Więzienia i konwencje

Prezydent Bush oświadczył, że czternastu obcokrajowców oskarżonych o terroryzm, którzy przebywali w tajnych więzieniach CIA, zostanie przeniesionych do Guantanamo Bay pod opiekę Departamentu Obrony i uzyska ochronę gwarantowaną Konwencjami Genewskimi.

Zmiany te będą dotyczyły wszystkich więźniów trzymanych obecnie przez CIA, w tym Khalida Sheikha Mohammeda – domniemanego „mózgu” ataków terrorystycznych na USA w dniu 11 września 2001 roku i jednego z liderów al-Kaidy, Ramziego Bonalshibhy.

Aż do tej pory amerykań-ski rząd nigdy oficjalnie nie potwierdził istnienia tajnych więzień CIA. Ujawnienie tego faktu w ub. roku przez Washington Post wywołało falę krytyk pod adresem administracji Busha.

We wtorkowym wystąpieniu prezydent zmienił taktykę. Przestał się upierać, że Irak znajduje się na dobrej drodze do demokracji, lecz ponownie sugerował ścisły związek tego kraju z terrorystycznymi atakami na USA, mimo że niecałe 2 tygodnie wcześniej przyznał, iż Saddam Husajn nie miał z tymi atakami nic wspólnego. To właśnie po tej wypowiedzi, (najwyraźniej uznanej za potencjalnie niebezpieczną, gdyż potwierdza argumenty opozycji), do której został zmuszony pytaniem dziennikarza, nastąpiła seria „akcji prewencyjnych” ze strony wiceprezydenta Cheney i sekretarza obrony Rumsfelda. Obaj zarzucili przeciwnikom wojny irackiej intelektualny niedorozwój, antyamerykanizm, i niemoralne wspomaganie wroga, tak jakby zadawanie pytań kwestionujących skuteczność strategii administracji stawiało pytających w rzę-dzie nazistów lub sympatyków alKaidy. Porównywanie Iraku Saddama Husajna z hitlerowskimi Niemcami jest zdecydowanie niezręczne. Równie dobrze może być użyte przez opozycję np. poprzez przypomnienie niemieckich pretekstów uzasadniających napaść na Polskę.

Nie ma żadnej klarowności intelektualnej, a tym bardziej moralności w kontynuowaniu strategii, która przynosi jedynie zniszczenie, straty w ludziach, grozi rozbiciem Iraku i przyczynia się do zwiększenia naboru członków w organizacjach terrorystycznych. Zdała sobie z tego spra-wę większość Amerykanów. Społeczeństwo zaczęło dostrzegać, że wojna w Iraku nie jest związana z wojną z terroryzmem.

I to odkrycie najprawdopodobniej skłoniło prezydenta Busha do kolejnej zmiany tematu. W środowym wystą-pieniu Bush pominął Irak i skupił się na sukcesach w walce z terroryzmem. Przedstawił listę zatrzymanych osób, wymienił ich czyny i informacje, uzyskane przez CIA „specjalnymi technikami”, dzięki którym – jak zapewniał Bush – udało się powstrzymać nowe ataki na USA.

Mówiąc o tym prezydent zmierzał do uzyskania przyzwolenia Kongresu i społeczeństwa na zatwierdzenie ustawy zezwalającej na wytaczanie procesów przeciw terrorystom przed komisjami militarnymi. Wiadomo, że Amerykanie nie pragną niczego więcej niż wymierzenia kar ludziom odpowiedzialnym za tragedię 9/11. I było to znakomite posunięcie, za którym niewątpliwie stoi pierwszy doradca polityczny Busha, Carl Rove. Nie tylko udało się odciągnąć uwagę od Iraku, lecz również zdołano rozbudzić niechęć przeciw ludziom, którzy do tej pory bezskutecznie upominali się o przestrzeganie Konwencji Genewskich.

Prezydent sam odpowiedział, dlaczego teraz podjął ten temat. „Po pierwsze, zakończyliśmy przesłuchania więźniów i możemy rozpocząć procesy karne. Po drugie, Sąd Najwyższy swoją ostatnią decyzją osłabił naszą zdolność do postawienia terrorystów przed komisjami militarnymi. Wydając w tej sprawie orzeczenie Sąd ustalił, że prowizja Konwencji Genewskich, znana jako „powszechny art. 3″ musi być przestrzegana w wojnie z alKaidą. Artykuł zabrania poniżającego, degradującego traktowania więźniów. Niektórzy są-dzą, że amerykański personel wojskowy i agenci wywiadu zaangażowani w pojmanie i przesłuchania terrorystów mogą być oskarżeni na podstawie ustawy o zbrodniach wojennych tylko dlatego, że wykonywali swą pracę profesjonalnie i zgodnie z założeniami”, powiedział prezydent.

Następnie zwrócił się do Kongresu o jak najszybsze wprowadzenie zmian do War Crimes Act, jak powiedział, po to, by „ludzie, którzy bronią nas przed terrorystami nie musieli obawiać się oskarżeń za wykonywanie tej pracy”.
Niewykluczone, że takie postawienei sprawy ma również związek z próbami oskarżenia administracji o naruszenie Konwencji Genewskich.

Amerykańska ustawa o zbrodniach wojennych (War Crimes Act) z 1996 roku traktuje naruszenie Konwencji Genewskich jako przestępstwo. Ostatnio Washington Post informował, że administracja dyskretnie zabiega o wyeliminowanie znacznych części tej ustawy. Obserwatorzy z Kapitolu twierdzą, że administracja ma nadzieję, iż nastąpi to tej jesieni, dopóki republikanie stanowią większość w Kongresie, a więc przed listopadowymi wyborami. Być może, propozycje te zostaną włączone do ustawy o wydatkach na cele militarne, czy też całego pakietu antyterrorystycznego.

Zdominowany przez republikanów Kongres pragnąc ukarać za zbrodnie wojenne dyktatorów takich, jak Saddam Husajn, zatwierdził w 1996 roku War Crime Act, definiując zbrodnie wojenne jako „poważne pogwałcenie” Konwencji Genewskich. Na ustawę tę nie zwracano więk-szej uwagi, dopóki nie ujawniono „memorandum o torturach” Alberto Gonzalesa z 2002 roku. Obecnie prokurator generalny USA, a wówczas radca prawny prezydenta, Gonzales radził Bushowi, by deklarował, że Kon-wencje Genewskie nie odnoszą się do ludzi zatrzymanych przez Amerykanów w Afganistanie. „Takie posunięcie – pisał Gonzales poważnie redukuje groźbę oskarżenia o przestępstwo na podstawie War Crime Act. Oświadczenie prezydenta w tej sprawie stworzy solidne podstawy do obrony w razie przyszłych oskarżeń”.
„Solidne podstawy” runęły tego lata, kiedy Sąd Najwyższy orzekł, że Konwencje Genewskie jak najbardziej obowiązują w USA.
Elżbieta Glinka

Categories: Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*