Pożegnanie Chicago – Ireny i Andrzeja Zawadzkich spojrzenie na lata minione – Estrade Entertainment dobrze zasłużyła się amerykańskiej Polonii

– Zamykacie w życiorysie ponad 30-letni okres amerykański, z którego 18 lat przypada na działalność waszej firmy impresaryjnej Estrade Entertainment. Jakie myśli towarzyszą wam w tym momencie?
I.Z. – Nie ukrywam, że jest mi smutno i chociaż powracamy do Polski, gdzie na pewno będzie fajnie, to jednak żal mi tych lat, które pozostawiam za sobą.
Niemal całe swoje dorosłe życie spędziłam w Ameryce, gdzie robiłam ciekawe i pożyteczne rzeczy. Prezentowaliśmy najlepsze i najwartościowsze spektakle przenosząc
je z Polski na grunt amerykański. A co będzie w Polsce, czas pokaże. Na pewno nie osiądę na laurach.
A.Z. – No cóż, 30 lat to przecież kawał czasu i gdy spoglądam wstecz, to faktycznie, o czym mówiła już Irenka, towarzyszy mi pewien żal za czsem, który już nie powróci.
To fakt, że wiele dobrych rzeczy dla Polonii zrobiliśmy, ale czy oddźwięk z tego był zawsze taki, jakiego oczekiwaliśmy – mam wątpliwości. Wracamy do Polski bo uznaliśmy zgodnie, że przyszedł czas właśnie na powrót.
– Ten wieloletni wasz kontakt z Ameryką nie będzie więc, jak się domyślam, de-finitywnie zerwany.
I.Z. – Ależ oczywiście, że nie, bowiem firma nasza nie zamyka podwoi, a w zakresie działalności impresaryjnej będę chciała jeszcze coś zrobić. Może od czasu do czasu zorganizuję jakieś imprezy w Chicago lub w Nowym Jorku. Doświadczenia w zawodzie impresaria zdobyłam przed laty w Polsce pracując w największej firmie impresaryjnej, a więc do Stanów Zjednoczonych przyjechałam znakomicie przygotowana do tego zawodu. Istotniejszym jednak powodem, dla którego utrzymamy stały kontakt z Chicago, jest fakt pozostawienia w „Wietrznym Mieście” naszego jedynego syna Pawła z synową.Więź rodzinna łączy nas bardzo i często będziemy tu powracać.
A.Z. – Nie zapominamy też o dużej grupie bardzo oddanych nam osób, doceniających naszą pracę i uczestniczących stale w naszych spektaklach, koncertach i recitalach. Pamiętamy o naszych sponsorach wspomagających nasze inicjatywy kulturalne.
– Andrzeju, przez cały czas działałeś w Ameryce dwutorowo. Pracowałeś ja– ko inżynier, a jednocześnie towarzyszyłeś Irence przy organizacji artystycznych imprez.
A.Z. – Tak i to towarzyszyłem intensywnie, a do moich obowiązków należała m.in. szczególna opieka nad artystami i zawsze, o każdym czasie, byłem do ich dyspozycji.
Z zawodu jestem architektem, ale w amerykańskich pracowniach architektonicznych nie było miejsca, a więc musiałem przestawić się w sensie specjalności. I rzeczywiście, przez prawie 30 lat pracowałem w amerykańskich biurach projektowych jako inżynier.
– Irenko, co ci się nie udało, jaka była wasza największa wpadka ?
I.Z. – Nie kryję uczucia zawodu, że do pewnych kręgów polonijnych nie udało mi się dotrzeć. Polonia jest bardzo rozrzucona i jedynym środkiem dotarcia do niej jest radio i prasa polonijna. Sens w tym, że duża grupa ani nie czyta gazet, ani nie słucha radia.
A jeśli chodzi o wpadki, to było ich kilka, ale najdotkliwsza miała miejsce w Nowym Jorku, dokąd sprowadziłam Teatr Stary z Krakowa ze spektaklem ” Damy i huzary” w gwiazdorskiej obsadzie.
I tu chcę się pokłonić Związkowi Narodowemu Polskiemu, bo gdyby nie pomoc z tej strony, nie mogłabym podjąć się realizacji tego projektu z uwagi na ogromne koszta. Niestety, publiczność kompletnie nie dopisała, co zadecydowało o klapie finansowej, bo sukces artystyczny oczywiście był.
– W Chicago pozostawiacie grupę przyjaciół i bliskich znajomych, z któ– rymi obcowaliście zarówno w sferach zawodowych, jak i towarzyskich. Zapewne będzie ich wam bardzo brakowało.
A.Z. – Myślę, że zawsze przy wyjazdach wytwarza się taka sytuacja, bo kiedy wyjeżdżaliśmy z Polski do Stanów, także zostawiliśmy grupę przyjaciół. I podobną sytuację mamy w tej chwili.Ale przecież nie zrywamy bezpowrotnie tych kontaktów i będziemy je nadal, to nic że na odległość, podtrzymywali.
I.Z. – Korzystając z okazji chcemy serdecznie podziękować naszym przyjaciołom, a także całej chicagowskiej Polonii za wieloletnie, życzliwe i stałe wsparcie.
– Jakie macie dalsze plany związane z powrotem do Polski ?
I.Z. – Odświeżymy oczywiście nasze dawne znajomości w artystycznych kręgach, ale naszym marzeniem jest nareszcie zwiedzić Polskę i nieznane nam dotychczas regiony, w tym Zamojskie Roztocze, którym jesteś tak zauroczony. Mając nareszcie dużo czasu zechcemy poświęcić go także podróżom po Europie.
A.Z. – Na pewno nie utkniemy w emeryckim maraźmie przy kominku, lecz zachowamy aktywność. Jeśli chodzi o mnie, nadal będę dużo czasu poświęcał tenisowi, który pozwala mi pomimo, co tu ukrywać, sędziwego wieku zachować sprawność fizyczną i znakomitą kondycję. Przy okazji serdecznie pozdrawiam moich kolegów tenisistów, z którymi wiele godzin spędziłem na chicagowskich kortach.
– Dziękuję za rozmowę oraz życzę wam wielu miłych chwil po powrocie do Polski i do zobaczenia w Chicago.
Rozmawiał:
Wojciech Białasiewicz
Zdjęcia ze zbiorów:
Ireny i Andrzeja
Zawadzkich

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*