W powiatowym szpitalu giną leki

W powiatowym szpitalu giną leki

Kradzieże lekarstw i bałagan w aptekach podlegających władzom powiatowym zmusiły rządową agencję Drug Enforcement Administration, do podjęcia śledztwa. System klinik i szpitali powiatowych realizuje każdego dnia 9,5 tys. recept. Znaczna część lekarstw nie trafia nigdy do pacjentów.

Szpital im. Johna Strogera fot. Flickr

Szpital im. Johna Strogera fot. Flickr

Śledztwo prowadzone od miesiąca przez DEA (która nadzoruje stosowanie się do przepisów związanych z dystrybucją leków – przyp. red.) wykazało poważne niedociągnięcia w sposobie księgowania i wydawania lekarstw oraz brak zabezpieczenia aptecznych pomieszczeń, co ułatwia kradzież środków farmaceutycznych.

Zeznania pacjentów i pracowników aptek ze szpitala im. Johna Strogera (dawny Cook County Hospital) i z kilku innych klinik były tak alarmujące, że Better Goverment Association (BGA) i powiatowy inspektor generalny, który rozpoczął własne dochodzenie, zwrócili się o pomoc do DEA o przeprowadzenie ścisłej kontroli.

Szef chicagowskiego biura DEA, Jack Riley, obawia się, że zaginione lekarstwa trafiły na ulice i zostały sprzedane lub użyte przez samych złodziei. Z aptek wyniesiono silne środki przeciwbólowe, jakie jak morfina, vicodin, demerol i oxycodone, które przy częstym stosowaniu działają jak narkotyk.

Z dokumentów uzyskanych przez BGA wynika, że zanotowano przynajmniej 85 przypadków zaginięcia lub kradzieży silnych środków przeciwbólowych. Nigdy ich nie odzyskano i nikogo nie aresztowano za kradzież. Nie wiadomo też ilu przypadków zaginięcia leków w ogóle nie zgłoszono kierownictwu. Ponadto ustalono, że rampa w szpitalu imienia Strogera, gdzie leki są wyładowywane, jest dostępna dla osób postronnych. Fatalnie przedstawia się również księgowość. Na podstawie wpisów nie można nawet ustalić, kiedy i co zaginęło.

Wiele wskazuje na to, że lekarstwa wynoszą pracownicy szpitala.

Marek Piszczatowski, tłumacz zatrudniony do pomocy pacjentom, którzy nie znają angielskiego, twierdzi, iż zdarza się, że ludzie wychodzą ze szpitala z niepełnym zestawem lekarstw. „Słyszałem przynajmniej o trzech ciężko chorych na raka pacjentach, którzy po powrocie do domu stwierdzali, że w torbie z lekami brakuje morfiny. Ludzie nie wiedzą, co w takim wypadku robić” − mówi Piszczatowski.

Ustalono, że kradzieże nie są jedynym problemem szpitala. Okazuje się, że niektórzy lekarze oraz średni personel medyczny nie stawia się w pracy w dniach, w których mieli pełnić dyżury. Mimo to są opłacani za pełny wymiar godzin.

Podobno obecna administracja szpitala wprowadza niezbędne zmiany celem usprawnienia pracy. Miejsca wymagające fachowej wiedzy, np. w księgowości, obejmą profesjonaliści.

(eg)

Categories: Chicago

Comments

  1. John
    John 30 sierpnia, 2013, 05:08

    Ten burdel zwany ameryka musi przepaść

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*