Katolik od święta? Czy to przypadkiem nie o mnie?

fot.Wojciech Pacewicz/EPA

fot.Wojciech Pacewicz/EPA

Miało być o odświętnym katolicyzmie, wierze sprowadzonej do obrzędowości i tradycji, a zrobiło się znacznie szerzej. „Nie jestem przeciwko folklorowi w Kościele; folklor może być piękny, ale jeśli przybiera formy kiczowatości pomieszanej z dewocją, to ja protestuję. Wtedy rozdzieram szaty. To nie tędy droga, naprawdę nie tędy” – mówi w rozmowie z Małgorzatą Błaszczuk ksiądz Maciej Galle, proboszcz parafii św. Pryscylii w Chicago.

Czy pojęcie „odświętnego katolicyzmu” jest z założenia obraźliwe, czy oddaje stan faktyczny?

Ks. Maciej Galle: Nie sądzę, że jest ono obraźliwe. Jest taka zasada, która mówi, że „gorszy się tylko gorszy”. Mnie takie stwierdzenie ani nie obraża, ani nie gorszy; a tak jak pani redaktor stwierdziła, na pewno oddaje stan faktyczny. To jest taki stan chrześcijaństwa, które ja nazywam chrześcijaństwem kompromisowym, dosyć miałkim, nijakim, które nie jest realnie pogłębione, jest czysto dewocyjne i tradycyjne, ale nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie ma nic złego w dewocji dobrze i zdrowo pojętej, jeżeli jest ona głęboko przeżyta, zrozumiana i pogłębiona, ale jeżeli coś jest czynione jedynie dla swoistego konwenansu, podtrzymania jakiejś tradycji, ale bez głębszego wejścia w tajemnicę, wtedy to stwierdzenie „odświętnego katolicyzmu” jak najbardziej uważam za celne.

Ale nie odmówi Ksiądz prawa do przyjścia do kościoła w najbliższe święta nawet ateistom lub agnostykom, którzy zechcą zachować tradycję i wpadną, by poświęcić pokarmy, by wziąć udział w wielkanocnej niedzielnej mszy?

Ks. Maciej Galle fot.Artur Partyka

Ks. Maciej Galle fot.Artur Partyka

– Tu zachodzi pewien paradoks, swoisty fenomen. I chcę podkreślić, że nikogo nie zamierzam osądzać, ale myślę, że moim zadaniem, a widzę to od początku mojego kapłaństwa, było i jest prowokować ludzi do myślenia. Obawiam się, że fenomen tych – nazwę ich z języka hiszpańskiego cristeros – przenosi się na szersze rzesze w Kościele. Kim są ci cristeros? Ich historię dobrze znamy, jako obrońców wiary i moralności działających w Meksyku, ale dzisiaj ten tytuł nabrał całkowicie innego znaczenia. Otóż cristeros to ci, którzy przychodzą do kościoła na Christmas i na Easter, czyli na święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. To są ludzie, którzy pojawią się w kościele dwa razy. Jeśli jest to pojawienie się na nabożeństwie, to jeszcze pół biedy, natomiast u nich najważniejszą sprawą jest choinka i światełka na Boże Narodzenie, krzyżyk na czole w środę popielcową i poświęcenie koszyków w Wielką Sobotę. To w ich pojęciu wyrównuje rachunki z Przedwiecznym, a życie toczy się dalej. Przyznam szczerze, że bardzo lubię rozmawiać z tymi, nazywam ich Zacheuszami dzisiejszych czasów, którzy stoją gdzieś z boku, tak jak Zacheusz w Ewangelii, i nie do końca rozumieją, co się tu dzieje, nie do końca pojmują te obrzędy i zwyczaje; babcia kazała, mama prosiła, taka tradycja rodzinna, to dla świętego spokoju trzeba pójść do kościoła. Mnie jest bardzo blisko do tych ludzi, niejednokrotnie wspinających się na sykomory w swoim życiu i próbujących dostrzec przechodzącego Chrystusa, bo gdzieś o nim słyszeli. Są mi bliscy może dlatego, że moje życie to również nieustanny wysiłek w poszukiwaniu Boga, który jest ciągle nowy i bardzo lubi zaskakiwać. Proszę zobaczyć te środy popielcowe, te święconki – to są masy ludzi. Ale ich już później nie będzie, ani na mszy świętej, ani na nabożeństwach, ani w życiu parafii, a ja potrzebuję ludzi do współpracy, sam nie dam rady.

Czy według Księdza „odświętny katolicyzm” to polska domena?

– Nie, tak nie uważam, ale równocześnie jestem zdania, że jest coś dziwnego w nas, Polakach, co powoduje, że rodzi się w nas przekonanie, że jesteśmy swoistym mesjaszem narodów, i wtedy niestety – „Polska tylko dla Polaków”, tylko dla katolików, tylko katolicka, bo tylko taka Polska jest prawdziwa, „Pod krzyżem, pod tym znakiem, Polska Polską, a Polak Polakiem”. Ja się na to nie zgadzam i mówię bardzo głośno i bardzo odważnie: tak, nasze życie i nasza historia bez Jezusa Chrystusa nie ma najmniejszego sensu, jest pozbawiona korzeni, jest pozbawiona fundamentu, ale z drugiej strony – co z innymi, którzy tego zdania nie podzielają? Więc mówię tak: z jednej strony jest w nas rzeczywiście troszkę takiej źle pojętej dumy czy nawet pychy narodowej, może nawet narodowo-katolickiej. Z drugiej – nie zgadzam się, że jest to tylko nasza domena. W innych narodach na pewno takie pokusy są też żywe, natomiast niebezpieczeństwo jest rzeczywiście wielkie. Pamiętam ks. prof. Józefa Tischnera, który zawsze w ironiczny sposób mówił, że Polacy po śmierci jako naród będą musieli mieć w niebie swoje własne getto, otoczone ogromnym murem, żeby myśleli, że są tam sami.

Nie da się być chrześcijaninem, katolikiem od święta. Albo się nim jest pełną gębą i każdego dnia, albo trzeba sobie dać spokój. Dzisiaj i od razu

To, o czym ksiądz mówi, zdaje się potwierdzać zjawisko „polskiego katolicyzmu”…

– Oczywiście. Ale ja nie tyle jestem przeciwko folklorowi w Kościele; folklor może być piękny, ale jeśli przybiera formy kiczowatości pomieszanej z dewocją, to ja protestuję. Wtedy rozdzieram szaty. To nie tędy droga, naprawdę nie tędy. Niejednokrotnie jest to widoczne na procesjach, odpustach czy na innych uroczystościach – nie jest wtedy najważniejszy Chrystus – prawdziwy, żywy Bóg, który kocha i jest, ale najważniejsze jest to, czy dzieci równo sypią kwiatki, jak się ubrała pani Basia, a jak ktoś inny. Wiara na pokaz i bez refleksji. Tak dla zasady. Szkoda.

Co zrobić, żeby nie być „odświętnym katolikiem”. I co w istocie oznacza bycie katolikiem?

– Myślę, że katolikiem nie można być od święta. Chrześcijaninem albo się jest na co dzień, albo się nim nie jest wcale. Nie da się być chrześcijaninem, katolikiem od święta. Albo się nim jest pełną gębą i każdego dnia, albo trzeba sobie dać spokój. Dzisiaj i od razu. Dlatego, że chrześcijaństwo jest tak radykalną religią, że ona nie toleruje nic pomiędzy. Wybór jest albo za Chrystusem, albo przeciwko Chrystusowi. Historia się powtarza, albo rzucamy kamieniami, albo przyjmujemy to, co do nas mówi, i podejmujemy służbę w Jego królestwie. Obawiam się, że innej drogi nie ma.

No dobrze, ale przecież to właśnie praktykujący katolicy żyją też w konkubinatach, w tzw. małżeństwach chicagowskich, rozwodzą się. Chrześcijaństwo jest przecież religią zasad i dogmatów.

– Pozwolę sobie nie do końca się z panią redaktor w tym punkcie zgodzić. Otóż chrześcijaństwo z założenia jest relacyjne. Tak właśnie Bóg się objawił w historii ludzkości, w historii zbawienia. Czynił to stopniowo, etapami, ukazując się jako przyjaciel człowieka, który w tej relacji poszedł tak daleko, że posłał nawet swojego jedynego Syna, który oddał za nas życie i odkupił świat. Chrześcijaństwo jest relacją, przede wszystkim jest religią wielkiej przyjaźni, która ma imię. To imię to jest Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. To dopiero z przyjaźni i głębokiej relacji wypływają pewne zasady życia, które mi pomagają to życie dobrze przeżyć, nigdy go nie komplikują. Jeżeli my ten porządek świadomie odwrócimy i skupimy się tylko na kwestii moralności, tylko na kwestii zasad i reguł – to się pogubimy. Chrystus nigdy nikomu nie mówił w pierwszych spotkaniach: „Słuchaj, zasady są takie i takie, dziesięć przykazań, pięć przykazań kościelnych, siedem grzechów głównych, osiem błogosławieństw. Piszesz się czy nie?”. On przechodząc, zauważał ludzi i ich człowieczeństwo, godność. Do Mateusza, którego dostrzegł w skomplikowanej siatce jego błędnych i grzesznych wyborów i decyzji, powiedział tylko: „Pójdź za mną”. A ten wstał i poszedł. To mnie zawsze fascynuje w relacji z Chrystusem. Tam nie ma oceny, tam jest zawsze zaproszenie, zachęta do zmiany myślenia i życia. W tej relacji przyjaźni jest miejsce dla każdego. A to, co Pani powiedziała, o rozwodach, chicagowskich małżeństwach, ofierze niedzielnej mszy świętej od święta, to już jest kwestia tego, czy ta przyjaźń rzeczywiście istnieje, czy jej zwyczajnie nigdy nie było i nie ma. Wielu dzisiaj o Bogu coś słyszało, ale Go nigdy w swoim życiu nie poznało, nie spotkało. W wielu wypadkach niestety zatrzymaliśmy się w naszej wierze na poziomie katechezy w szkole podstawowej. Dorośli ludzie mają kłopot z tym, że się rano nie pomodlili paciorkiem; ale kwestie kradzieży, oszustw, kombinowania, niszczenia dobrego imienia bliźniego i deptania jego godności – to wszystko uchodzi jak gdyby nigdy nic. Jeżeli tylko i wyłącznie skupimy się na tradycji, dewocji, pobożności ludowej, rozumianej tak czy inaczej, i tylko na tym oprzemy swoją wiarę, to wiele tracimy.

Czas Wielkiej Nocy może być punktem zwrotnym? Takim noworocznym postanowieniem dla naszego duchowego życia?

– Chrystus powiedział: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni”. Zawsze wychodzę z założenia, że dopóki człowiek żyje, nie można go skreślać, nikt nie ma do tego prawa. Każdy dzień może być nowym dniem, dniem działania Ducha Świętego w naszym życiu. Ja jedyne, o co bym prosił, to abyśmy pozwolili się zaskakiwać Duchowi Świętemu, który ciągle chce nas czegoś uczyć i do każdego z nas przemawia w inny sposób. Dlatego – wracając do Pani pytania – tak, to może być ten dzień, dzień Wielkanocy, dzień Zmartwychwstania Pańskiego, kiedy w końcu dotrze do mnie, że to jest Bóg Prawdziwy, który umarł, ale zmartwychwstał. Że jest życie, do którego idę w pielgrzymce; potykam się, przewracam, dokonuję może złych wyborów, ale chcę się podnieść, a On mi pokazuje, że to jest możliwe, że z Nim dam radę, tylko muszę sobie pozwolić zaryzykować i wejść w tę relację przyjaźni. I tu jest ten klucz. Każdy dzień może taki być, także dzień Wielkanocy. Ale nie trzeba na ten dzień czekać cały rok.

A te święta radykalnie przypominają nam, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, jak bardzo Bóg nas umiłował. To jest sens tych świąt – pokazać nam naszą wartość, że nie ma dla Boga nic ważniejszego niż przyjaźń z ludźmi i nasze zbawienie.

Dziękuję za rozmowę.

Categories: Wielkanoc 2017, Wywiad, Wywiady

Comments

  1. Marek
    Marek 16 April, 2017, 14:02

    Ksieze bac wytrwaly gdyby wszyscy byli takimi super katolikami to nie mial bys kogo nauczać wielebny
    Z okazji Zmartwychwstania Pana życzę wszystkiego najlepszego oraz dużo Dusz które się nawrócili

    Reply this comment
  2. diwron
    diwron 16 April, 2017, 20:26

    Matka pewnego znanego dominikanina (ojciec Aleksander Hauke-Ligowski) powiedziała mu kiedyś, że Żydzi to naród wybrany ST, natomiast Polacy uważają się za naród wybrany Nowego Testamentu. Czy to nie jest jakiś delikatnie mówiąc przejaw pychy?

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*