“Najlepsze co mogło się zdarzyć”

– Na początku tego miesiąca Pani organizacja „Zjednoczenie Polsko Narodowe” z Brooklynu oficjalnie połączyła się ze Związkiem Narodowym Polskim. Co sądzi Pani o tym wydarzeniu?

To naprawdę najlepsza rzecz, jaka mogła się przydarzyć obu naszym organizacjom. Mają one ponad sto lat pięknych tradycji i historii, ich powstaniu przyświecały dokladnie te same hasla. Chodziło o skuteczne niesienie braterskiej pomocy w trudnych i dramatycznych chwilach, jakie często towarzyszyły emigrantom i ich rodzinom w tym kraju. Ich troską było zachowanie języka, wartości i obyczajów przywiezionych z ziem polskich, podobnie jak przechowanie i utrwalenie wiary naszych ojców. Oba nasze związki brały udział w Kongresie Polaków w Waszyngtonie w roku 1910, podobnie jak w powołaniu do życia Kongresu Polonii Amerykańskiej w r. 1944. Mieliśmy te same zadania i cele przez wszystkie kolejne generacje Polaków, budujących w Ameryce swoje rodziny i przyszłość.

– Kto i kiedy wystąpił z inicjatywą połączenia ZNP w Chicago ze Zjednoczeniem na Brooklynie? Co stało się decydującym czynnikiem skłaniającym do pójścia dalej wspólną drogą?

Przez niemal całe swoje dorosłe życie byłam związana ze Zjednoczeniem Polsko–Narodowym. Przeszłam tam dosłownie przez wszystkie szczeble stanowisk i urzędów, od osoby zastępującej w pracy kogo było trzeba, po sekretarza generalnego i wreszcie prezeskę organizacji, przez minione 14 lat. ZNP na Brooklynie stanowiło rzeczywiście moje życie, dlatego zbliżając się do wieku, w którym zaczyna się myśleć o emeryturze, nieustannie rozważałam, co powinniśmy jeszcze zrobić, by zapewnić dalszą egzystencję i przyszłość Zjednoczeniu oraz wszystkim jego członkom. Warunki działania organizacji bratniej pomocy w ostatnich dekadach stały się bardzo trudne. Niemal wszystkie przeżywały głęboki kryzys nieodwracalnego spadku członkostwa i gwałtownych ubytków finansowego stanu posiadania grożący praktycznie bankructwem.

Trzeba było szukać sojuszy i odpowiedzialnych partnerów. Miałam pełną świadomość tego, iż tylko w ten sposób można będzie pokonać obecne przeszkody w prowadzeniu bratniej działalności i zabezpieczeniu zobowiązań, jakie mamy wobec swoich członków. Przyglądałam się od długiego czasu wielu polonijnym organizacjom, z którymi moglibyśmy z zaufaniem współpracować. Rozmawialiśmy z niejedną, prowadziliśmy w ciągu tych lat intensywne negocjacje. Związek Narodowy Polski, którego wielu działaczy i członków znaliśmy bardzo dobrze, na swoim terenie, wydawał się nam partnerem wartym próby.W dodatku znałam osobiście od wielu lat Franciszka Spulę, który został nowym prezesem tej organizacji. Zatelefonowałam ostatecznie pierwsza, proponując mu spotkanie i rozmowę na temat połączenia obu organizacji, okazało się, że i on był tym szczerze zainteresowany.

– Od kiedy trwały negocjacje i dialog z naszym ZNP i co przesądziło o ostatecznym sukcesie tej próby?
Pierwsze robocze kontakty i wymiana propozycji miała miejsce w marcu ub. roku. Po trzech miesiącach byliśmy gotowi do zawarcia „związkowego małżeństwa”.
– Upłynęło jednak znacznie więcej czasu do chwili sfinalizowania tego projektu. W czym tkwiła trudność?

Nie mieliśmy problemów w ustaleniu stanowiska i podjęciu decyzji, bo dialog od początku był konstruktywny i poważny. Znaleźliśmy w osobie prezesa Franciszka Spuli doskonałego partnera i rzeczowego negocjatora. Jego wizyty u nas i prezentacje stanowiły pełny sukces, byliśmy zdecydowani podpisać kontrakt jeszcze w roku ubiegłym, ale formalności jakie temu towarzyszą, szczególnie ze strony stanowych departamentów ubezpieczeń, pochłonęły bardzo wiele czasu. Jesteśmy radzi, że otrzymaliśmy teraz zezwolenie na połączenie organizacji, efektywnie z datą 1 lipca 2007.

– Co oznacza w praktyce zawarte połączenie Zjednoczenia Polsko-Narodowego na Brooklynie (czyli na słynnym, polskim Greenpoincie) z naszym Związkiem Narodowym Polskim ?

Organizacje będą teraz działały „ręka w rękę”, czyli nasi członkowie staną się „waszymi członkami”, zachowując wszystkie ubezpieczeniowe prawa i przywileje, które im obiecywaliśmy. Na swoim terenie prowadzić nadal będziemy wszystkie formy związkowej działalności, w stosunku do młodzieży, jak też rodziców. Zawsze kładliśmy silny akcent w naszej pracy na polskie szkolnictwo, stypendia dla uczącej się młodzieży, imprezy kulturalne i obchody religijne. To się nie zmieni. Będziemy z pewnością bliżej współpracować i brać udział we wszystkim, co robią Wasi związkowcy na terenie stanu Nowy Jork czy Connecticut. Nasza siedziba na Greenpoincie, z której zawsze byliśmy bardzo dumni, przejdzie w Wasze ręce, ale nadal pracować będą w niej nasi pracownicy, co im obiecaliśmy.

Zasadnicza kwestia, która dla nas była fundamentalnie ważna to przejęcie przez administrację ZNP w Chicago wszystkich formalnych obligacji wobec władz kontrolujących rygorystycznie rynek ubezpieczeniowy, które stały się nader skomplikowane, i jednocześnie kosztowne. Działanie na własną rękę, z tej głównie przyczyny stało się w dzisiejszych czasach dla małych i mniejszych organizacji bratniej pomocy praktycznie nieosiągalne, a często staje się też przyczyną prowadzącą do kryzysu, z którego nie ma już wyjścia.
– Rozumiem teraz doskonale co chciała Pani wyrazić, mówiąc o najlepszym z możliwych rozwiązaniu dla obu stron.

Chciałabym na zakończenie podkreślić, że kończąc swoją naprawdę długą, bo trwającą nieprzerwanie od roku 1958 pracę w Zjednoczeniu Polsko Narodowym na Brooklynie zawsze pragnęłam, aby dorobek tylu szlachetnych i oddanych polskiemu środowisku pokoleń działaczy, a miała ich rzeczywiście nasza organizacja, został zachowany i utrwalony. W fakcie przejęcia przez Związek Narodowy Polski w Chicago pieczy nad członkami oraz stanem posiadania ZNP na Brooklynie pokładam pełną nadzieję, że tak właśnie się stanie, i że nie mogło stać się lepiej.

Związek Narodowy Polski jest bez wątpienia najsilniejszą dziś organizacją bratnią o profilu etnicznym, posiada imponujące środki materialne i bardzo energiczne, w pełni profesjonalne, przywództwo. Przyświecają nam – jak już podkreśliłam – te same ideały, podobnie jak łączy nas polskie pochodzenie, tradycje oraz wyznawane wartości. Przechodzę na zawodową emeryturę, ale oczywiście nie zamierzam wcale wycofywać się z dalszej działalności w swoim środowisku i wierzę, że będziemy jeszcze nieraz wspólnymi świadkami sukcesów Polonii i Polaków w Związku Narodowym Polskim.

– Podzielam Pani wiarę w korzystne jutro organizacji polonijnych kierujących się trzeźwym rachunkiem ekonomicznym i otwartością na wyzwanie czasów. Chciałbym prosić tylko na koniec naszej bardzo zachęcającej do wzajemnego poznania rozmowy, o trochę faktów z Pani życia i kariery w Zjednoczeniu Polsko –Narodowym, bo wciąż nie za wiele wiemy, tutaj w Chicago, o tym jak żyje i działa Polonia w Nowym Jorku.

Moi rodzice przyjechali do Stanów z dziećmi i cała nasza rodzina w 1957 roku. Stało się tak, że pierwsze swoje kroki skierowali do kwatery ZNP na Brooklynie, szukając pomocy niemal we wszystkim. I doświadczyli bardzo przyjaznego, ludzkiego przyjęcia, co zbudowało z tą organizacją bliskie więzy na całe nasze późniejsze życie. Moja matka dowiedziała się, gdzie może posłać dzieci do szkoły, gdzie sama może szukać pracy. To bardzo pomogło nam w starcie w środowisku, gdzie nie znaliśmy nikogo. I gdzie, dzięki takiej życzliwej opiece, udało się nam w pełni zadomowić. Swoistym paradoksem było natomiast to, że moi rodzice urodzili się właśnie na Greenpoincie, w latach dwudziestych – i na dobrą sprawę powinni być miejscowymi. Nie byli, bowiem w latach 20. wiele polskich rodzin podjęło decyzję o powrocie do kraju i tak samo postąpili moi dziadkowie.

W Stanach zaczął się gwaltowny kryzys, perspektywy na jutro zrobiły się ponure. Do Polski natomiast ciągnęła perspektywa powrotu do swoich stron i swoich ludzi. Wyjazd miał zresztą być tylko czasowy. Rodzice chcieli powrócić, kiedy mieli otrzymać amerykańskie obywatelstwo. Datę wyznaczono im na dzień 17 września 1939 roku…

– Tak, to zaiste, fascynujący zbieg historycznych okoliczności !
Wróciliśmy w roku 1957, kiedy można było zrobić użytek z posiadanego przez rodziców obywatelstwa, ale w praktyce wszystko zaczynaliśmy od nowa. Podobnie jak wcześniej moja mama, Irena Bekker, która z czasem stała się też działaczką w Zjednoczeniu Narodowo -Polskim i doszła do wysokich stanowisk w administracji, poszłam po radę i pomoc do ZNP na Brooklynie, szukając dla siebie zatrudnienia i przyszłości. Zaczęłam od robienia rzeczy potrzebnych innym, zastępowania brakujących osób w pracy, a więc poznałam niemal wszystkie stanowiska w organizacji.

Bardzo bliski był mi od początku program tej polskiej organizacji, która zajmowała się tak bardzo oświatą i wychowywaniem w polskości młodych pokoleń. Trafiłam do naszego obozu „Polanka w Oak Ridge”, prowadziłam zajęcia z młodzieżą, z czasem powierzono mi zarządzanie całym obozem. Krok po kroku otrzymywałam także coraz ważniejsze funkcje i zadania w biurze organizacji, aż w roku 1994 zostałam Sekretarzem Generalnym ZNP, a zarazem CEO, czyli przewodniczącą Rady Zjednoczenia, a w ślad za tym prezeską. Na tym odpowiedzialnym stanowisku spędziłam ostatnie 14 lat, starając się zrobić dla organizacji jak najwięcej. Doprowadząjac ostatnio do organizacyjnej fuzji ze Związkiem Narodowym Polskim w Chicago mam poczucie, że ze swojej misji zdołałam się wywiązać naprawdę jak najlepiej…
– Dziękujemy Pani za sposobność przeprowadzenia tego wywiadu. Postaramy się teraz poznać lepiej dzieje i dokonania Pani organizacji, ZNP na Brooklynie, dla dobra naszych członków i Polonii w Chicago. Życzymy sił i zdrowia, aby z pełną satysfakcją mogła się Pani cieszyć z rezultatów swoich wysiłków i starań na rzecz rodaków z własnego środowiska na Wybrzeżu Wschodnim. Dziękujemy za tak bardzo pouczającą i budującą dla nas wszystkich, w sumie, rozmowę.
Wywiad przeprowadził red. Wojciech A. Wierzewski

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*