Lekcja tolerancji

– Jest pan zadowolony z realizacji swego pomnika w Mieście Pokoju, jak nazywana jest życzeniowo – choć bardzo często niesłusznie ze względu na morze wylanej tam krwi – Jerozolimia?
Bardzo. Uważam to za wspaniałą misję, którą staram się wypełniać z należną pokorą artystyczną, ekumeniczną i ludzką przede wszystkim. Zbliża się finał wielkiej pracy i to zawsze budzi u twórcy emocje.

– Co jeszcze pozostało do zrobienia?
Monument dotarł już do Izraela statkiem, do portu w Hajfie, a stamtąd drogą lądową do magazynów Ramli. Z kolei na wzgórzu Armon Hanatziv wre bardzo intensywna robota, którą teraz nadzoruję. Jest to zagospodarowywanie szczytu wzgórza liczącego ponad pół hektara powierzchni. Będzie to park otaczający sam monument, z odpowiednio dobranymi drzewami, krzewami i generalnie zielenią oraz miejscem na wmurowywanie tablic od miasta z całego świata, poprzez które deklarują one swoją solidarność w tolerancji z Jerozolimą. Uprzedzając może pytanie, powiem, że z Polski taką wolę wyraziły nasze dwa najbardziej bodaj międzynarodowe miasta: królewski Kraków i Wrocław. Chyląc czoła, informuję zaraz, że autorem koncepcji zagospodarowania wzgórza jest znany architekt izraelski Shlomo Aronson. Pracuje mi się z nim znakomicie.

– Znajomy rabin mówi mi, że ścigacie się nie tylko z czasem, ale też z… koszernością.
To prawda. Zgodnie z zasadami koszerności, czyli czystości religijnej, regulującymi niemal wszelkie przejawy życia w Izraelu, bezwzględnie przestrzegana jest zasada cykliczności odpoczynku, by oddać hołd Wszechmogącemu (Ha-Shem). Jak wiadomo rytm tego cyklu wyznacza liczba 7. Co siedem dni każdy Żyd świętuje szabas. Z kolei, także co siedem lat należy dać odpocząć także ziemi. Nie wykonuje się na niej prac. Granica tego cyklu nadchodzi z żydowskim Nowym Rokiem (Rosh Hashana) 12 września br. Do tej daty musimy zatem uporać się ze wszystkimi pracami na Armon Hanatziv. Dlatego prace są naprawdę intensywne. Nie muszę chyba dodawać, że nikt nie ma cienia wątpliwości czy zdążymy.

– Jak właściwie zaczął się pan zajmować projektowaniem Monumentu Tolerancji? Jest pan znany, jako „rzeźbiarz Jana Pawła II”…
Istotnie wykonałem dotąd ponad 60 pomników Papieża-Polaka. Jeżeli miałbym wskazać te najbardziej dla mnie znaczącą, to niewątpliwie będzie to obecna realizacja w Fatimie, miejscu, z którym Ojciec Święty był szczególnie związany. Odsłonięcie pomnika nastąpi 13 października br. (trzy dni przed odsłonięciem Monumentu Tolerancji). Idąc dalej, jedyny pomnik papieski w Rzymie, a także ten na chicagowskim Jackowie, w polonijnym centrum Ameryki.

– Są „życzliwi”, którym pańska aktywność najwyraźniej przeszkadza, bo złośliwie dodają, że rzeźbił pan w swej karierze artystycznej także pomniki… Lenina.
Żadnego Lenina nie rzeźbiłem! Podobnie Stalina. Gierka też nie… Morze ludzkiej, a zwłaszcza polskiej zazdrości jest bezmierne. Właściwie całe nasze życie to pławienie się w tym morzu. Różnie to pływanie różnym ludzion wychodzi. Niektórzy toną, niektórzy dopływają do celu. Chcę dodać, że czasami zazdrość może być pozytywnie motywująca. Jeżeli sprinter zazdrości innemu, że biega 100 metrów w 9.8 sekundy i trenuje dniami i nocami, aby pobiec ten dystans w 9.7 sekundy, to służy to jakiemuś postępowi. Kiedy jednak zazdrość przechodzi w zawiść, zaczyna się już ciężka choroba. Jak wtedy, kiedy hydraulik siedzi przed telewizorem i widząc tego faceta co biega „setkę” w 9.8 selundy mówi: „Ale ten sk….syn szybki”. Czasem doda jeszcze przymiotnik „czarny”.
Co do mnie, mam świadomość, że wiele osób mi zazdrości i źle życzy, ale obchodzi mnie to niewiele. Odpowiadam pracą. Mam zaś taką pracę, że ona mnie z całą pewnością przetrwa i po niej będę – mam taka nadzieję – rozpoznawalny, nawet kiedy mnie nie będzie.

– Jak trafiła do pan obecna praca?
Z ideą Monumentu Tolerancji zetknąłem się w 2004 roku, kiedy skontaktował się ze mną pan Aleksander Gudzowaty i przedstawił swoją koncepcję. Od razu mnie ona zafascynowała. Długo dyskutowaliśmy, powstawały szkice. Szybko doszliśmy do wniosku, że wspólnie możemy zrealizować coś niestandardowego.
Do pracy wziąłem się na dobre wiosną 2005 roku.

– Jak się pracuje z takim inwestorem jak Aleksander Gudzowaty?
Sam się zastanawiałem, jak się będzie pracowało, bo przy ponad stu realizacjach pomnikowych inwestorów miewałem tak różnych, że książkę da się napisać. Okazało się jednak, że Aleksander Gudzowaty, mimo bardzo silnej osobowości, potencjału intelektualnego i filozoficznego jest człowiekiem pełnym szacunku dla kompetencji innych. Niczego mi nie narzucał w wyrazie formalnym monumentu. Mówił, co chciałby przekazać w sferze ideowej, pozostawiając mi wolną rękę.

– Pomnik „opowiada” dość pesymistyczna historię. Są oto gruzy jakiejś dowolnej świątyni religijnej, na których została tylko jedna kolumna, niegdyś wspierająca tę konstrukcję. Jest na dodatek pęknięta na pół na całej długości, a w rozpadlinie rośnie rachityczne drzewko. Można przyjąć, że spaja jakoś jeszcze tę kolumnę i nie pozwala jej się zawalić, choć inni mogą się upierać, że ową kolumnę rozsadza. Nie trzeba filozofa, by domniemywać, że kolumna i drzewo są alegoriami: religii i tolerancji oraz ich relacji…
Idea kolumny i drzewa były bliskie Aleksandrowi Gudzowatemu od początku. Kolumna pozbawiona jest podstawy i zwieńczenia, tak, aby nie dało wyczytać na podstawie stylu żadnych konotacji. Problem był natomiast z puentą. Zaproponowałem, aby z korony drzewa wyłoniła się złota struktura kulista. Jądro, ziarno, owoc tolerancji – jak kto woli. Opowieść idzie zatem o krok dalej. To wszystko nie tylko trwa tak prowizorycznie złączone, ale także wydaje jakiś plon.

– Jest jakaś nadzieja. Nie ma lepszego miejsca niż Jerozolima, aby tę historię opowiedzieć.
Może raczej… bajkę. Trzy wielkie religije monoteistyczne nie są w stanie ustalić żadnego konstruktu, który szczerze mógłby je łączyć, a dialog każdej z nich z dwoma pozostałymi rzadko wykracza poza ramy pozorów i koniunkturalizmu.
Dlatego trzeba szukać wartości uniwersalnych i podstawowych. Trudno wskazać inną bardziej odpowiednią niż tolerancja. Wybór tolerancji jest w istocie rzeczy odejściem od kultury śmierci. Przecież współczesna kultura jest kulturą śmierci. Uczy zabijania od wczesnego dzieciństwa. W ogóle nie ma wręcz poznawania świata bez oswajania z pojęciem śmierci i pozbawiania życia. To trzeba jakoś powstrzymać. Monument jest jakąś propozycją.

– Jerozolima zdaje się to dobrze rozumieć, skoro dostaliście na opowiedzenie tej bajki najlepsze miejsce w mieście.
Armon Hanatziv to istotnie najlepszy punkt widokowy na miasto, odwiedzany rocznie przez steki tysięcy, o ile nie miliony ludzi. Dokładnie nazwa ta oznacza Pałac Komisarza i związana jest z leżącą u podnóża wzgórza siedzibą byłego Wysokiego Komisarza Brytyjskiego d/s Palestyny, z czasów protektoratu brytyjskiego. Po proklamowaniu przez ONZ państwa Izrael w pałacu utworzono kwaterę tej organizacji. Wzgórze nabrało swego znaczenia turystyczno-widokowego po Wojnie Sześciodniowej, za czasu rozkwitu Jerozolimy pod burmistrzostwem słynnego Teddy Kolleka. Za jego sprawą zagospodarowano je prowadząc tu m.in. promenadę oraz tworząc infrastrukturę. Ze wzgórza, z jednej strony, widać Meczet Skały z jego złotą kopułą, a z drugiej, świątynię Marii Magdaleny na zboczu Góry Oliwnej z równie pysznymi złotymi kopułami. Pomiędzy nimi zapierająca dech panorama miasta. My wchodzimy w środek tego układu ze złotem naszego owocu tolerancji i złoceniami liści jego drzewa.
– Czy były jakieś specjalne zabiegi o tę
lokalizację?
Skądże! Pojawiła się wraz z dwoma innymi propozycjami, jakie otrzymaliśmy od merostwa Jerozolimy i ojca miasta Uri Lupoliańskiego oraz potężnej Fundacji Jerozolimskiej z panią prezydent Ruth Cheshin. Oczywiście Armon Hanatziv nie miał „konkurencji”. Ponieważ po arabsku nazywa się on Jebl Mukaber i jest także ziemią palestyńską, Aleksander Gudzowaty podjął rozmowy prezydentem Autonomii Abbasem i premierem al Qurei. Obaj poparli ideę bez zastrzeżeń i z wielką życzliwością.

– Co o Monumencie polscy Żydzi w Izraelu?
Odnoszą się do tej idei entuzjastycznie. Towarzystwo Przyjaźni Izrael-Polska już zapowiedziało, że zrobi wszystko dla rozpropagowania tego wydarzenia. Spotkałem się właśnie z przewodniczącą Towarzystwa, znaną pisarką, panią Iloną Dworak-Cousin, która twierdzi, że Monument poprzez fakt, że wystawia go w Jerozolimie Polak, staje się trudnym do przecenienia faktem stosunków polsko-izraelskich i polsko-żydowskich. Tym bardziej że nie stoi za tym jakaś zorganizowana akcja polityczno-dyplomatyczna, a zwykły odruch serca i sumienia.

Rozmawiał:
Waldemar Piasecki,
Jerozolima

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*