Gazowa ruletka – rozmowa z Aleksandrem Gudzowatym, dyrektorem generalnym Bartimpex SA

(Korespondencja własna z Warszawy)
– Podczas wizyty w Gdańsku, z okazji 70-lecia wybuchu II wojny, Putin zaskoczył wszystkich włączając do nurtu swych dywagacji historycznych także… gaz ziemny. Stwierdził, że struktura EuroPolGazu przedsiębiorstwa zarządzającego rurociągiem jamalskim, którym płynie z Rosji przez Polskę na Zachód gaz, nie odpowiada mu i powinna ulec zmianie. Przeciętny czytelnik niewiele wie na temat tej rury gazowej. Czy może więc pan przybliżyć genezę powstawania tego przedsięwzięcia wraz z wyjaśnieniem, jak pan się w nim znalazł i jaka miała być w nim pana rola? Jaka jest struktura przedsięwzięcia, która tak się nie podoba Putinowi? Jaka powinna być wg Putina?

Zacznijmy od tego, że w nim znajduję się nie ja, tylko Bartimpex SA, spółka rodziny Gudzowatych, ciężko budowana przez lata. Tak jak wiele innych w warunkach kapitalistycznej swobody gospodarczej, jaką przyniosła III RP.

Struktura akcjonariatu EuRoPol GAZu jest identyczna jak kilkanaście lat temu. Przez rządy Polski i Rosji było wyznaczonych dwóch założycieli, tj. rosyjski Gazprom i polski PGNiG, którzy objęli po 48% akcji. Był też trzeci założyciel wyznaczony przez tych dwóch pierwszych, Gas-Trading, z 4% akcji. Na dopuszczenie trzeciego akcjonariusza zezwalała umowa międzyrządowa. Trzeci akcjonariusz był potrzebny z uwagi na to, że – po pierwsze – czynił on z EuRoPol Gazu spółkę z przewagą kapitału polskiego. Po drugie, układ taki gwarantował uproszczony dostęp do ziemi, a w grę wchodziło 3 tys. działek gruntu, na których należało jak najszybciej zabezpieczyć dostęp do wykopów.

Gas-Trading miał naturalnie największe szanse operatywnego funkcjonowania, bo jego akcjonariat stanowiły zarówno Gazprom i PGNiG, łącznie 65% akcji, a także polski Węglokoks i niemiecki Wintershall, po 5%, oraz w pozostałej części Bartimpex SA, spółka współpracująca od lat z PGNiG i Gazpromem.
– Za co Bartimpex tak te obie firmy polubiły?

Bartimpex, zaraz po przyjściu do Polski kapitalizmu, pracował nad inżynierią finansową likwidacji polskich długów gazowych wobec Rosji, które znacznie utrudniały współpracę. Udało się to z sukcesem. Narzędziem była wymiana barterowa. Najogólniej, rosyjskie należności gazowe spłacane były dostawami polskich produktów rolnych i artykułów spożywczych. Tym, czego u nas było pod dostatkiem, a w Rosji brakowało. Zyskaliśmy opinię rzetelnego partnera u Gazpromu i PGNiG. Zaczęliśmy być traktowani jako firma z „rodziny gazowej”, na której można polegać i można podejmować z nią wspólne przedsięwzięcia.
To zadecydowało o naszej obecności w Gas-Tradingu i o tym, że zostaliśmy generalnym wykonawcą gazociągu jamalskiego. Ta obecność była dla wszystkich czymś naturalnym. Dla nas zaś była to inwestycja finansowa. Jak dla każdego normalnego, zmierzającego do sukcesu ekonomicznego, przedsiębiorstwa…
– Czy to prawda, że niewielki, ale kontrolny pakiet udziałów Bartimpexu miał „szachować” pozostałych partnerów?

O czym mowa?! Sam Gas-Trading (w którego składzie jest Bartimpex) praktycznie – poza prawem zgłaszania wniosków i zastrzeżeń – nie decyduje w EuRoPol Gaz o niczym. Prawo takie mają akcjonariusze powyżej 30% akcji, czyli oba koncerny PGNiG i Gazprom, a nadto obowiązuje ich we wszystkich sprawach konsensus.
Natomiast w samym Gas-Tradingu Bartimpex ma prawo veta. Pamiętam, że jak budowaliśmy gazociąg, to zarówno inwestycję, jak i konstrukcję struktury właścicielskiej traktowaliśmy jako wzorcową. M.in. dlatego, że nawet małemu wspólnikowi dawała prawo podmiotowości i nie traktowała wyłącznie jako chłopca na posyłki, którego w każdej chwili można kopnąć w d…. i przegonić. Czy to jest nadmiar „uprzejmości” wobec generalnego wykonawcy rurociągu?
– Ale Putin twierdzi, że to strona rosyjska zrobiła wszystko przy rurze, a teraz nie może jej kontrolować… Jaka jest prawda?

Premiera Putina ktoś wyraźnie – i zapewne nieprzypadkowo – wprowadził w błąd! Gazociąg zbudowali Polacy i zachodni kooperanci, a nie, jak podkreślał premier Rosji, Rosjanie. Oni jedynie gwarantowali transport gazu. Pieniądze na inwestycje zabezpieczały banki. Takie są proste do sprawdzenie fakty.
Ja sam brałem bardzo aktywny udział w inwestycji i logistyce jej budowy oraz logistyce powstawania gazociągu. Jestem członkiem Rady Nadzorczej EuRoPol GAZu.

W tamtych czasach, w nie ustabilizowanej jeszcze Polsce, każda sprawa rodziła się z bólem, ta też. Wiem dobrze, bo to myśmy ją realizowali, a nie Rosjanie.
– Spełni pan „oczekiwanie” Putina i grzecznie pozbędzie się swoich udziałów?
Oczywiście niczego grzecznie się Bartimpex nie pozbędzie. Pomysł podzielenia udziałów pół na pół pomiędzy koncerny Gazprom i PGNiG nie jest autorstwa Putina. Z propozycją taką, w swoim czasie, wystąpił do rządu Rosji… polski wicepremier Steinhof. Ni mniej ni więcej, zaproponował usunięcie Gas-Tradingu i doprowadzenie do akcjonariatu Gazpromu oraz PGNiG po 50%. Czyli zabranie tym manewrem udziałów Polakom i przekazanie ich Rosjanom, a przez to pozbycie się polskiej przewagi w spółce. Mało jest miejsc na świecie, gdzie coś takiego mogłoby się zdarzyć. Wolę się nawet nie zastanawiać nad motywacją i intencjami.
Ciąg dalszy był już w wydaniu premiera Rosji.

– Czy tych udziałów można pana pozbawić wbrew woli?
Polskie prawo handlowe daje możliwości wyrzucania drobnych akcjonariuszy, mimo ich sprzeciwu. Nawiasem mówiąc, jak to się ma do tzw. akcjonariatu pracowniczego, który jest niewielki i bezbronny? To złe intencje.
W naszym przypadku trudno jest jednak usunąć Gas-Trading z EuRoPol Gazu z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że to Gas-Trading zakładał EuRoPol GAZ. Po drugie, jest akcjonariuszem z „uprawnieniami” (chronionym przez prawo) i po trzecie zawsze aktywnie działał na rzecz spółki.

Pozostają tylko metody siłowe!
– Czy nie sądzi pan, że Putinowi nie chodzi o Gaz-Trading, a o Bartimpex i pana specyficznie? Przecież mówił w Gdańsku o prywatnym biznesmenie, który mu przeszkadza.
Zachowanie Rosjan jest czytelne. Chcą mieć władztwo w EuRoPol GAZie, pozwalające na dyktowanie warunków. Zaprzeczają w ten sposób pierwotnym zamiarom stworzenia przedsiębiorstwa partnerskiego, a nie politycznego. To jest ich natura imperialna. To taki sposób na życie.Wykorzystują każdą okazję, żeby wymusić coś na innych. Są skuteczni. Nie szukając daleko, właśnie po ich myśli kończy się historia amerykańskiej tarczy rakietowej w Polsce. Oni mają prawo robić co chcą, no ale my mamy obowiązek z tym się nie zgadzać.
Dlaczego jednak tym ich zachowaniom i interesom sprzyjają kręgi krajowe – nie potrafię zrozumieć. Moje oburzenie graniczy tu z pogardą dla tych ludzi. Wprost publicznie odmawiają pomocy. Ciągle podejrzewam, że chodzi o to, ażeby wyeliminować Bartimpex, a nie Gas-Trading w obawie o to, że będzie on świadkiem zachowań niekoniecznie zabezpieczających interes Polski.
– Oczekuje pan obrony ze strony polskich władz?

Powstaje pytanie, czy rząd nie powinien wziąć w obronę zarówno Bartimpexu oraz generalnie polskiej przewagi w EuRoPol GAZie. Na tym przykładzie widać, że oczywiście tak. Czas pokaże, jak politycy uprawiają władzę.

– Wiele mówi się ostatnio o bezpieczeństwie energetycznym i konieczności dywersyfikacji zaopatrzenia w gaz nie tylko Polski, ale Europy generalnie? Dlaczego Polska nie ma połączenia z europejskim systemem gazowym? Przecież taki projekt podłączenia Polski do systemu niemieckiego powstał.

Jedenaście lat temu przedstawiłem mój autorski projekt przyłączenia Polski do systemu europejskiej dystrybucji gazu, poprzez 28-kilom
etrowy odcinek rurociągu na terenie Polski, pomiędzy niemieckim Bernau a naszym Szczecinem. Uniezależniałoby to Polskę całkowicie od rosyjskich fanaberii w dostawach czy wykorzystywania ich jako politycznego nacisku. Mojemu projektowi przeciwstawiano wirtualne projekty gazociągów gigantów, bardzo drogich oraz mało realnych i zbędnych.
Ja mam do pracy 35 km, a tu tylko 28 km. Czy ktoś jest w stanie to zrozumieć? To sprawa dla socjologa.
Nadzwyczajnie oszukiwano lu
dzi tak długo, aż przyłącze nie powstało, ale powstała „rosyjska pętla gazowa”. I znowu Rosja wygrała, konsekwentnie. Znów nas straszy. Tym razem, że może nie dać gazu, jak się nie wyrzuci z przedsiębiorstwa go przesyłającego tego czy owego. Gdybyśmy mieli dostęp do sieci europejskiej, oni mogliby nam… naskoczyć. Przecież to było widoczne gołym okiem. Komu zależało, żeby przyłącze Bernau-Szczecin nie powstało?
– No właśnie: komu? Pan konsekwentnie opowiada o jakiejś zainteresowanej tym „mafii”…

Jestem przekonany, że w Polsce funkcjonuje jakieś „towarzystwo”, które nazywam „Lożą Minus 5” jako synonim piątego piętra w piekle. Ma ona korzenie międzypartyjne i „ubeckie”, co ułatwia poruszanie się między politykami. Chce przejąć gazowy biznes i to w całości. Uważamy, że nie jest wykluczona współpraca z tą grupą jakiegoś „patrona” zagranicznego. Jest to towarzystwo bardzo konsekwentne i uparte. Podrzuca fikcyjne argumenty, organizuje czarny PR itd.
Odczuwamy wyraźną na nas agresję tego towarzystwa od czasu, kiedy Bartimpex rozpoczął działalność gospodarczą w industrii gazowej. Wyrazem tego są oczywiście także obecne próby wyeliminowania nas z rynku pod rosyjskie dyktando, z pogwałceniem wszelkich zasad swobodnej działalności gospodarczej, znanych dobrze światowi Zachodu.
Rozmawiał:
Jacek Przybylski,
Warszawa

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*