polski my narod , madry I zdrow .. tak nam dopomorz Bog , tak nam dopomorz Bog……. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Reply this comment
  9. wyp3
    wyp3 20 sierpnia, 2015, 07:46

    Wpadłem bo zobaczyłem na youtube jakiś dokument o „jackowie”, mieszkam w PL i w sumie nie muszę ani też nie chcę się wyprowadzać.

    Szkoda że kłócicie się tak jak My w Polsce…smutne i przerażające jednocześnie…

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*