„Gołota był moim idolem”. Rozmowa z Tomem Zbikowskim

W ubiegłym tygodniu zawodnicy Chicago Bears rozpoczęli w Lake Forest cykl przygotowań do rozpoczynających się we wrześniu rozgrywek ligi NFL. Tegoroczne obozy treningowe są o tyle ważne, że Bears zaledwie kilka miesięcy temu zmienili sztab szkoleniowy oraz drastycznie przebudowują drużynę. Po wielu latach dominacji formacji defensywnej, teraz faworyzowany będzie atak.

Tom Zbikowski - nowy "nabytek" Chicago Bears o polskich korzeniach. fot.:K. Krzaczyński

Tom Zbikowski – nowy „nabytek” Chicago Bears o polskich korzeniach. fot.:K. Krzaczyński

Jednym z najnowszych nabytków Chicago Bears jest Tom Zbikowski, zawodnik z polskimi korzeniami, który po jednym z pierwszych treningów, w ekskluzywnym wywiadzie dla „Dziennika Sportowego” opowiada o swoich związkach z Polską, roli w Chicago Bears oraz o boksie – jego największej sportowej pasji.

Tomku Zbikowski, czy można powiedzieć, że na kilometry „pachnie” od ciebie Polakiem? Jak silne są twoje związki z Polską i co wiesz na temat tego kraju?

(śmiech) Faktycznie, nazwisko mam typowo polskie. Niestety nie znam języka, choć mój ojciec Edmund jest stu procentowym Polakiem. Na studiach, na uniwersytecie Notre Dame uczęszczałem na zajęcia o polskiej historii, kulturze i zwyczajach. Były prowadzone przez księdza z Polski. Bardzo dobrze wspominam tę klasę, wiele się nauczyłem.

Polacy zdecydowanie wolą piłkę nożna od footballu amerykańskiego. Ta pierwsza to nasz sport narodowy. Ty też czasem oglądasz jakieś mecze „soccera”?

Nie zawsze jest na to czas. Musze jednak przyznać, że kiedy już nam się to udaje i kiedy słyszę polski hymn i fantastyczną atmosferę, jaką wtedy na trybunach tworzą kibice, ciarki przechodzą mi po plecach. Mam nadzieję, że polscy fani Chicago Bears będą mnie chociaż częściowo tak dobrze dopingować w tym roku na Soldier Field.

Jak bardzo byłeś zaskoczony zainteresowaniem Chicago Bears twoją osobą?

Na początku czułem duże rozczarowanie z powodu odejścia z Indianapolis Colts, ale bardzo szybko przyszła radość z powodu szansy grania dla innego zespołu. Tym bardziej, że chodzi o Chicago Bears, którym naprawdę szczerze kibicowałem jako młody chłopak. Podpisanie z nimi jednorocznego kontraktu jest dla mnie szczególnym wyróżnieniem.

Pochodzisz z północno zachodnich przedmieść Chicago. To musi być bardzo miłe, że będziesz mógł grać tak blisko domu.

Jestem bardzo podekscytowany, ciągle ktoś dzwoni i składa mi gratulacje. Chicago Bears są świetnie zorganizowaną drużyną, a możliwość grania dla nich to dla mnie spełnienie marzeń. Zawsze podobała mi się ich obrona. Uważam, że w nadchodzącym sezonie będziemy poważnymi kandydatami do zdobycia mistrzostwa ligi NFL. Mam też nadzieję, że będę ważną częścią tego zespołu. Gra w Chicago Bears, tak blisko domu, na pewno będzie dla mnie dobrym doświadczeniem.

Przez cztery sezony grałeś w Baltimore Ravens. Rok po twoim odejściu do Indianapolis Colts, dokładnie 3. lutego 2013, twoja była drużyna zdobyła Super Bowl. Czy było ci przykro, że udało się im dostać na sam szczyt, ale już bez ciebie w zespole?

Bardzo się cieszyłem, że Ravens wygrali mistrzostwo ligi. Wielu zawodników ciężko na to pracowało. Oczywiście szkoda, że nie było mnie w zespole, ale wygrana Baltimore jest teraz dla mnie dodatkową motywacją, by wygrać Super Bowl z Bears.

Ubiegły sezon zacząłeś w pierwszym składzie Indianapolis. Teraz, mimo podpisanego jednorocznego kontraktu, musisz walczyć o miejsce w składzie w drugiej linii obrony. Ponieważ twój kontrakt jest niegwarantowany, jest też taka możliwość, że nie zagrasz w Chicago Bears w tym sezonie. Czy nie jest to dla ciebie dziwna sytuacja?

Mnie to odpowiada. Wolę zaczynać od samego dołu. Wiem, że muszę ciężko pracować wykazując się każdego dnia na treningach. Taki to już jest urok grania w drugiej lini obrony. Mimo wszystko jest to dosyć wymagająca pozycja, gdzie wiele może się zdarzyć. Jestem dobrej myśli i zrobię co tylko będę mógł, aby dostać się do ostatecznego składu.

Wiem, że masz też za sobą kilka bokserskich pojedynków w zawodowych ringach. Walczyłeś między innymi w nowojorskiej Madison Square Garden. Nasz wspólny dobry znajomy trener Sam Colonna, z dumą pokazywał mi ostatnio twoje zdjęcia w ringu jako siedemnastolatka, żałując przy okazji  że nie zostałeś pełnoetatowym bokserem. Czy zamierzasz do boksu jeszcze wrócić?

To trudne pytanie. Zawsze miałem z tym dylemat. Teraz z wiadomych powodów staram się skoncentrować na footballu i wykorzystać szansę daną mi przez Bears. Myślę jednak, że moja miłość do boksu nigdy nie przeminie. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale adrenalina związana z boksowaniem między linami w ringu niesamowicie uzależnia. Chociaż obecnie koncentruję się na karierze w footballu, nie wykluczam powrotu do boksu w przyszłości.

Kogo wymieniłbyś wśród swoich bokerskich idoli?

Zdecydowanie Andrzeja Gołotę. Byłem jego wielkim fanem, kiedy był u szczytu swojej kariery. Szczególnie zapadły mi w pamięci jego walki z Riddickiem Bowe. Pomijając ich rezultaty, Gołota wykazał wtedy niezwykłe umiejętności, potrafił się świetnie ruszać i mocno uderzać. Niestety kariera Andrzeja dobiegła końca. Oglądałem jego ostatnią walkę z Przemysławem Saletą. Trudno ogląda się przemijających bokserów, ale koniec kariery w przypadku każdego sportowca prędzej czy później jest nieunikniony. 

Bardzo dużo mówi się o dziś urazach i wstrząsach mózgu. Trenując boks i football kiedykolwiek myślisz o negatywnych konsekwencjach, jakie wiążą się z trenowaniem tych dwóch sportów?

Czasami. Zacząłem grać w football mając 5 lat i trenować boks mając 9. Nigdy jednak, na ringu ani na boisku nie straciłem przytomności, dlatego mam nadzieję, że nie doznałem zbyt wielkich urazów trenując te dyscypliny. Sportowiec musi traktować mózg jak jeden z mięśni i należy wiedzieć, w jaki sposób go zregenerować. Im więcej się dowiadujemy na temat ryzyka, tym bardziej możemy się chronić przed  urazami. W przyszłości chcę oczywiście prowadzić normalne życie poza footballem, założyć rodzinę i bezpiecznie funkcjonować. Football traktuję jako pracę, którą wykonuję tylko przez określony czas, biorę jednak za nią pełną odpowiedzialność.

Rozmawiał:

Kamil Krzaczyński – Dziennik Sportowy

Categories: Chicago, Sport

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*