Chicagowianka ofiarą szaleńca w Navy Yard

Kathleen Gaarde wychowała się w Chicago, lecz mieszkała w metropolii Waszyngton D.C. od niemal 40 lat. Za kilka miesięcy miała przejść na emeryturę, jednak w miniony poniedziałek w Navy Yard spotkała ją śmierć z rąk szaleńca.

Kathleen Gaarde fot. graphics.latimes.com /towergraphic-navy-yard-shooting-victims/

Kathleen Gaarde fot. graphics.latimes.com /towergraphic-navy-yard-shooting-victims/

Członkowie rodziny mówią o niej jako o oddanej matce, kochającej naturę i zwierzęta, dokarmiającej ptaki z przyrodniczego rezerwatu w pobliżu jej domu w Woodbridge, w stanie Wirginia.

− Chciałbym, aby wszyscy zachowali ją w pamięci jako troskliwą osobę − powiedział mąż Douglas Gaarde w wywiadzie dla CNN.

Gaarde wspominał, że tamtego popołudnia udał się do Navy Yard, desperacko poszukując małżonki, do której w żaden sposób nie mógł się dodzwonić. Tam spotkał jej współpracownika, który doznał obrażeń. W końcu od ratowników otrzymał wiadomość, że żona znajduje się wśród 13 zabitych.

62-letnia Gaarde, z zawodu analityk finansowy, była zagorzałym kibicem drużyny hokejowej Washington Capitals i od 25 lat kupowała bilety na mecze sezonowe. Pracowała jako cywil w wojsku i w styczniu przyszłego roku zamierzała przejść na emeryturę. Małżeństwo Gaarde ma dwoje dzieci w wieku 26 i 33 lat.

W oficjalnym oświadczeniu jej rodzina stwierdza: „Kathy była wspaniałą córką, fantastyczną matką i żoną oraz przyjaciółką. Urodziła się i wychowała w Chicago. Ukończyła Florida State University. W stołecznym D.C. mieszkała wraz z rodziną od 38 lat”.

Rodzina zwraca się z prośbą o wysyłanie zamiast kwiatów datków na organizację dobroczynną Humane Society.

(ak)

Categories: Chicago

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*