88 proc. członków związku nauczycieli chce strajku

fot.werner22brigitte/pixabay.com

fot.werner22brigitte/pixabay.com

Związek zawodowy nauczycieli chicagowskich zatwierdził strajk. Ogółem 88 proc. wszystkich członków Chicago Teachers Union (CTU) i 96,05 proc. uczestniczących w głosowaniu − około 20 tys. − opowiedziało się za udziałem w proteście, którego można spodziewać się w drugim półroczu roku szkolnego. Do strajku dojdzie, jeśli kuratorium oświatowe nie spełni żądań pedagogów.

Wiceprezes CTU Jesse Sharkey wydał oświadczenie, w którym zwrócił się bezpośrednio do burmistrza Rahma Emanuel i szefa oświaty Forresta Claypoola, by posłuchali co mają do powiedzenia nauczyciele: „nie zamykajcie już więcej szkół, nie straszcie zwolnieniami nauczycieli i nie realizujcie tych pogróżek, szanujcie nauczycieli i dajcie im narzędzia, dzięki którym będą mogli spełniać swe obowiązki”.

Wśród warunków ułatwiających pracę pedagogów wiceprezes związku wymienia m.in. zmniejszenie liczby testów oraz ilości pracy papierkowej, a także przywrócenie pedagogom autonomii działania i należnego im szacunku. Dodatkowo wiceszef CTU domaga się: zmniejszenia liczby uczniów w klasach, które są przepełnione, przywrócenia zajęć plastycznych, muzycznych i technologicznych oraz etatów bibliotekarza i pielęgniarki, a także szkolnego psychologa lub doradcy pedagogicznego, tłumaczy z języków obcych i programów dwujęzycznych.

Jak podkreśla Sharkey, nauczyciele woleliby sprawować swoje obowiązki, ale są zmuszeni do strajku przez kuratorium Chicago Public Schools (CPS), które wymaga od nich pracy w warunkach, które są nie do zaakceptowania.

Przypomnijmy, że nauczyciele pracują bez kontraktu, na warunkach poprzedniego, który wygasł 30 czerwca. Dotychczasowe negocjacje między CTU i CPS nie przyniosły porozumienia. Nauczyciele nie żądają podwyżki płac, ale też nie chcą się zgodzić na 7-procentową obniżkę, po stopniowym wycofaniu przez CPS wpłat na poczet składek emerytalnych.

Chicagowskie szkolnictwo publiczne próbuje zredukować swe wydatki, ponieważ stoi w obliczu 1,1 mld dol. deficytu budżetowego. Problemy finansowe potęguje brak funduszy stanowych będący rezultatem przepychanki politycznej w Springfield między republikańskim gubernatorem Brucem Raunerem a demokratycznymi parlamentarzystami.

Przypomnijmy, że szef chicagowskiej oświaty Forrest Claypool stwierdził, że jeśli nie otrzyma funduszy stanowych wynoszących około 480 mln dol. do 1 lutego, to około 8 lutego dojdzie do masowych zwolnień nauczycieli i redukcji w programach nauczania, łącznie z eliminacją niektórych przedmiotów.

Ostatni raz chicagowscy nauczyciele strajkowali w 2012 roku. Protest trwał siedem dni.

(ao)

Categories: Chicago

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*