Prezes Frank Spula w Białym Domu

Piotr K. Domaradzki – W ubiegłym tygodniu przebywał pan w Waszyngtonie. Jaki był cel wizyty?

 

Frank Spula – Zostałem zaproszony, wraz z wielu innymi reprezentantami amerykańskich organizacji niedochodowych, przez parę prezydencką do Białego Domu na przyjęcie z okazji Bożego Narodzenia. Około 300 osób uczestniczyło w obiedzie. Atmosfera była bardzo ciepła, a sale Białego Domu ustrojone nadzwyczaj bogato. W każdym pomieszczeniu stały choinki, niektóre wysokie na 6 metrów, niektóre bardzo szerokie, a wszystkie oryginalnie przybrane.

 

– Jak został pan przyjęty? Jakie jest nastawienie prezydenta do naszej organizacji i naszej grupy etnicznej?

Przyjęcie było naprawdę miłe. W rozmowach z prezydentem i przedstawicielami administracji nie odczuwałem dystansu, a koleżeński, przyjazny ton. Warto podkreślić, że od wielu lat nikt z nas nie był do Białego Domu zapraszany. Uważam więc, że jesteśmy na dobrej drodze do przywrócenia właściwych stosunków na linii administracja – Polonia. Nawiasem mówiąc nie była to moja pierwsza wizyta w Białym Domu. Byłem tam wiosną, ale wówczas była to wizyta robocza.

 

– Był pan również w Ambasadzie RP?

Tak. To też było przyjęcie przedświąteczne, a uczestniczyło w nim około 100 osób. Wszyscy, z którymi rozmawiałem, zwracali uwagę, że była to pierwsza tak dobrze zorganizowana uroczystość w polskiej ambasadzie w Waszyngtonie.

 

– W minioną środę Izba Reprezentantów odrzuciła prezydencki projekt ustawy podatkowej. Ciężar tej decyzji boleśnie odczują miliony podatników, w tym także Polonia, która nie jest przecież najbogatsza. Jak by pan to skomentował?

Tak, rzeczywiście, jest to cios zadany najbiedniejszym, ale myślę, że to jeszcze nie koniec. Nie wszyscy kongresmani rozjechali się do domów na święta, a konsultacje trwają. Sytuacja dobra nie jest, ale nie można winą za to obarczać obecnego prezydenta, bowiem sytuacja finansowa zaczęła się psuć znacznie wcześniej, od szerokiego rozdawnictwa kredytów, których – jak to teraz widać – bardzo wielu ludzi nie jest w stanie spłacać. Nie należy jednak załamywać rąk. Ameryka nie przegrała i nie przegra. Finansów nie da się poprawić z dnia na dzień. Uzdrawianie systemu zabierze w pewnością kilka lat, ale poprawa musi nastąpić.

 

– Czego w takim razie chciałby pan życzyć Czytelnikom naszej gazety?

Przede wszystkim cierpliwości i wiary w jutro. Musimy pracować i dbać o nasze gospodarstwo domowe, o rodzinę. Żyjąc skromnie i rozważnie doczekamy lepszych czasów. Czytelnikom „Dziennika Związkowego” życzę spokojnych Świąt w rodzinnym gronie i pogody ducha w nadchodzącym nowym, 2012 roku.

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*