Pięć pytań do Lee A. Feinsteina, nowego ambasadora USA w Polsce

1. Panie ambasadorze, urodził się pan na Long Island w stanie Nowy Jork, ale pańscy przodkowie przybyli do Ameryki z Polski. Dziś wraca pan do kraju przodków. Jakie odczucia temu towarzyszą? 

Dla mnie i mojej rodziny przyjazd do Warszawy i reprezentowanie Stanów Zjednoczonych w tej części Europy, gdzie mamy swoje korzenie, to prawdziwy zaszczyt.  Rodzice mojego ojca przybyli do USA na początku ubiegłego stulecia z miejscowości Skałat, która na przestrzeni dziejów zmieniała swą przynależność. Znajdowała się w Polsce, w imperium austro-węgierskim, a dziś leży na Ukrainie.  Przywiązuję ogromne znaczenie do faktu, że będę mógł pokazać Polskę moim małym dzieciom.

2. Wiem, że mówi pan po rosyjsku, jako że studiował pan w Moskwie. Zna pan także francuski.
Mówię trochę po rosyjsku, francusku i po hiszpańsku. W lecie tego roku uczyłem się też polskiego pod okiem dwóch polonijnych lingwistów z Instytutu Służby Zagranicznej w Departamencie Stanu.Wierzę, że moje przygotowanie językowe pozwoli mi przebrnąć przez niezwykle skomplikowaną polską gramatykę.  Moja żona Elaine jest Szkotką, włada czterema językami, a polskiego uczyła się przez dwa lata na studiach.

3. Wiem, że był pan już poprzednio w Polsce zarówno służbowo, jak i prywatnie  Może pan nam o tym opowiedzieć?
Pierwszy raz przyjechałem do Warszawy w roku 1979, wkrótce po historycznej pielgrzymce papieża Jana Pawła II. Nadchodzące zmiany dawało się już odczuć.  Szczególnie wyraźnie pamiętam zdjęcia zniszczonej w czasie wojny stolicy w Muzeum Historii Warszawy, a następnie spacer po pięknie odbudowanej Starówce. W 2000 r. uczestniczyłem wraz z ówczesną sekretarz stanu Madeleine Albright w ministerialnym szczycie Wspólnoty Demokracji. Byłem wówczas pierwszym zastępcą dyrektora ds. planowania polityki w Departamencie Stanu.  Polska odegrała wyjątkową rolę w budowaniu demokracji w Europie Środkowo­-Wschodniej i na świecie. Cieszę się, że będę mógł wspólnie z polskimi władzami przygotowywać się do okrągłej rocznicy dziesięciu lat działalności Wspólnoty Demokracji.
4. Ma pan bogate doświadczenia zawodowe w zakresie bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego. Czy te doświadczenia przydadzą się na placówce w Warszawie?
Pracowałem w Departamentach Stanu i Obrony, w kilku instytutach badawczych, a także na rzecz kampanii politycznych. Mam nadzieję, że moje doświadczenie polityczne, wiedza a także kontakty w Waszyngtonie okażą się przydatne dla stosunków amerykańsko-polskich.  Polska i Stany Zjednoczone są sojusznikami w wielu dziedzinach, które są dla mnie ważne od lat, tzn. stosunki transatlantyckie, poszerzanie NATO oraz działania na rzecz demokracji i praw człowieka.

5. Amerykanie polskiego pochodzenia są żywo zainteresowani dobrym stanem stosunków polsko-amerykańskich. Co mógłby pan powiedzieć naszym czytelnikom o pańskich planach i oczekiwaniach?
Stosunki polsko-amerykańskie oparte są na długiej historii pozytywnych, konstruktywnych relacji, przy czym Stany Zjednoczone wiele skorzystały na wkładzie Amerykanów polskiego pochodzenia. Mając oparcie w przeszłości, możemy spoglądać w przyszłość. Powinniśmy budować nasze relacje dwustronne z myślą o XXI wieku. Co to oznacza? Nasze stosunki winny odzwierciedlać rosnącą rolę Polski na arenie międzynarodowej, w instytucjach transatlantyckich i europejskich, a to oznacza konieczność pogłębiania i poszerzania naszych bilateralnych kontaktów. Polska i Stany Zjednoczone podzielają zainteresowanie sprawami ważnymi dla całego świata: bezpieczeństwo energetyczne, zmiany klimatyczne, rozwój handlu i inwestycji. Będę chętnie współpracował z polskimi władzami w zakresie tych wyzwań, jednocześnie zacieśniając współpracę z naszym polskim sojusz-
nikiem w obszarze wyzwań regionalnych spraw związanych z bezpieczeństwem.
Dziękuję za rozmowę i życzę panu, panie ambasadorze, pomyślnego Nowego Roku.
Rozmawiał
Piotr K. Domaradzki

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*