5 lat w 5 tygodni z itvn – rozmawa z Olivierem Janiakiem

Z okazji piątych urodzin itvn Olivier Janiak – prowadzący najpopularniejszy lifestylowy program w kraju opowiada nam o tym, jak spędza wolny czas, o pracy która jest dla niego niczym wakacje i o swojej największej obawie w obliczu śmierci.

– Pamiętasz co robiłeś pięć lat temu?
Pamiętam dokładnie! Wtedy startował itvn w Stanach Zjednoczonych a ja miałem przyjemność pojechać tam z szefami stacji, żeby jako konferansjer poprowadzić spotkania inauguracyjne. Pierwsza konferencja miała miejsce w Nowym Jorku w naszej ambasadzie a druga w jednym z hoteli Chicago. To nie był mój pierwszy wyjazd do USA, ale to było pierwsze, prawdziwe spotkanie z polonią.
Z tymi spotkaniami wiążą się ciekawe historie. Spotykasz ludzi, którzy od x lat żyją w innej przestrzeni, w zupełnie innych realiach społecznych i nagle okazuje się, że strasznie tęsknią za Polską i stale szukają z nią emocjonalnego kontaktu. Już na początku zrozumiałem, że itvn jest świetnym pomysłem.
– Czyli już w momencie kiedy projekt dopiero wchodził w życie poczułeś, że robimy coś fajnego i potrzebnego?
Na pewno czułem, że jest to coś fajnego dla wszystkich ludzi którzy z Polską są mocno związani, a zmuszeni są z różnych przyczyn biznesowych, zawodowych czy rodzinnych funkcjonować gdzieś za granicą. Co najważniejsze i co było przyczynkiem powstania tego kanału to właśnie poszukiwanie kontaktu z krajem który chcieliśmy wszystkim zapewnić.
– A co wydarzyło się w Twoim życiu przez te ostatnie pięć lat?
Moje życie nieustannie pędzi. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć, co się działo pięć dni temu a Ty mnie pytasz o ostatnie pięć lat (śmiech). W pracy dziennikarza wrażeń nie brakuje, a zwłaszcza w pracy dziennikarza, który prowadzi lifestylowe audycje takie jak moja. Traumatycznych wspomnień o których bym pamiętał przez lata „Co za tydzień” nie pozostawia.
Tak naprawdę z tego okresu najbardziej pamiętam rozmaite podróże, które miałem okazję odbyć i spotkania z topowymi gwiazdami. „Co za tydzień” prowadzę od ośmiu lat więc jest to tak naprawdę kilkaset programów a w każdym z nich rozmawiam i spotykam się z wyjątkowymi osobami.
W każdym programie przeprowadzam kilka rozmów. Było ich wiele, ale są wśród nich takie które się pamięta i na które się długo czekało. Oczywiście najbardziej zapadają w pamięci gwiazdy filmowe czy muzyczne. Przez te lata miałem okazję porozmawiać z Bradem Pittem, Keanu Reavesem, Johnym Deepem czy ze znakomitymi reżyserami jak Ridley Scott. Pamiętam też uśmiechnięte twarze ludzi które towarzyszą mi przy okazji innych projektów, które mam okazję w Polsce robić.
– Pomimo tego, że dużą część programu nagrywasz w kraju to i tak jesteś chyba najbardziej mobilnym polskim prezenterem. Dużo razy zmieniałeś już paszport?
Paszport wymieniałem chyba tylko dwa razy, bo tego miejsca na pieczątki jest w nim sporo, a dodatkowo od paru lat jeżdżąc po Europie nie potrzebujemy stempelków. Rzeczywiście – miałem okazję zwiedzić kawał świata. Całą Azję od Malezji, Tajlandii, Japonii przez Chiny aż po Szanghaj. Byłem też w Dubaju, Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Omanie i praktycznie w całej Europie. Ciężko wymienić wszystkie miejsca które odwiedziłem. Kiedy teraz o tym mówię to uczciwie muszę przyznać, że sam sobie zazdroszczę.
– Lista rzeczywiście imponująca. Są miejsca do których najchętniej wracasz?
Mam kilka takich miejsc. Jeśli chodzi o zagranicę jest to bez wątpienia Hiszpania. Lubię też Londyn i Włochy. Kocham wszystkie orientalne kraje. Mają w sobie coś tak unikatowego, że ciągle brakuje czasu na eksplorację tych miejsc. Jedziesz na parę dni i zajęty jesteś pracą która w przypadku mojego programu nie jest co prawda tak bardzo absorbująca ale trzeba na nią trochę czasu poświęcić. Zawsze znajduję czas żeby przy parodniowym wyjeździe połączyć obowiązki z lekkim relaksem i poznawaniem okolicy.
– „Co za tydzień” jest jeszcze Twoim sposobem na życie czy już sposobem życia?
To jest przede wszystkim praca którą kocham. Nie ma chyba nic lepszego niż móc robić to co się lubi czyli spotykać się z ludźmi, podróżować i przeżywać niecodzienne artystyczne historie i dostawać jeszcze za to pieniądze które pozwalają Ci na spokojne życie.
– Wychodzi na to, że jesteś non stop na wakacjach i w wolnych chwilach pracujesz.
Można tak niby uznać, ale zastanawiałem się czy jakby jakikolwiek z moich znajomych, nawet z liceum, z małej miejscowości Krotoszyn, znalazł się na moim miejscu to czy długo by wytrzymał. Nie tylko fizycznie, ale też mentalnie. Ja przez ostatnie sześć tygodni spędziłem w domu dwa wieczory. To nie każdy może znieść i nie każda żona jest w stanie to zdzierżyć. Nie jest to łatwe. Ja nie mam pracy w której wracam o 15 do domu otwieram piwko, jem obiad i idę spać.
– A wyobrażasz sobie życie bez podróży? W domu i w kapciach?
Nie tyle bez podróży, co nie wyobrażam sobie życia bez pracy. Ostatnio w radiu słyszałem jak Anna Dymna mówi, że my do tej pracy jesteśmy stworzeni, że praca, która ma w sobie element służby, daje nam energię. Ja jestem człowiekiem który pomimo tego, że ma okazję „bywać” i „lansować” się – jakkolwiek ktoś na to z boku patrzy – to staram się ze swojej popularności zawsze dużo ludziom oddawać. I tym których spotykam na co dzień na ulicy i tym których spotykam na co dzień w pracy.
Myślę, że nikt nigdy nie poczuł z mojej strony gwiazdorskich uniesień i nie fajnego fermentu. Dla mnie ważna jest zwykła ludzka uprzejmość. Zainteresowanie które trafia do mnie z drugiej strony jestem w stanie doskonale zrozumieć bo w gruncie rzeczy robię przecież to samo.
– Nie znudziły Ci się jeszcze te bankiety i bale? W kraju to są przecież cały czas te same twarze.
Bez dwóch zdań. One potrafią nudzić, ale kiedy nagrywam kilka programów które nie sprawiają mi tak wielkiej radości to zawsze wiem, że raz na jakiś czas trafi się coś fajnego, wyjątkowego. Czy to rozmowa, czy spotkanie z osobą na którą warto było długo czekać i przez te wcześniejsze pięć tygodni robić rzeczy mniej radosne. Nawet na zwykłych bankietach coś może zaskoczyć.
Niedawno byłem na imprezie pewnego miesięcznika i faktycznie były te same twarze co zawsze, ale była jedna inna i inaczej gadająca – był nią znakomity pisarz Janusz Wiśniewski. Dla takiej parominutowej rozmowy z nim warto było przyjechać. Dodatkowo było warto bo na „dzień dobry” powiedział, że widział mnie ostatnio w pociągu. Zwrócił na mnie uwagę ktoś, kto jest dla mnie guru intelektu. Zapytałem czemu chociaż nie kiwnął na mnie głową. Powiedział, że wyglądałem na tak zmęczonego, że nie chciał mi przeszkadzać. Cokolwiek to zmęczenie miało oznaczać (śmiech).
Jak widać nawet jeżeli rozmowa zaczyna się od żartu czy pstryczka w nos a kończy się fajną rozmową, to pokazuje ona niesamowity power relacji międzyludzkich. Dla mnie „wielki” gość nie dość, że mnie kojarzy to pozwala sobie na żarty na które na rozdmuchanym salonach często nie ma miejsca.
– Są osoby które Ci odmawiają?
Nie ma takich osób chociażby dlatego, że wiedzą, że ich nie skrzywdzę. Ten program jest „lightowy”. Czasami ktoś nie ma ochoty rozmawiać bo sytuacja nie jest adekwatna do tego czym dana osoba się zajmuje. Np. Monika Olejnik nie bardzo chciała komentować pokaz mody męskiej ale ja nie mam jej tego absolutnie za złe, doskonale ją rozumiem.
Gdy uruchamialiśmy itvn pewnie było z dziesięć, może dwanaście polskojęzycznych stacji w Polsce. Teraz jest ich dwieście. Gdyby każda kojarzona osoba miała rozmawiać z każdą stacją to nie przychodziłaby na imprezy po to, ż
eby obejrzeć pokaz mody czy posłuchać koncertu i przeżyć jakieś emocje ale po to żeby się klasycznie „przylansować”. Tak jak powiedziałem ludzie nie odmawiają bo nie robimy im krzywdy ale czasami brakuje mi tego, że nikogo mocno nie krytykujemy. Nie ma się co oszukiwać, nie wszystkie imprezy na których bywam są fajne.
– Masz też sprawdzoną twarz z którą to nawiązanie kontaktu łatwiej przychodzi.
Na pewno to, że ludzie na bankietach czy eventach ze mną rozmawiają jest też kwestią renomy którą wypracowaliśmy. Jeśli człowiek weźmie pod uwagę, że w każdej stacji telewizyjnej jest program podobny do „Co za tygodnia” to faktycznie, żeby się przebić trzeba mieć swoje nazwisko. Na przestrzeni lat zauważyłem, że ludzie lubią coś z tego programu zapamiętać a zapamiętanie jest możliwe tylko wtedy kiedy nie wszystko jest cudowne. Powinien być element ironii, prawdy, szczerości i podkreślenia, że z tych kilku imprez czy kilkunastu wydarzeń które prezentujemy jedne były nietrafioną wizytą. To jest coś do czego zmierzam i co staramy się w każdym odcinku uzyskać.
– Spotkałeś na swojej drodze gwiazdę która dała Ci się mocno się we znaki?
Zdecydowanie tak ale było to na początku pracy w telewizji. Zanim doszedłem do jakiegoś warsztatu i samoświadomości, minęło sporo czasu. Dopiero teraz myślę, że jestem świadomym dziennikarzem i prezenterem który jeśli jest przygotowany to żadna rozmowa i żaden rozmówca w ludzkim wymiarze go nie zaskoczy. Takiej pokory, dystansu i umiejętności nabiera się dopiero po latach. Na początku pokonanie tremy i zwykłe rozmowy a później takie programy jak „Dzień Dobry TVN”, któremu niestety nie sprostałem.
Dopiero jak dostaniesz po dupie, kiedy wiesz, że nie dałeś sobie z czymś rady i nie ważne czy nie było Cię na to stać – bo myślę, że to nie był powód w moim przypadku – tylko, że nie dałeś z siebie wszystkiego. Byłeś zbyt rozdrobniony na inne rzeczy i nie byłeś w stanie się przygotować jak trzeba to dopiero widzisz siebie jak na dłoni. Czyli jak nabierzesz doświadczenia i dostaniesz w którymś momencie po dupie to wtedy masz szansę, że coś z Ciebie będzie.
Ale wracając do konkretu i pytania to pamiętam taką rozmowę z Kubą Sienkiewiczem którą mu zresztą później wypomniałem. Myślę, że bez względu na to kim jesteśmy i jaką mamy pozycję w showbiznesie to gdzieś na końcu powinniśmy pozostać po prostu ludźmi. Jeśli widzimy z drugiej strony dziennikarza który nie daje rady, który jest wystraszony czy stremowany to fajniej zamiast go krytykować i robić z niego durnia dać mu opcje które mogą mu pomóc wyjść z sytuacji czy go nieco ośmielić. Po prostu zwykły ludzki odruch którego u kolegi Sienkiewicza niestety nie uświadczyłem. Dziś o Kubie niewiele osób pamięta, może po części dlatego jakim okazał się być człowiekiem.
Było to tak: cytowałem w pytaniu słowa jego piosenki które niestety mi się trochę pomyliły. Źle je zapamiętałem, a było to pytanie które musiałem zadać, a nie pytanie które płynęło z serca. Na moją pomyłkę zareagował odpowiedzią: Tak ale mam jeszcze inną piosenkę w której śpiewam „a co Ty tutaj robisz?”.
– Wróćmy na chwilę do milszych tematów czyli Twoich czterech kątów. Ile czasu w ciągu roku spędzasz w domu?
Wolę tego nie analizować. Moje podróże są też wynikiem innych zobowiązań niż „Co za tydzień”, bo pracuję też jako redaktor naczelny kwartalnika „Male Man”. Tam też mam dużo pracy. Moje podróże nie są związane tylko z tymi dwoma zajęciami, ale są to też rozmaite spotkania czy konferencje które mam okazję prowadzić. Nie prowadzę statystyk żeby nie wprowadzić siebie ani rodziny w depresję ale mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy jeśli uda mi się spędzić trzy wieczory w tygodniu w domu.
– A jak jesteś już w domu te parę wieczorów w miesiącu to jak spędzasz czas wolny?
Najbardziej lubię te zwykłe i proste domowe czynności. Jeśli jest to wiosna to lubię aranżowanie czy przesadzanie kwiatów na balkonie, który nie jest co prawda wielki ale który jest zielenią osaczony z każdej strony. Lubię takie proste i zwykłe historie jak malowanie ścian. Otwieram sobie wino, zapalam papierosa przy otwartym oknie, biorę pędzel i pracuje. Taki właśnie mam plan na najbliższy weekend. Pomalować łazienkę. Są tacy którzy wolą się uwalić na kanapie. Ja też to czasami lubię zrobić ale jestem estetą i drażni mnie wszystko co mogło by wyglądać lepiej a nie wygląda bo na przykład nie mam na to czasu. Jeśli to nie jest rewolucja w mieszkaniu czyli malowanie całej przestrzeni a tylko np. łazienka to z przyjemnością robię to sam i jest to najlepszy relaks który mogę sobie zafundować.
– No ale przecież nie tylko malujesz ściany i przesadzasz kwiatki na balkonie.
Siedzę też dużo w Internecie. Staram się orientować jak najlepiej co się dzieje na świecie a ostatnio wróciłem do słuchania muzyki. Wczoraj miałem pierwszy wieczór od sześciu tygodni gdzie usiadłem na kanapie, wyłączyłem Ligę Mistrzów która akurat leciała a której nigdy nie odpuszczam i powiedziałem sobie: „Nie ma piłki, dzisiaj słucham muzyki”. Włączyłem płytę, usiadłem przy komputerze i surfowałem po sieci.
– Żona nie jest zazdrosna o ten tryb życia?
Na przestrzeni lat kiedy jesteśmy razem ona zobaczyła, że mimo tego, że adoruję kobiety i lubię się im podobać nie powinna być o nie zazdrosna. Myślę, że to jest naturalne bez względu na to jak jesteśmy zakochani. Człowiek potrzebuje atencji i adoracji od drugiej płci. Czy ona jest wynikiem tego, że ktoś patrzy na urodę czy tego, że ktoś jest szarmancki to są to elementy które nas w społeczeństwie osadzają i są niezbędne dla utrzymania równowagi psychicznej. Myślę, że tylko nieliczni męscy i żeńscy osobnicy nie potrzebują takiego delikatnego uznania. Jeśli moja żona widzi, że ja się nie zmieniam kiedy ona jest obok, kiedy widzi że ja po prostu taki jestem i, że moje zachowania nigdy nie idą dalej niż powinny to nie ma z nimi problemu . Jest to też kwestia atencji którą się daje najbliższej osobie.
– Czyli masz w głowie granicę której nigdy nie przekroczysz?
Nie wiem czy ją mam. Szymborska powiedziała „tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono” i ja wiem jaki chcę być ale czy mi się zawsze uda takim być…nie wiem. Nie chcę obiecywać rzeczy na wyrost. Moja żona jak każda racjonalna osoba by tego oczekiwała ale ja mogę tylko obiecać, że będę się starał z całych sił. W życiu zdarzają się różne sytuacje, poznasz kogoś kto Cię zauroczy, upijesz się gdzieś na imprezie i o to zauroczenie będzie łatwiej. Ja nie myślę o takich sytuacjach bo staram się do nich nie dopuszczać.
– W drugim wydaniu „Male Mana” we wstępniaku napisałeś, że jeśli zginiesz w katastrofie lotniczej to najbardziej będziesz żałował tego, że nie było Ci dane poznać jak to jest być ojcem.
Napisałem to w kontekście sytuacji którą przeżywałem i w której bałem się, że zginę. To była jedyna rzecz co do której miałbym poczucie, że bardzo żałuję, że nie została mi dana. Nigdy nie poczuję tych małych rączek na ciele, nigdy nie będę mógł nakarmić syna czy córki i wziąć dziecka na spacer. Czy też nauczyć najlepszej opcji człowieczeństwa która mi hula w sercu. To był żal, że tego nie przeżyję. Szczęśliwie mam okazję, żeby to przeżywać bo moja żona jest w piątym miesiącu ciąży więc cieszę się każdym tym dniem.
– Gratulacje! Ale z drugiej strony to dziwne. Nic o tym nie było słychać.
Bo wszystkiemu zaprzeczaliśmy, wiedzieli tylko przyjaciele i rodzina ale teraz już widać brzuszek więc nie ma co tego dalej ukrywać. Na szczęście prasa ma Kasię Cichopek, Panią Rubikową i niech ni
mi się zajmą a nam dadzą spokojnie urodzić. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Żeby było śmieszniej, to kiedy skończyłem pisać ten wstępniak to tydzień później okazało się, że moja żona jest w ciąży. Dalszą częścią wstępniaka było to żeby żyć tak, żeby niczego w życiu nie żałować. Nie tego czego się nie przeżyło, nie tego z kim się nie przespało tylko tego, żeby nie trzeba było się za siebie wstydzić. Nawet jeśli damy gdzieś ciała, nawet jeśli są rzeczy, które nam w życiu nie wyjdą to warto jest wykorzystać ten czas, który jest nam do końca życia dany żeby je w jakikolwiek sposób naprawić.
– Ile lat „Co za tygodnia” jeszcze przed Tobą?
Nie wiem. Jesteśmy od ośmiu lat i jesteśmy cały czas w ramówce. Były w tym czasie tylko dwa okresy wakacyjne kiedy nie było nas na antenie. Może dlatego, że prowadzący mało zarabia i trzymają go dlatego, że benefity z programu są duże wyższe niż moje zarobki (śmiech). To oczywiście jest żart. Niekoniecznie w kontekście zarobków (śmiech). A tak na serio to mamy kryzys i czego bym w tej kwestii nie powiedział będzie bluźnierstwem.
Powiem tak. Cieszę się, że mam tę pracę, cieszę się, że mogę firmować ten program swoją twarzą. Mamy też świetny, sprawdzony zespół. Kilku reporterów którzy są dla mnie jak rodzina i spotykamy się co najmniej raz w tygodniu na spotkaniu redakcyjnym które bym raczej nazwał rodzinnym obiadkiem. Puentując nie miałbym nic przeciwko żeby prowadzić ten program do pięćdziesiątki.
– I tego Ci właśnie życzymy. Dziękuję za rozmowę.
Dzięki i do zobaczenia na ekranie!
Rozmawiał Jarosław Banaszek (itvn)

Olivier Janiak, dziennikarz, prezenter telewizyjny i konferansjer. Od 2001 prowadzi kulturalno – towarzyski magazyn „Co za tydzień”. Przez lata pracy przeprowadził kilkadziesiąt wywiadów z największymi, światowymi gwiazdami kina i muzyki. Relacjonował największe światowe wydarzenia kulturalne i premiery kinowe. Mąż modelki Karoliny Malinowskiej i już niedługo tata.

Categories: Wywiady

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*