Chicagowska Polonio, jaka jesteś?

Jest barwna, różnorodna, pracowita, skłócona, cwana i spontaniczna – chicagowska Polonia. W szybkim sondażu przeprowadzonym przez naszą redakcję nie szczędzimy sobie zarówno komplementów, jak i dosadnych epitetów.

fot. Adrzej Baraniak

fot. Adrzej Baraniak

Postaraliśmy się opisać naszą specyfikę przez pryzmat naszej aktywności i zaangażowania w różne przejawy życia na obczyźnie. Na początek jednak kilka liczb.

Legalni – nielegalni

Co ósmy Amerykanin jest imigrantem. 38,5 mln to osoby urodzone poza granicami Stanów Zjednoczonych z czego 1,74 mln mieszka w Illinois.

Jak liczna jest Polonia w Chicago? Ze spisów powszechnych wynika, że w Illinois wcale nie jesteśmy najliczniejszą grupą etniczną. W sondażowych kwestionariuszach w rubryce „pochodzenie etniczne” najwięcej respondentów podało niemieckie. Na drugiej pozycji znalazło się „irlandzkie”, a „polskie” dopiero na trzecim miejscu.

W liczącej 7 powiatów o populacji 8 mln metropolii chicagowskiej żyje ogółem 1,59 mln imigrantów, a Polacy stanowią 8,2 proc. tej liczby, czyli ok. 136 tysięcy.

Nie wiadomo dokładnie, ilu z nich to nieudokumentowani imigranci. Ze statystyk Urzędu Imigracji i Obywatelstwa USCIS wynika, że chęć legalizacji swego pobytu wśród Polaków maleje z każdym rokiem. Jeśli jeszcze w 2003 r. prawo stałego pobytu przyznano w całych  Stanach Zjednoczonych 10 510 osobom polskiego pochodzenia, to w 2011 r. liczba ta spadła do 6 863, a w 2012 r. do zaledwie 6 300  osób.

W podobnym tempie spada wśród Polaków zainteresowanie obywatelstwem USA. W 2009 r. 10 604 osobom o polskich korzeniach przyznano amerykańskie obywatelstwo. Rok później taki przywilej przyznano 8 038 Polakom, zaś w 2011 r. liczba nowych obywateli USA polskiego pochodzenia tylko nieco wzrosła, do 8 844.

Zbliżone statystyki odnotowuje się w innych miastach amerykańskich – Nowym Jorku, Los Angeles czy Seattle, a także w kanadyjskim Toronto lub Vancouver. Pod tym więc względem nie różnimy się od innych miast.

„Zasiedziała” Polonia aktywnie uczestniczy w lokalnym życiu, podczas gdy nowi imigranci coraz mniej licznie chcą wtapiać się w „amerykański tygiel”.

Czy więc zapowiadana reforma systemu imigracyjnego i obietnica legalizacji jest rzeczywiście tak oczekiwana przez nieudokumentowanych Polonusów?

Kulturalni

Niestety, nie do końca w kontekście kultury osobistej. Nie można nam jednak odmówić tego, że szeroko pojęta kultura w życiu chicagowskiej Polonii zajmuje poczesne miejsce.

Kilka dużych, profesjonalnie prowadzonych księgarni oferuje bogaty wybór polskich wydawnictw – zarówno książek, jak i tytułów prasowych. Tradycją już jest organizowanie w ich lokalach imprez kulturalnych – spotkań z pisarzami i artystami, kameralnych koncertów, dyskusji. Trzeba tu wymienić przynajmniej dwie – najdłużej działającą księgarnię „Polonia” Miry Puacz oraz Dom Książki D&Z Doroty i Zbigniewa Kruczalaków.

Poważnym centrum kultury, głównie amerykańskiej, ale i polskiej, jest ulokowany na „polskim trójkącie” Chopin Theatre Zygmunta i Leli Dyrkaczów. Na dwu scenach… teatru dzieją się ważne i ciekawe rzeczy – głównie teatralne, muzyczne, filmowe i dyskusyjne.

Rolę placówek kulturalnych pełnią też z powodzeniem kawiarnie artystyczne, udostępniające swoje pomieszczenia klubom, stowarzyszeniom, aktorom, muzykom, kabaretom i prelegentom z rozmaitych dziedzin, a swoje ściany – artystom  plastykom i fotografom na wystawy ich prac. Wśród tych lubianych i popularnych miejsc wyróżniają się: Art Gallery Kafe w Wood Dale, Café Prague, a do niedawna – najstarsza z nich, dziś nieczynna Café Lura.

Polscy aktorzy w Chicago przyciągają do tych miejsc wieloma przedsięwzięciami, z których najbardziej lubiane są imprezy cykliczne, jak kabaret „Bocian” Bogdana Łańki, „Wieczory z poezją” Elżbiety Kochanowskiej-Michalik czy „Teatr przy stoliku” Alicji Szymankiewicz.

Muzyczną wizytówką Polonii jest bez wątpienia PaSO, czyli Paderewski Symphony Orchestra, założona i prowadzona przez Barbarę Bilsztę i Wojciecha Niewrzoła, propagująca polską muzykę w Ameryce i poza jej granicami. Działająca przy orkiestrze Akademia Muzyki kształci dzieci, które będą następnym pokoleniem amerykańskich muzyków z polskimi sercami.

Rozwój artystyczny i kontakt z polskim słowem zapewniają polonijnym latoroślom również teatry dziecięce. Dziełem Bożysławy Andersohn jest pracujący od wielu lat pod auspicjami Jezuickiego Ośrodka Milenijnego – Teatr Trzynastka im. Jana Pawła II. Założone później, ale działające bardzo intensywnie i często wystawiające Warsztaty Teatralne „Little Stars” Agaty Paleczny dają się poznać publiczności na licznych polskich imprezach, również dla dorosłych.

Sprytni 

Wzorce słynnej amerykańskiej przedsiębiorczości  powiela wielu naszych rodaków. W razie potrzeby zmieniają zawody: piekarze naprawiają samochody, mechanicy reperują dachy, muzycy biorą się za kontraktorkę. Rzec można – naród wszechstronnie utalentowany. Jednak chęć szczera nie zawsze wystarcza, a  skutki bywają żałosne.

Dach przecieka przy pierwszym deszczu, okno wstawione na odwrót nie nie otwiera się, a naprawiony samochód staje na drugi dzień. Trzeba znów zmieniać zawód.

Takich rozterek nie przeżywają kobiety zatrudnione jako gospodynie. Bywa, że wystawiają sobie domy ładniejsze od tych, w których są zatrudnione. Oficjalnie nie pracują, więc nie płacą podatków. Jako „bezrobotne” korzystają z socjalnych świadczeń. Za żywność płacą kartami „Link” (które zastąpiły tradycyjne kupony żywnościowe), stan dopłaca im do ogrzewania mieszkania, a podatnicy finansują opiekę medyczną dla całej rodziny. „Bezrobotne” bywają w kasynach gry, wakacje spędzają w Polsce i na Hawajach.

Przed krachem na rynku nieruchomości najsprytniejsi pobrali wysokie pożyczki zazwyczaj pod zastaw domu, wiedząc, że nigdy ich nie zwrócą. Z forsą wyprowadzili się do innego stanu lub uciekli do Polski.

Najgorsze jest jednak to, że uczciwi Polacy, którzy w podatkach finansują „przedsiębiorczość” rodaków, zamiast potępiać  cwaniactwo zazdroszczą tym, którzy działając na  szkodę banków, instytucji miejskich i stanowych szkodzą również nam. A przecież my, podatnicy,  płacimy za ich świadczenia i niespłacone pożyczki.

Na obczyźnie, jak w zwierciadle widać, że Polak „potrafi”.

Zaangażowani politycznie

Chicagowska Polonia  ciągle bardziej jest zainteresowana sprawami Polski, niż kraju, w którym mieszka. Ale jednak, od pewnego, niedługiego czasu, polska grupa etniczna w metropolii odgrywa coraz większą rolę w życiu politycznym i społecznym. Amerykanie polskiego pochodzenia oraz przybysze z Polski z obywatelstwem amerykańskim, a także osoby o polskich nazwiskach coraz częściej wchodzą do struktur samorządowych miast i miasteczek poza granicami Chicago.

Ostatnia, kwietniowa elekcja do władz lokalnych pokazała siłę tak  wyborców, jak  i kandydatów o polskim rodowodzie. W wielu okolicznych miasteczkach urzędy burmistrza, radnego i członków wpływowych rad będą sprawowały osoby polskiego pochodzenia, z dumą przyznające się do swoich korzeni i deklarujące pragnienie współpracy z Polonią i jej organizacjami.

Wyborcy polskiego pochodzenia stają się coraz bardziej aktywni, coraz lepiej poinformowani odnośnie dostępnych opcji politycznych i świadomi znaczenia, jakie mogą mieć w kształtowaniu władz lokalnych.

Polonijni wyborcy są już zauważani i doceniani przez lokalnych polityków. Przed kwietniowymi wyborami kandydaci bardzo  zabiegali o głosy Polonii, biorąc udział w spotkaniach, forach i debatach.

Niestety brakuje silnego wpływowgo lobby politycznego w Waszyngtonie, które skutecznie zadbałoby o dobre interesy naszej społeczności w USA i Polaków w kraju nad Wisłą.

Jacy jesteśmy?

Na światowej   mapie diaspory – z pewnościąniepowtarzalni i jedyni w swoim rodzaju.

A w Dniu Polonii i rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja, będącego świętem chicagowskiej Polonii  – nie narzekamy.

Życzymy biało-czerwonego weekendu!

Redakcja

Categories: Chicago, Polonia

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*