Zespół Pieśni i Tańca "Polonia" na festiwalu w Ekwadorze – rozmowa z Anną Krysiński i Cecylią Rożnowską

– Gratuluję rozlicznych wyjazdów na międzynarodowe festiwale folklorystyczne. Tym razem tańczyliście w Ekwadorze.
Tak, to już nasz czternasty międzynarodowy festiwal. Ekwador zauroczył nas niebywale, to kraina nader spektakularna o wielkiej urodzie. Ten kraj to trzy światy: niebotyczne Andy, słoneczne wybrzeże i dżungla.
– Proszę rzec słów kilka o festiwalu.
Uczestniczyliśmy w V Światowym Festiwalu „Pokój i Kultura dla Świata” w Ibarra…V Festival Mundial del Folklor Infantil. Festiwal ten organizowany był przez Światową Organizację Festiwali i Sztuki Ludowej. Uczestniczyły w festiwalu zespoły głównie z Ameryki Południowej: Peru, Kolumbia, Wenezuela i Ekwador.
– Jak przebiegała aklimatyzacja na tak dużych wysokościach?
Nie było większych problemów, choć niektórzy odczuwali pewien wysokościowy dyskomfort. Andy sięgają przecież do 6000 metrów n.p.m., Quito leży na wysokości 2850 metrów n.p.m.
– Jakim repertuarem „Polonia” podbiła serca Ekwadorczyków?
Klasyczne rutynowe koncerty, sześć dni zmagań festiwalowych, także koncerty w pobliskich miasteczkach. Dwanaście par tanecznych prezentowało polskie tańce ludowe. Nasze występy oklaskiwano z wielkim entuzjazmem. Byliśmy dla nich egzotyczni, odmienni, kolorowi i perfekcyjni tanecznie…
Krakowiak podobał się najbardziej, ten dynamizm, ta ekspresja, barwne stroje, ciekawe układy choreograficzne. To było niczym burza wiosenna, niczym tęcza na niebie… Prezentowaliśmy też tańce rzeszowskie, kaszubskie, także piosenki ludowe.
– Proszę rzec słów kilka o pieśniarzach i tancerzach z Ekwadoru?
To zupełnie dla nas odmienny świat, to swoisty melanż indiańsko–hiszpański. Ekwadorczycy to Indianie (40%) i Metysi (40%), także potomkowie Hiszpanów. Podziwialiśmy stroje, zwłaszcza Indian Otavalo, jakże piękne. Indianki paradują w białych haftowanych bluzkach, długich spódnicach, na głowach kapelusze lub chusty, na szyi dużo złotych korali (podobno z firmy Jablonex z dawnej Czechosłowacji), mężczyźni noszą kolorowe poncha, sandały, włosy upinają w warkocz… Ich tańce pełne są dynamizmu i tajemniczości.
– Takie stroje widziałem na targu w Otavalo. To swoisty festiwal indiańskiej (inkaskiej) sztuki.
Byliśmy zauroczeni jarmarkiem w Otavalo. Czegóż tam nie było… wełniane poncha, czapki z włosów lamy, biżuteria, kapelusze, rękodzieło artystyczne, wyroby skórzane, zabawki i pamiątki, koszyki, maty. Wszędzie rozbrzmiewał jezyk indiański-quechua.
– Dlaczego każdego roku wyjeżdżacie na festiwale?
To nasza wielka radość, także obowiązek upowszechniania polskiego folkloru. Cieszymy się, że jesteśmy ambasadorami polskiej kultury, że możemy przybliżać światu naszą 1000-letnią historię i bogatą sztukę ludową. Poza tym nader ważny jest aspekt wychowawczy dla naszej młodzieży, te wyjazdy kształcą, wychowują. Młodzież poznaje inny świat, inną kulturę, nawiązuje przyjaźnie. Te przeżycia zostają w tych młodych sercach na całe życie, to potem ogromnie profituje. Dopiero poznanie historii kraju, jego duszy, obrzędów i obyczajów, walorów turystycznych w powiązaniu ze sztuką daje pełny obraz.
– Co was zauroczyło w Ekwadorze?
Ekwador – znaczy równik po hiszpańsku. Stoi tam pomnik zwany Middle of the World. To bardzo znany landmark tego kraju. Zauroczyło nas Quito, stolica. Kolejką linową udaliśmy się na szczyt, by stamtąd podziwiać panoramiczną perspektywę miasta, przepiękną, nietypową… wąskie uliczki, dawna kolonialna architektura.
Ze wzgórza Panecillo, gdzie stoi pomnik Matki Boskiej z Quito, niebotyczny widok stolicy. Miasto żyje przeszłością. Podziwialiśmy najpiękniejszy kościół La Campania de Jesus, na zdobienie ołtarzy i innych dekoracji zużyto siedem ton złota. Ten kruszec był dla Indian symbolem słońca. Quito znajduje się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO od 1978 roku.
– Co jeszcze zwiedziliście?
Podziwialiśmy z oddali Cotopaxi, najwyżej położony aktywny wulkan świata (5897 m), niesamowita sceneria. Na zaproszenie burmistrza miasteczka Cotopaxi koncertowaliśmy w lokalnym muzeum. Nasz występ bardzo się podobał, sam burmistrz zatańczył z radnymi miasta dla nas rytualny taniec i zagrał lokalną melodię na indiańskim instrumencie, zaprosił nas też do wspólnej celebracji ich czerwcowego święta.
Byliśmy w Banos, gdzie wśród wulkanów i wodospadów kwitną orchidee, wygasłe już wulkany lśnią ośnieżonymi szczytami. Zwiedzaliśmy niedaleko położone sanktuarium EL Quinche, gdzie znajduje się figura Matki Boskiej słynąca z licznych cudów, otaczają ją dziękczynne wota, ofiarowane szczególnie przez kierowców. Przepiękny to widok.
W Banos też koncertowaliśmy, nasz występ bardzo się podobał. Burmistrz Banos zaprosił nas, byśmy przyjechali w grudniu, wtedy w Ekwadorze jest lato, a w Banos odbywa się wiele artystycznych imprez.
I jak tu zapomnieć o Ekwadorze? Wszędzie spotykaliśmy się z ogromną życzliwością i wielką sympatią.
– Zatem warto ponieść trudy podróży, by zatańczyć krakowiaka na równiku.
Na pewno. Taniec zbliża narody i czyni świat lepszym, łagodniejszym. Zapraszam na naszą stronę internetową, tam będą zdjęcia z naszego tournee: dance.prcua.org/poloniaensemble/
Rozmawiał:
Janusz Kopeć

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*