Strażnica historii – rozmowa z dr. Maciejem Siekierskim, dyrektorem-kuratorem Zbiorów Wschodnioeuropejskich Instytutu Hoovera

– Panie doktorze, nazwa Hoover Institution dobrze znana jest historykom oraz wszystkim interesującym się historią najnowszą. Instytucja powstała w 1919 roku. Skąd jej imię?

Instytut nosi imię swojego założyciela, Herberta Hoovera, w latach 1929-1933 prezydenta USA. Mieści się on na terenie Uniwersytetu Stanforda, w Kalifornii, 50 km na południe od San Francisco. Hoover był jednym z pierwszych absolwentów tej uczelni. W dwudziestoleciu poprzedzającym I wojnę, Hoover, jako międzynarodowy konsultant i przedsiębiorca górniczy, stał się bardzo zamożnym człowiekiem, nie tracąc równocześnie wrażliwości na potrzeby innych. Po wybuchu wojny w Europie pośpieszył z organizowaniem pomocy, wpierw dla ponad 100,000 amerykańskich turystów i przedsiębiorców przebywających na tym kontynencie, potem dla milionów ludności cywilnej.

Przewodniczy Komitetowi dla Pomocy Belgii, potem Amerykańskiej Administracji Pomocy (ARA), która organizowała i koordynowała pomoc materialną dla zniszczonej Europy. Właśnie dzięki tej pomocy, ponad milion polskich dzieci przeżyło ciężki okres głodu i epidemii w latach 1919-1921. Hoover witany był w Europie jak głowa państwa, otrzymywał najwyższe honory i odznaczenia. Sejm RP w 1921 roku uchwalił honorowe obywatelstwo dla wielkiego Amerykanina, a ludność stolicy ufundowała poświęcony mu Pomnik Wdzięczności Ameryce na Skwerze Hoovera w Warszawie.

– Niestety dla udokumentowania tej wdzięczności użyto tak lichego piaskowca, że do 1930 roku kompletnie zwietrzał, a postać na pomniku rozleciała się. Pomnik rozebrano, ale obiecano „rychło odtworzyć”, było parę terminów, a potem wojna… Gdyby nie pan, nie byłoby nawet śladu po miejscu, gdzie stał.
W rzeczy samej, piękna rzeźba, dłuta Xawerego Dunikowskiego, nie przetrwała. Kilkakrotnych przedwojennych zapowiedzi odtworzenia jej nie zrealizowano, a władze PRL, z oczywistych względów, nie były zainteresowane odbudową.

Nie rozumiem dlaczego nie zrobiono tego w czasach ostatnich. Apelowało o to wiele autorytetów emigracji niepodległościowej, m.in. Jan Karski i Jan Nowak-Jeziorański. W roku 1992 przyczyniłem się do postawienia na Skwerze Hoovera kamienia pamiątkowego, który, na szczęście, nadal tam stoi… Na odbudowę pomnika, tego ważnego symbolu wdzięczności i przyjaźni, nie zanosi się. Część skweru , co prawda, ostatnio zabudowano, ale nadal pozostaje tam dość miejsca na pomnik. Kościuszko i Pułaski mają swoje piękne pomniki w najbardziej prestiżowych miejscach stolicy Stanów Zjednoczonych. Dług wdzięczności za czyn tych wielkich Polaków dla Ameryki, Amerykanie oddali z nawiązką po pierwszej wojnie światowej – właśnie dzięki Herbertowi Hooverowi, który z prawdziwym oddaniem propagował polski wkład w powstanie Stanów Zjednoczonych. Fakt ten znało każde dziecko w II RP, o amerykańskim bohaterze Polski uczono w szkołach piosenek. Potem zaległa cisza. Pora już, aby godnie przypomnieć o tym mieszkańcom Warszawy i Polakom w ogóle odtwarzając Pomnik Wdzięczności Ameryce. Liczę, że ten gest zwykłej przyzwoitości nastąpi.

– Jak doszło do powołania Instytutu przez Hoovera?
Herbert Hoover był człowiekiem o szerokiej wiedzy i doświadczeniu, z mocną wiarą w racjonalne rozwiązywanie problemów gospodarczych i społecznych, a zarazem osobą o głębokiej świadomości historycznej. Pod koniec roku 1914, przemierzajac Morze Północne, Hoover czytał autobiografię Andrew White’a, w której ten słynny amerykański historyk i dyplomata wspominał swoje trudności w prowadzeniu badań nad Rewolucją Francuską z powodu braku dostępu do źródeł. Lektura ta uprzytomniła Hooverowi, że znajduje się w wyjątkowo dogodnej sytuacji, aby zgromadzić i zabezpieczyć źródła do historii największego w historii konfliktu światowego, którego właśnie był świadkiem. Pomysł ten zaczął wprowadzać w życie już w czasie wojny, ale miał możliwość rozwinąć go na większą skalę dopiero po wojnie, gdy w 1919 roku, jako członek Najwyższej Rady Gospodarczej i szef Amerykańskiej Administracji Pomocy, był głównym przedstawicielem Stanów Zjednoczonych na kontynencie europejskim.

– Jakie były założenia Hoover Institution, gdy instytucja powstawała? Czym się zajmowała? Jak gromadziła zbiory?
W roku 1919 Hoover przekazał Uniwersytetowi Stanforda sumę $50,000 jako kapitał początkowy dla Wojennego Zbioru Hoovera (Hoover War Collection), jak brzmiała pierwotna nazwa Instytutu. Pierwsze zbiory to archiwa Komisji Pomocy Belgii, Administracji Żywnościowej Stanów Zjednoczonych, jak i Amerykańskiej Administracji Pomocy. Przedstawiciele tych organizacji, jak i pracownicy Uniwersytetu, z polecenia Hoovera zbierali broszury, wydawnictwa organizacji społecznych i politycznych, druki rządowe, czasopisma, plakaty, proklamacje i inne efemeryczne materiały związane z wojną, konferencjami pokojowymi, rewolucjami i politycznymi wydarzeniami na terenie Europy, Rosji, Azji oraz Ameryki Łacińskiej. Kilkanaście ton tych materiałów wpłynęło do biblioteki uniwersyteckiej, gdzie pierwotnie mieścił się zbiór Hoovera. Dopiero w w 1941 roku oddano do użytku osobny obiekt na cele Instytutu, Hoover Tower, czternastopiętrową wieżę z panoramicznym widokiem na brzegi Zatoki San Francisco. Kapitał początkowy szybko wyczerpał się, więc darczyńca wyasygnował dalsze 100,000 dolarów na cele zbioru. W 1921 roku zbiór ten składał się już z około 80,000 pozycji.
– Jak instytucja ewoluowała przez lata i rozszerzała spektrum zainteresowania?
Na początku Zbiór Wojenny Hoovera był ukierunkowany wyłącznie na gromadzenie materiałów bibliotecznych i archiwalnych na temat przyczyn i konsekwencji Wielkiej Wojny. W miarę wzrostu zasobów i ważności placówki Zbiór przemianowano na Bibliotekę Wojenną Hoovera, zaś po drugiej wojnie światowej powstał Instytut prowadzący działalność naukową. Była ona początkowo oparta na własnych zbiorach historycznych, lecz z czasem zaczęły przeważać zagadnienia ekonomiczne i polityczne, międzynarodowe i amerykańskie.

– Dziś to także perstiżowy ośrodek opiniotwórczy…
Trudno się nie zgodzić. Obecny Instytut Hoovera do Badań Wojny, Rewolucji i Pokoju to jeden z głównych naukowych ośrodków opiniotwórczych w Stanach Zjednoczonych, zatrudniający ponad 200 pracowników naukowych i drugie tyle pracowników pomocniczych, w tym kilku noblistów, jak też byłych i obecnych członków administracji Białego Domu, z rocznym budżetem około 40 milionów dolarów.
– Co należało do jego głównych osiągnięć przed II wojną? Jakie najważniejsze pozycje znalazły się w jego kolekcji?
Najważniejsze osiągnięcia Instytutu w okresie międzywojennym to pozyskanie ogromnych zbiórów rosyjskich, w tym archiwów wielu carskich urzędów, dyplomatów i dowódców wojskowych, przywódców ruchu antybolszewickiego. Najciekawszym zbiorem wśród tych nabytków rosyjskich jest archiwum paryskiej ekspozytury carskiej policji – Ochrany. Placówka ta przetrwała wojnę i rewolucję, a ostatni ambasador Rosji z ramienia rządu Kiereńskiego, Bazyli Maklakow, upozorował zniszczenie archiwum i uniemożliwił przejęcie go przez władze sowieckie. W 1926 roku archiwum w kilkunastu skrzyniach dotarło do Kalifornii. Wśród setek tysięcy dokumentów są tutaj całe teczki dotyczące polskich działaczy niepodległościowych. Są to informacje o działalności, odpisy korepondencji oraz zdjęcia takich postaci jak Józef Pisłudski, Tadeusz Jodko-Narkiewicz, Mieczysław Mańkowski czy Bolesław Iwiński.

Wśród zbiorów czysto polskich z tego okresu najważniejszy jest zbiór Włodzimierza Wiskowskiego. Wiskowski był jednym z organizatorów Związków Strzeleckich. Od 1915 do końca wojny Wiskowski prowadził warszawskie biuro prasowe Naczelnego Komitetu Narodowego. Archiwum biura pozost
ało w jego rękach po wojnie i sprzedał je Amerykanom w 1927 roku. Archiwum zawierało duży zbiór czasopism, broszur, proklamacji i afiszów wydawanych przez grupy reprezentujące cały wachlarz partii i organizacji politycznych w latach 1914-1920. Wśród tych dokumentów są wydawnictwa SDKPiL i jej następców, jak i druki bolszewickiej propagandy wzywającej do obalenia rządów “burżuazyjnej” Polski.

Dodam, że zbiory polskie Instytutu były systematycznie uzupełniane i powiększane w okresie międzywojennym przez znanego warszawskiego wydawcę i księgarza, Stanisława Arcta.

– Po wojnie Hoover Institution odegrał trudną do przecenienia rolę w dziele uratowania bezcennych archiwaliów z placówek państw, które popadły w zależność sowiecką. Czy mógłby pan doktor przybliżyć ten projekt. Wiem z opowiadań profesora Jana Karskiego, że on także w nim uczestniczył…
W lipcu 1945 roku Wielka Brytania i Stany Zjednoczone porzuciły swego polskiego sprzymierzeńca i uznały komunistyczny reżim w Warszawie. Polskie władze cywilne i wojskowe, starając się ocalić swoje archiwa przed zniszczeniem, rozproszeniem lub przejęciem przez rząd warszawski, podjęły decyzję, aby przenieść ich część w bezpieczne miejsce w USA.

Nieprzypadkowo wybrano Bibliotekę Hoovera, jak nasz Instytut wtedy się nazywał. Osoba byłego prezydenta, wielkiego filantropa i przyjaciela Polski była powszechnie szanowana i podziwiana przez Polaków. Jego negatywny stosunek do ustaleń konferencji w Teheranie, Jałcie i Poczdamie był dobrze znany. Dyrektorem Biblioteki Hoovera w tym czasie był Harold H. Fisher, były przedstawiciel Amerykańskiej Administracji Pomocy w Polsce, autor książki o walce Polaków o niepodległość i o odbudowie kraju po Wielkiej Wojnie. Dodatkowo, co niewątpliwie było ważnym czynnikiem, Biblioteka znajdowała się w odległej Kalifornii i była instytucją prywatną, mniej narażoną na ewentualne naciski ze strony władz komunistycznych wobec USA, aby, na przykład, przekazać im polskie zbiory.

Równocześnie Hoover pozyskał do współpracy wielu wybitnych Polaków, bohaterów Polski Podziemnej, Jana Karskiego i Józefa Garlińskiego. Jan Karski, dodam, został zatrudniony przez Hoovera już w kwietniu 1945 roku, jeszcze w Waszyngtonie, gdzie był sekretarzem Jana Ciechanowskiego, ostatniego ambasadora II RP w Stanach. Hoover znał Karskiego osobiście, był pod silnym wrażeniem jego wojennej misji kurierskiej oraz robiącej w USA prawdziwą furorę książki „Story of a Secret State”. Jako „specjalny agent akwizytor” z ramienia Hoovera, Jan Karski odegrał kluczową rolę jako liaison pomiędzy Instytutem a władzami polskimi na uchodźstwie. Prace Karskiego i Garlińskiego kontynuował Witold Sworakowski, tak jak Karski były pracownik MSZ, pierwszy kurator polskich zbiorów Instytutu, a następnie zastępca dyrektora. W Instytucie prace uzyskali również emigracyjny bibliograf i poeta, Jan Kowalik, oraz dwóch wybitnych polskich sowietologów, Wiktor Sukiennicki i Ryszard Wraga (pseudonim Jerzego Niezbrzyckiego).

Większość polskich zbiorów państwowych przekazanych do Instytutu w latach powojennych należała do trzech depozytów: ambasadora Jana Ciechanowskiego (1945), generała Władysława Andersa (1946) oraz ministra Aleksandra Zawiszy (1959). Depozyt Ciechanowskiego składał się z archiwów szeregu polskich ambasad, w tym w Waszyngtonie, Londynie i Moskwie-Kujbyszewie. Dokumenty Andersa przysłane z Rzymu i Kairu w latach 1946-47 zawierały archiwa Biura Dokumentów 2 Korpusu i materiały odnośnie organizacji Armii Polskiej w Związku Sowieckim i na Bliskim Wschodzie. Wreszcie depozyt Zawiszy, do roku 1959 przechowywany w Dublinie, zawierał archiwa MSZ i Ministerstwa Informacji i Dokumentacji. Po wygaśnięciu prawnie zastrzeżonych terminów wszystkie trzy depozyty stały się własnością Instytutu Hoovera, zostały uporządkowane i zmikrofilmowane.

– Jakie dokumenty znajdują się w zbiorach polskich stanowiących część Kolekcji Wschodnioeuropejskiej, której pan dyrektoruje?
Zbiory polskie Instytutu stanowia około 5% ogólnych zasobów biblioteczno-archiwalnych Instytutu. Pokrywają one około 150 lat historii Polski, począwszy od papierów Włodzimierza P. Płatonowa, rosyjskiego ministra spraw polskich z lat 1860, aż do okresu po drugiej wojnie światowej w postaci materiałów Stanisława Mikołajczyka i Stefana Korbońskiego, oraz największego poza Polską zbioru czasopism i literatury niezależnej z lat 1976-1990. W ostatnim dziesięcioleciu Instytut otrzymał ogromne archiwa redakcyjne Radia Wolnej Europy przechowywane poprzednio w Pradze i w Waszyngtonie. Z dużych i ważnych polskich nabytków należy wspomnieć elektroniczną kopię archiwum Urzędu Rady Ministrów w Warszawie z lat 1944-1989. Pochwalę się, że w przeciwieństwie do Archiwum URM, gdzie spoczywają oryginały tego ostatniego zbioru, nasza kopia jest już w pełni zorganizowana i posiada swoją elektroniczną wyszukiwarkę.

Wspomniane wcześniej polskie zbiory proweniencji państwowej są oczywiście źródłem na temat Polski dwudziestolecia międzywojennego oraz działalności polskich władz w okresie II wojny światowej. Najbardziej używane przez badaczy są unikalne dokumenty dotyczące tragicznych losów setek tysięcy obywateli polskich deportowanych do Rosji Sowieckiej oraz jeńców wojennych. W aktach ambasady RP w Moskwie-Kujbyszewie, w tak zwanej kolekcji Generała Andersa, oraz w archiwum Ministerstwa Informacji i Dokumentacji znajduje się ponad 30,000 oryginalnych relacji i ankiet oraz ponad 10,000 dokumentów zwolnień z łagrow. Pomimo że dokumenty te sa już dostępne na mikrofilmach w Archiwum Akt Nowych w Warszawie, nadal otrzymujemy dziesiątki zapytań od rodzin, jak i badaczy. Odpowiadamy na wszystkie listy, chociaż nieraz zabiera to kilka tygodni.

– Co może pan powiedzieć o kolekcjach pozapolskich?
Inne zbiory wschodnioeuropejskie, które mi też podlegają, ogólnie nie są tak bogate i obszerne jak polskie, ale praktycznie dla każdego z tych kilkunastu krajów, określających ten obszar, stanowią one najwazniejszy zbiór źródeł historycznych w Stanach Zjednoczonych. Wspomnę może tylko o kilku zbiorach, w pozyskaniu których miałem osobisty udział. Ze zbiorów czeskich najważniejszy jest zbiór korespondencji Josefa Skvoreckiego, dysydenta i wydawcy emigracyjnego z Toronto. Ze zbiorów węgierskich – archiwum Imre Pozsgay’a, ostatniego komunistycznego wicepremiera i jednego z architektów węgierskiej „pierestrojki”. Z konfliktu w byłej Jugosławii pozyskałem duże archiwum fotograficzne z frontów w Bośni i Kosowie. Otrzymaliśmy też niedawno archiwum osobiste po albańskim dyktatorze Enwerze Hodży, wraz z jego niepublikowaną autobiografią. Obecnie, naszym najważniejszym wschodnioeuropejskim przedsięwzięciem jest mikrofilmowanie byłego archiwum KGB w Wilnie. W roku ubiegłym podpisaliśmy umowę z Państwowymi Archiwami Litewskimi i otrzymalismy już pierwsze rolki mikrofilmów. W materiałach przeznaczonych do mikrofilmowania jest oczywiście bardzo dużo dokumentacji dotyczącej Polaków na Wileńszczyźnie i Litwie.

– Z jakimi ośrodkami naukowymi w Polsce Hoover Institution współpracuje?
Instytut już od kilkunastu lat współpracuje z Naczelną Dyrekcją Archiwów Państwowych. W ramach tej współpracy przekazaliśmy Polsce kopie najważniejszych polskich zbiorów państwowych i prywatnych – razem ponad milion(!) stron zmikrofilmowanych dokumentów. Mikrofilmy te są już dostępne w Warszawie w Archiwum Akt Nowych. Polskie Archiwa Państwowe, ze swojej strony, pomogły Instytutowi w porządkowaniu zbiorów Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Dyrekcja Archiwów Państwowych opublikowała również przewodnik po naszych polskich zbiorach pióra prof. Władysława Stępniaka. Współpracujemy również z Instytutem Pamięci Narodowej. Jestem członkiem jednej z rad
programowych IPN. Kontakty z innymi ośrodkami naukowymi dotyczą konkretnych zagadnień i pracowników naukowych. Parę lat temu, przykładowo, wraz z ówczesnym dyrektorem Żydowskiego Instytutu Historycznego, prof. Feliksem Tychem, opublikowałem zbiór 170 relacji Żydow polskich dotyczącą deportacji i więzień sowieckich (“Widziałem anioła śmierci…”, Warszawa: Rosner i Wspólnicy, 2006). Mamy również kontakty z uniwersytetami, muzeami i instytutami w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Toruniu i Lublinie.

– Czy dotyczy to np. niedawno powołanego Muzeum Historii II Wojny Światowej ,które organizuje prof. Paweł Machcewicz?
O inicjatywie Muzeum Historii II Wojny Światowej naturalnie słyszałem i uważam ją za bardzo cenną. Prof. Paweł Machcewicz to mój dobry znajomy; prowadził u nas badania kilka lat temu. Nie wątpię, że zwróci się do nas, gdy będzie uważał, że będziemy mogli mu w czymś pomóc.
– Czy Hoover Institution organizował jakieś przedsięwzięcia własne na terenie Polski? Np. o patronie placówki?
W latach 1991-1993 Instytut zlokalizował swoje wschodnioeuropejskie biuro akwizycyjne w Warszawie. Biuro to, które prowadziłem, kroodynowało zbieranie dokumentacji dotyczącej zmian politycznych i gospodarczych zachodzących na terenie całego dawnego bloku sowieckiego. Ze względu chociażby na położenie, zebraliśmy najwięcej publikacji i materiałów polskich.
W listopadzie 2004 urządziliśmy wielką wystawę w Polsce pod tytułem: „Amerykańska przyjaźń – Herbert Hoover a Polska”. Dotyczyła ona postaci Herberta Hoovera i wielkiej pomocy amerykańskiej dla Polski po obu wojnach światowych. W Warszawie wystawa prezentowana była w Bibliotece Stanisławowskiej Zamku Królewskiego. W następnym roku pokazaliśmy ją w Łodzi, Poznaniu, Krakowie i Katowicach. Obejrzało ją kilkanaście tysięcy Polaków. Wystawa ta obecnie wędruje po ośrodkach polonijnych w USA, ciesząc się wielkim zainteresowaniem.

– Jaka jest organizacja waszej instytucji? Ilu zatrudnia pracowników? Ilu Polaków? Ile osób korzysta z easzych materiałów w skali roku?
W Instytucie są zasadniczo dwa piony – naukowo-badawczy i biblioteczno-archiwalny. Pracuje tutaj prawie 400 osób. Wielu z naszych pracowników naukowych zajmuje równocześnie stanowiska w innych uczelniach i instytucjach. Pion naukowo-badawczy to więcej niż trzy czwarte etatów. Są to pracownicy naukowi (fellows) – ekonomiści, politolodzy, socjologowie, prawnicy, pedagodzy, historycy oraz personel pomocniczy. Instytut wydaje swoje czasopisma i monografie.

Ja pracuję w pionie biblioteczno-archiwalnym, bardziej związanym z oryginalną misją Instytutu. Jest nas około 60 osób – połowa to zawodowi bibliotekarze-archiwiści, a druga połowa to personel techniczny. Moim zadaniem jako kuratora zbiorów wschodnioeuropejskich jest stałe ich uzupełnianie – to znaczy pozyskiwanie dokumentacji z obszaru Polski, Państw Bałtyckich, Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii, Albanii oraz krajów dawnej Jugosławii. Poza mną w Instytucie pracują jeszcze cztery osoby znające język polski.
Z materiałów biblioteki i archiwum Instytutu Hoovera korzysta w skali rocznej około tysiąca badaczy spoza Stanfordu, w tym około 250 gości zagranicznych. Wśród tych ostatnich jest zawsze przynajmniej kilkunastu Polaków.
– Na czym polega unikalność placówki? Co różni ją od innych podobnych w USA?
Unikalność Instytutu wynika z paru założeń. Posiadamy największe prywatne archiwum historyczne nie tylko w Stanach Zjednoczonych, a zapewne na świecie. Poza tym jesteśmy autonomiczną, w pełni finansowo niezależną, placówką naukową na terenie Uniwersytetu Stanforda.
W czasach, gdy „poprawność polityczna” środowisk akademickich, jak i zależność finansowa od agencji państwowych i wielkich fundacji, ogranicza naukowe pole działania amerykańskiej humanistyki i nauk społecznych, Instytut Hoovera kontynuuje swoją działalność bez przeszkód. Dowodem tego jest chociażby zgodna obecność wśród naszych pracowników takich postaci, jak George Shultz i William Perry – pierwszy to sekretarz stanu w administracji prezydenta Ronalda Reagana, a drugi to sekretarz obrony z prezydentury Billa Clintona. W najbliższym czasie spodziewamy się powrotu do Instytutu sekretarza stanu Condoleezzy Rice. Do Waszyngtonu udało się z kolei paru naszych specjalistów od spraw międzynarodowych, którym zaproponowano stanowiska w administracji prezydenta Baracka Obamy.

– Czy można mówić o jakimś nurcie dominujących w Instytucie poglądów?
Chociaż ogólnie Instytut cieszy się opinią placówki, gdzie przeważają poglądy neokonserwatywne, najliczniejści chyba są libertarianie, lecz nie brak i prawdziwych konserwatystów jak i liberałów. Brak może tylko socjalistycznych dogmatyków i reprezentanów autorytaryzmu, których niestety znaleźć można w obfitości na innych uczelniach amerykańskich.

– Czy wiadomo już coś więcej o obchodach 90-lecia Hoover Institution?
Nie jestem wtajemniczony we wszystkie szczegóły… Z całą pewnością odbędą się okolicznościowe przyjęcia, sesje naukowe, wydane zostaną okolicznościowe publikacje. Zorganizowana będzie duża wystawa dotycząca dorobku Instytutu na przestrzeni dziewięćdziesięciolecia swojego istnienia.

Wspominając o wystawach, dodaję, że otworzyliśmy właśnie wystawę związaną z 70. rocznicą wybuchu drugiej wojny światowej. Jest na niej pokazanych wiele unikalnych materiałów i dokumentów dotyczących polskiego września, w tym film dokumentalny z oblężenia Warszawy, zbiór sowieckich plakatów wzywających do likwidacji państwa polskiego, jak i oryginalny szyfrogram od ambasadora Grzybowskiego z Moskwy do MSZ, informujący o sowieckiej agresji na Polskę.

– Pozwoli pan, że wrócę do motywu, od którego rozpoczynaliśmy naszą rozmowę. Czy odsłonięcie na Skwerze Hoovera w Warszawie repliki Pomnika Wdzięczności Ameryce byłoby odpowiednio silnym akcentem roku jubileuszowego? Zważywszy też, że ten rok to także 90. rocznica uhonorowania Pokojową Nagrodą Nobla prezydenta USA Woodrowa Wilsona, który podczas konferencji wersalskiej przywrócił Polskę na mapę Europy po latach sąsiedzkich rozbiorów…

Zgadzam się, że przypomnienie o Herbercie Hooverze i odbudowa pomnika dedykowanego właśnie jemu byłoby znaczącym i sympatycznym akcentem jubileuszu Instytutu, który Hoover założył i który spełnia tak istotną rolę w przybliżaniu spraw polskich w Ameryce.

Jednakowoż… nie o to mi chodzi. Odbudowa Pomnika Wdzięczności Ameryce w Warszawie to – poza wszelką dyskusją – sprawa polska. Pomnik ten był symbolem narodowej pamięci i wdzięczności za pomoc w krytycznym i przełomowym momencie polskiej historii narodowej. Polska nie tylko odzyskała niepodległość dzięki determinacji Stanów Zjednoczonych w Wersalu, czego symbolem stał się prezydent Wilson, ale także przetrwała trudne lata wyniszczenia, głodu i epidemii w pierwszych latach swego istnienia jako II Rzeczypospolita. Pomoc ta była skuteczna dzięki bezinteresownemu, pełnemu pasji zaangażowaniu Herberta Hoovera. Przypomnienie tego faktu przez odbudowę pomnika niewątpliwie pomogłoby Polakom w odbudowie własnej świadomości historycznej. Tym bardziej iż na terenie Polski stoją pomniki przypominające o wdzięczności dla innego „sojusznika” niosącego jej nieco inną „wolność” podczas II wojny.
Rozmawiał:
Waldemar Piasecki,
San Francisco

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*