Długi sen o „krótkiej rurze”

– W obliczu rosyjsko-ukraińskiego konfliktu gazowego zagrażającego Europie Zachodniej, jak Feniks z popiołów odżywa pańska koncepcja dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski poprzez spięcie polskiego systemu gazowego z systemem europejskim, rurociągiem ze Szczecina do niemieckiego Bernau. Projekt ten niektórzy określali „krótka rura Gudzowatego”. Jak miała działać?
Chodziło o proste połączenie z siecią Unii Europejskiej. Dawało to dostęp do rynku gazu w Unii Europejskiej i do prawnych regulacji unijnych. To miała być taka recepta na ewentualne fanaberie rosyjskiego dostawcy czy białoruskich albo ukraińskich pośredników, w postaci przykręcania kurka. Co do „rury”, to najważniejsza jest zawsze jej sprawność i wydajność. Ta miała być krótka, bo przez terytorium Polski to 28 km, a Niemiec 100 km, ale mogła dawać Polsce spokojny sen energetyczny. 
– Czy rzeczywiście miało nas to uniezależnić od kierunku rosyjskiego? Czy z kolei Niemcy nie mogliby przykręcać nam kurka? Środowisko bliskie Kaczyńskim głosi, że „uzależnianie się” od Niemca byłoby tak samo fatalne jak od Ruskiego, bo tego uczy nasza historia. Poza tym ten niemiecki gaz i tak byłby… ruski, bo z Rosji do Niemiec idzie. 
Dywersyfikacja zaopatrzenia w gaz nie oznacza konieczności zakupu gazu, ale tylko daje taką możliwość. Ci, którzy mówią, że jakbyśmy się spięli z Niemcami, to już musielibyśmy od nich brać i płacić, ile sobie zawinszują, zwyczajnie kłamią! Nie miało być tu do czynienia z niemieckim władztwem, ale z UNIJNYM [i prosiłbym to dać dużymi literami] i z unijnym prawem. Gwarantuje to dostęp do każdego gazociągu. Nie ma więc mowy o zakręcaniu kurka gazowego przez Niemców, czego obawiał się w telewizorze jeden z prezydenckich ministrów. To nie jest rosyjski gaz, tylko unijny, uzdatniany do warunków fizyko-chemicznych występujących w sieci gazowej w Unii. Pochodzi on z Rosji, z Norwegii, z Algierii, z Wielkiej Brytanii, z Holandii itd. Gadanie, że to ruski gaz przepchnięty do Niemiec i „zawrócony” do Polski to kabaret. 
– Gaz w europejskim systemie rozsyłowym nie ma narodowości? 
To jest sedno: ten gaz nie ma narodowości. To gaz unijny, którym zapełniona jest sieć przesyłowa. Na tym polega mądrość unijna. Gdybyśmy mieli podłączenie do sieci europejskiej, kiedy by nam przyszła ochota, odkręcalibyśmy kurek, napuszczali tyle gazu, ile akurat potrzeba, i za niego płacili. 
– Ile? Pewnie więcej niż Ruskim…
A skąd ta pewność? Po pierwsze, cenę by się negocjowało, a to zależy od różnych czynników. Po drugie, w cenie zawarty jest też element bezpieczeństwa. Używając prostej analogii samochodowej, zwykle korzystamy z ulubionej (często: najtańszej) stacji benzynowej, ale jak zabraknie w niej paliwa, jedziemy zatankować tam, gdzie zawsze jest. 
– Kiedy po raz pierwszy zaświtała panu ta myśl i co się działo z pomysłem jej realizacji?
W 1998 r. zaniepokoiła mnie zależność od Gazpromu. Zacząłem myśleć, o zróżnicowaniu dostaw. Stała za tym następująca logika. Polska nie jest dużym importerem gazu, to rocznie 8-9 mld m3 gazu. Do tego należy dostosować wielkość zamiarów dywersyfikacji. Lansowany przez część polityków wirtualny gazociąg norweski długości 700 km, wartości kilku miliardów USD, nie miał szans realizacji. Powinien on uwzględniać znacznie większy przesył, aniżeli planowany import do Polski, żeby to miało jakikolwiek sens ekonomiczny. To powinno być coś znacznie prostszego – myślałem. 
Wtedy zaświtała myśl, że przecież można spróbować z Niemcami. Zwróciliśmy się do ich dystrybutora Ruhrgazu i naszego PGNiG. Dość szybko doszło do porozumienia o celowości zbudowania gazociągu Bernau – Szczecin i o wzajemnym popieraniu tego projektu. 
PGNiG odstąpiło od niego już na samym początku roku, a ostatnio zrobił to zmęczony oczekiwaniem Ruhrgaz. PGNiG nie miało najmniejszego powodu do takiego zachowania. Ktoś to na nich wymógł. 
– Kto? 
Dzisiaj wiemy, że to jakaś tajemnicza grupa osób, którą nazywamy mafią gazową. Ja ją nazywam „Minus Pięć”, jako synonim piątego poziomu piekła. To grupa zapewne wspomagana przez zagranicznego patrona finansowego bądź politycznego. W każdym przypadku działała ze szkodą dla interesu narodowego Polski. 
– Oczywiście można iść tropem teorii spiskowych, ale pańska idea „krótkiej rury” była przede wszystkim opozycyjna w stosunku do koncepcji dostw gazu z Norwegii lansowanej przez ekipę Buzka. Może lepiej analizować, czy była wobec niej konkurencyjna, ile gazu mieliśmy otrzymywać i po jakich cenach w relacji do norweskich, itd.
Ta dyskusja stała się bardzo nużąca, bo poszczególne strony konfliktu mówią swoje, nie przyjmują żadnych argumentów i na dyskusji zamyka się sprawa. Ani trochę do przodu. Ja sam i nie tylko ja uważam gazociąg norweski za projekt wirtualny i nieekonomiczny. Projekt ten to manipulacja ludźmi, szkoda, że są to najwyższe osoby w państwie. To projekt dla zadymy. 
– Dlaczego nie udało się zrealizować pańskiej koncepcji za kadencji rządu Millera, skoro on sam zrezygnował z „norweskiego” pomysłu Buzka?Dlaczego nie udało się to także za czasów PiS? 
Nam się nie udało tej koncepcji zrealizować za… każdego rządu. Wnioski z tego są bardzo kłopotliwe. Ale musiała istnieć grupa wiarygodna dla polityków, która spreparowała jakieś nieprawdziwe argumenty dla wykorzystania ich w agresji przeciwko nam. Dla nas jest to mafia, która działa przeciwko interesowi Polski. 
– Jak pan myśli, czy gdyby na ten pomysł wpadł kto inny niż Gudzowaty, to on już dawno byłby zrealizowany? 
Być może, zwłaszcza że obserwujemy takie zamiary ze strony PGNiG. 
– Czy, na przykład, upublicznienie przez TVP „taśm Oleksego” miało wyleczyć pana z „natręctw myślowych” związanych z „krótką rurą”? 
Rejestracja i upublicznienie „taśm Oleksego” było jedną wielką prowokacją, która mi bardzo zaszkodziła i po to była zrobiona. Nie miałem z tym nic wspólnego, a sprawcy tej prowokacji wiedzieli, co robią. „Miałczenie Oleksego” o rzekomym skrzywdzeniu go jest śmieszne. Doskonale wiedział, że ja nie miałem z tym nic wspólnego. Zastanawia jednak brak zainteresowania władzy tymi faktami przestępstw elit politycznych, o których mówił sam Oleksy. W tej sprawie cisza. Szum stworzono sztucznie. Podsłuchiwali go ci, co potem te taśmy ujawnili. 
– Wielokrotnie wspominał pan o „mafii”, która miała torpedować plan przyłącza Szczecin-Bernau. Kogo lokuje pan w tym towarzystwie? 
Mafia, którą ja mam na myśli, to zapewne politycy i żule oraz pracownicy służb rodem zapewne sprzed 1989 roku, bądź ich kolesie. Bardzo prawdopodobne jest istnienie patrona zagranicznego, nie byliby tacy śmiali. Zwróciliśmy na siebie uwagę, ponieważ uczestniczyliśmy w obrocie gazem, który był filarem inżynierii finansowej mojego autorstwa, w wyniku czego oddłużyliśmy Polskę od olbrzymich długów za gaz. Zapewne nam pozazdroszczono zarobków i zaczęła się agresja. Groźby śmiercią, groźby porwania syna, intrygi w Rosji i w Polsce, czarny PR itd. Mieliśmy nawet sytuację, gdzie bardzo wysoki funkcjonariusz Urzędu Ochrony Państwa sfałszował informacje o nas, przeznaczoną dla premiera Polski, w której celowo stworzył nam bardzo czarny wizerunek. Później wystarczyło tylko zadbać, by go nikt nie wykasował, a ewentualnie nawet i wzbogacił. W ten sposób czarny PR był gotowy na wiele lat do przodu! Tak zażarcie nam utrudniano, że nawet naruszono polski interes narodowy uniemożliwiając dywersyfikację dostaw gazu. Do dzisiaj Polska jest bezbronna, a w razie nieszczęścia pozostaje tylko hałas i paplanina polityczna. 
– Mówiąc o loży, piętrze czy grupie „Minus Pięć” i alegorii poziomów piekielnych, kogo pan tam lokuje? Woody Allen, rozwijając ten motyw w obrazie „Przejrzeć Harry’ego” z 1997 roku, na piątym piętrze umieszcza agresywnych żebraków i… sprzedajnych krytyków literackich. 
Na całym świecie żule, bandziory, przestępcy i podporządkowani pokusie politycy, niezależnie od obszaru swojego działania, sięgają pułapu piątej orbity. 
– Czy to loża „Minus Pięć” zrujnowała pańskie dobre relacje z Gazpromem, które popsuły się gwałtownie i doprowadziły w efekcie do pańskiego procesowania się z tym gigantem, zakończonego – notabene – zasądzonym panu wielomilionowym odszkodowaniem. 
Tak, ona. Wygrana była rekompensatą za poniesione straty, po tym jak Gazprom zerwał z nami kontrakt, i wyniosła 35 mln USD. 
– Powiedział pan w TVN24, że w obecnym konflikcie gazowym wina leży po stronie ukraińskiej. Jest pan rzeczywiście zdania, że Gazprom, który pana oszukał, jest o’key? 
Ani Gazprom, ani Ukraina nie są całkiem w porządku. Chodziło mi tylko o to, że spory Rosja – Ukraina nie mogą szkodzić innym krajom leżącym na trasie gazociągu. Sprawa „podkradania” gazu przez Ukrainę jest znana od dawna, tyle tylko, że jak byli braćmi z Rosjanami, to przymykano na to oko, a jak stali się tylko sąsiadami, to Rosja usiłuje przywrócić normalne obyczaje kupieckie. Ukraina opóźnia ten proces i stąd cały konflikt. Ale nie mogą na tym cierpieć inne kraje. 
– Uda się panu realizacja „krótkiej rury” w obecnej sytuacji politycznej? Jak wyglądają pana kontakty z PGNiG?
Nie wiem. Stosunki z PGNiG mamy chłodne, choć nie wiem dlaczego. Widocznie dostali „propozycję” nakazującą takie zachowanie. Jestem jednak dobrej myśli. 
– Żyjemy w Polsce. Wiele osób bardziej niż tym, że może im zgasnąć płomień na kuchence, przeżywa, ile pan ewentualnie na połączeniu Szczecin-Bernau zarobi. Powie pan? 
Nie powiem, bo sam jeszcze nie wiem. Zresztą jest to kwestia bardziej ambicjonalna i honorowa, niż finansowa. 
– Czy jest pan szczęśliwym obywatelem Rzeczypospolitej o numerze kolejnym? Jakim ewentualnie? 
Szczęścia nie należy utożsamiać z zadowoleniem. Każdemu, kto to rozumie, żyje się łatwiej. Nie umiem przypisać jakiegokolwiek numeru Rzeczypospolitej Polskiej, bowiem życzę jej jak najlepiej. 
– Czy ma pan lepszy kontakt z ludźmi czy zwierzętami, którymi tak licznie się pan otacza? 
Siłą rzeczy ze zwierzętami, których mam wiele. Ostatnio na przykład odbierałem poród pięciu szczeniąt mojej suczki i bardzo to przeżyłem. Mam oczywiście grupę przyjaciół, z którymi chętnie spędzam czas. 
– Podobno leci pan do Waszyngtonu na inaugurację Baracka Obamy, a do Nowego Jorku, aby posłuchać jak gra Woody Allen i podyskutować z nim o lokatorach z… piątego piętra? 
Istotnie wybieram się do Stanów. Chcę jednak zachować prywatność i nie będę relacjonować programu pobytu. Powiem tylko, że istotnie chcę posłuchać Woody Allena w jego naturalnym otoczeniu, czyli nowojorskim klubie gdzie gra od lat. Spotykać się będę także z innymi moimi przyjaciółmi i znajomymi. Jak wiadomo, jesienią ubiegłego roku w Jerozolimie dokonano odsłonięcia wykoncypowanego przeze mnie Monumentu Tolerancji i zainaugurowano Międzynarodowy Ruch Obywatelski „Tolerancja”, na czele którego stanął Lech Wałęsa. Chcę zainteresować i porozmawiać o poparciu tego ruchu przez elity amerykańskie. 
Rozmawiał: 
Waldemar Piasecki

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*