Senator McCarthy powstrzymał agresję komunistów na Hollywood

Czytając w majowym numerze “DZ” artykuł Waldemara Piaseckiego (D.C.) pt. “Koncie inkwizytora” – paszkwil na temat działalności senatora Joe’a McCarthy’ego – przecierałem oczy ze zdumienia. Zupełnie jakbym czytał artykuł w sowieckiej “Prawdzie” i to w okresie zimnej wojny.

Autor zdaje się stawać po stronie tych, którzy jako komunistyczna piąta kolumna ZSRR zamierzali osłabiać struktury rządowe i społeczne St. Zjednoczonych, ba, może nawet zdestabilizować politykę wewnętrzną i zagraniczną. Odpowiadało to dalekosiężnej strategii Stalina. O takim realnym niebezpieczeństwie świadczył m.in. fakt przeniknięcia agentów NKWD do otoczenia samego Roosevelta, nie mówiąc o najważniejszych agendach rządowych, jak Pentagon czy Departament Stanu.

Autor artykułu operuje językiem, jakim w ciągu moich ponad 25 lat wojażowania do Hollywood, posługiwali się w rozmowach ze mną tamtejsi “czerwoni” (w najlepszym razie “różowi”, pośród aktorów, reżyserów czy producentów, przeważnie pośledniej rangi i będących mniejszością). Zupełnie inne treści słyszałem w przedmiocie niegdysiejszych hollywoodzkich porządków Joe’a McCarthy’ego z ust takich wielkości Hollywoodu, jak James Stewart, John Wayne, Gregory Peck, Jack Lemmon, Henry Fonda, Fred Astaire i inni oldboye, doskonale zorientowani w uzdrawiających działaniach senatora McCarthy’ego.
Pan Piasecki używa inwektyw, nazywając senatora inkwizytorem, cynikiem, fałszerzem itp. Pisze o unurzaniu w szambie Chaplina (on sam się unurzał w szambie prosowieckiej propagandy), natomiast tak zacnych amerykańskich aktorów, jak Gary Cooper, John Wayne, nazywa pętakami.

Rad by pewnie do nich zaliczyć Ronalda Reagana, głęboko zaangażowanego w czyszczenie Hollywood od komunistów czy Humphreya Bogarta. Przesłuchiwanie tych i innych świadków autor artykułu w “DZ” nazywa “tępą operacją” McCarthy’ego. “A konieczność nagłaśniania prac komisji śledczej określa jako zabieg senatora, by “miało ono charakter jarmarczny z udziałem mediów”.

Nie oszczędza osoby McCarthy’ego także na płaszczyźnie życie prywatnego, robiąc zeń alkoholowego opoja (w czasie przesłuchań nigdy ponoć nie zajrzał do kieliszka), a pisząc o śmierci senatora, Piasecki informuje, że “poszedł w cug” i nad ranem znaleziono go martwego. Autor nie uszanował nawet majestatu śmierci, która jakoby miała nastąpić jako następstwo “pójścia w cug”, jakże trywialne to określenie. Po koniec życia senator może częściej sięgał po kieliszek, bo jak mi mówiono w Hollywood, czynił to z rozpaczy wobec śmiertelnej choroby. Zmarł na raka.

Maksyma Lenina nie przebiła się w Hollywood
Zacząłem tę korespondencję od nawiązania do śledczych poczynań McCarthy’ego wobec “czerwonych” w Hollywood. I to działanie stało się jedno wielkim zwycięstwem! Nie został bowiem zrealizowany plan Komunistycznej Partii USA (dalej: KP USA) przejęcia kontroli nad Hollywood, czemu doktrynalnie przyświecała słynna maksyma Lenina, że “film jest najważniejszą ze sztuk”. Z misją senatora korelowała samoobrończa akcja tych aktorów, reżyserów, producentów i szefów wytwórni filmowych, którzy zdawali sobie sprawę z tego poważnego zagrożenia.

W hollywoodzkich archiwach natknąłem się na sporo materiałów, z których wynikały dane o poważnych zakusach komunistów na “fabrykę snów”.Amerykańscy komuniści z ich przywódcą Williamem Z. Forsterem odwiedzali Hollywood, by często w tajnych naradach omawiać strategię opanowania przemysłu filmowego. To zainteresowanie Hollywoodem ze strony komunistycznej piątej kolumny datuje się od 1936 r. wraz z przybyciem tam tow. V.J. Jerome’a, czerwonego komisarza z ramienia KP USA do spraw kultury i tow. Stanleya Lawrence’a. Właśnie ci dwaj towarzysze mieli za zadanie utworzenie przyczółka partii w branży filmowej. Hollywood ze swoim potencjałem ludzkim, żywiołem talentów i potencjałem finansowym prowokował szansę na uzyskanie wpływu, a nawet na przejęcie kontroli nad tym arsenałem kultury masowej. Jakiż kąsek dla aparatu komunistycznego! I triumf maksymy Lenina!

Ronald Reagan, Gary Cooper, John Wayne inkwizytorami?
Tamą do spenetrowania Hollywoodu stała się powołana przez Kongres USA Komisja do Badania Działalności Antyamerykańskiej HUAC i w jej ramach senator Joe McCarthy prowadził przesłuchania pod kątem stopnia zaangażowania w działalność komunistyczną hollywoodzkich ultralewicowców. Przytoczone tu fakty pozwolą na zachowanie zdrowego dystansu i ponownego podkreślenia krytycznego stanowiska wobec napastliwego artykułu p. Piaseckiego.

W batalii uczestniczyli po stronie patriotycznego Hollywood m.in. tak krystaliczni czyści ludzie, jak Ronald Reagan, Gary Cooper, John Wayne czy Robert Montgomery. Oni byli kwintesencją amerykańskości, patriotyzmu właśnie. I to oni mieli być “inkwizytorami”, jak określała ich propaganda komunistyczna? To oni mieli być uczestnikami “polowania na czarownice”, by użyć jeszcze innego terminu “czerwonych”? Magnat prasowy Hearst mawiał: “Nie ma żadnych “czarownic”, są zwyczajnie komuniści. I bynajmniej się na nich nie poluje, lecz sądzi ich uczynki w majestacie prawa”. Warto chyba przypomnieć, że polowanie na ludzi było “specjalnością” bolszewików, czego tak dramatycznie doświadczyliśmy w Polsce sowieckiej.

W atmosferze udowadnianych przez Komisję HUAC działań prokomunistycznych wiele sław Hollywood zaczęło się dystansować od “czerwonych”. Na przykład idol kina Humphrey Bogart, który wprawdzie w pierwszej fazie przesłuchań wybrał się z grupą aktorów do Waszyngtonu, by “kibicować’’ niektórym przesłuchiwanym przyjaciołom. Ci nierzadko dobroduszni i naiwni (ale większość przesłuchiwanych była przekonanymi komunistami!) uzasadniali swoją obecność nad Potomakiem w charakterze “kibiców” – “manifestacją na rzecz wolności słowa i przekonań”.

Takie twierdzenie -nadużycie podsuwali im komuniści (okazuje się, że jeszcze dzisiaj nad Potomakiem bywają tacy naiwniacy). Bogart szybko przestał latać do Waszyngtonu, co więcej, opublikował artykuł, w którym m.in. napisał: “Jak każdy przyzwoity obywatel tego kraju nie znoszę komunizmu”. Artykuł opatrzył dużym swoim zdjęciem z napisem “Nie jestem komunistą”. Widziałem kopię tego artykułu w zbiorach bibliotecznych Akademii Filmowej.

Niszczenie komunizmu to… “Rozsiewanieantysemityzmu”
Dzięki działalności McCarthy’ego i wielu ludzi przemysłu filmowego, Hollywood nie stał się potężną machiną napędzającą poparcie propagandowe dla ekspansji ideologicznej Stalina i jego następców. Niemniej, ultralewicowi twórcy hollywoodzcy – marksiści, członkowie partii i jej sympatycy, głównie pochodzenia żydowskiego – zdołali zrealizować pewną liczbę obrazów, które usypiały czujność Amerykanów wobec Sowietów. Podchwycono np. sowieckie slogany w rodzaju walki o pokój i przemycano je w fabule, podczas gdy Sowieci zrobili się na potęgę!

Jak się wyżej rzekło, kulminacją rozprawy z hollywoodzką komunistyczną piątą kolumną – przemożne dążenie senatora McCarthy’ego – były przesłuchania w Waszyngtonie, w wyniku których do więzień trafiła późniejsza słynna “Dziesiątka”. Dominowali w niej scenarzyści, głównie żydowskiego pochodzenia. Przeciw przesłuchaniom i temu werdyktowi zaprotestował Kongres Żydów Amerykańskich. Napisano, że oskarżenia wniesione na wokandę HUAC potwierdzają, iż głównym celem takiego działania jest “rozsiewanie antysemityzmu”… Skąd my to znamy?

Inni z przesłuchiwanych wyszli z tego procederu obronną ręką, jeszcze inni, by uniknąć przesłuchań, wyemigrowali m.in. do Meksyku, Anglii i Francji (ale szybko wracali, bo nie ma to jak zarabiać w Hollywood – tym razem pod zmienionym nazwiskiem, żeby nie prowokować otoczenia). Na dobre umknął z “fabryki snów” Charlie Chaplin, sympatyk partii i chwalca ustroju ZSRR. Osiadł w Szwajcarii, a gdy po drodze wylądował w Paryżu, organ francuskiej partii komunistycznej “L Humanite” napisał, że “Chaplin nie wróciłby do Hollywood, nawet gdyby prezydentem USA został Jezus Chrystus”.

Prasa hollywodzka, ta wolna od wpływów komunistycznych, nie szczędziła “comies” epitetów w rodzaju “Better Dead Than Red!” i żeby zacytować organ “króla prasy” Hearsta: “Hollywood jest zdominowany przez komunistów, a to głównie Żydzi”.

Reagan potępia komunistów
Ronald Reagan, podówczas aktywista Związku Aktorów Filmowych, także potępiał krecią robotę hollywoodzkich komunistów, chociaż nie opowiadał się za zdelegalizowaniem partii. W jednym z wywiadów oświadczył: (…) “Czuję odrazę do filozofii komunistów, ale jeszcze bardziej budzi mój gniew taktyka tych osobników, stanowiących piątą kolumnę”.

Gary Cooper, odnoszący się więcej niż nieprzychylnie do “czerwonych”, uskarżał się, że w Europie komuniści używali jego nazwiska w celach propagandowych. Inna hollywoodzka sława, Robert Taylor, wyraził pogląd, że partia komunistyczna USA “powinna zostać rozwiązana, a jej członkowie odesłani do Sowietów”. Ale największy rezonans miały, ba, wzbudziły ogromną sensację, oświadczenia dwu czołowych reżyserów: Elii Kazana i Edwarda Dmytryka. Ukazały się m.in. w formie artykułu prasowego oraz płatnego ogłoszenia w pismach branżowych. Obaj zerwali z partią, za co posypały się na ich głowy gromy, inwektywy, oszczerstwa.

Sprawą Dmytryka zajęła się 6-osobowa grupa przedstawicieli przemysłu filmowego, wśród których znajdował się Ronald Reagan. Wydano deklarację pod hasłem: “Możesz znowu być wolnym człowiekiem”. Była jakby wytyczną dla potencjalnych dezerterów z partii komunistycznej z założeniem, iż nie zostaną teraz pozostawieni samym sobie.

W oświadczeniu Kazana, które było formą artykułu zamieszczonego w dzienniku “New York Times” znalazło się wyjaśnienie, w jakich okolicznościach wstąpił do partii w 1934 r., aby w półtora roku później z niej wystąpić. Napisał m.in.: (…) “Nie zdawałem sobie sprawy, że partia w sposób nikczemny przyjmuje rozkazy z Kremla. (…) Być członkiem partii to znaczy mieć poczucie przynależności do państwa policyjnego. (…) Komunistom służy zasada tajności (…) Czerwoni programowo wyciszają demokratyczne głosy (…)

Doświadczyłem smaku dyktatury i kontrolowania myśli, co pobudziło we mnie uczucie nienawiści do filozofii komunistów i ich metod. A to nakazuje mi, nakazuje nam wszystkim, by się temu zawsze i niezmiennie przeciwstawiać”.
Następnie Kazan wyjaśnił dlaczego – po początkowym wzbranianiu się przed wymienianiem w czasie przesłuchań nazwisk potencjalnych podejrzanych o robotę komunistyczną – zmienił zdanie i ostatecznie to uczynił. “Doszedłem do przekonania – dowodził – że niewymienienie owych nazwisk sprawi, iż pozostałyby w sferze tajności, a coś takiego służy komunistom jako jeden z kanonów ich ideologii. (…) Było moim obowiązkiem powiedzieć o tym wszystkim, o czym wiedziałem (…) Miałem już dosyć nakazów, dosyć takiego oto ich imperatywu, jak mam myśleć, co mówić i co czynić. Miałem dosyć ich zwyczajowego naruszania codziennych norm demokracji, do których byłem przyzwyczajony”.

Kilka personaliów skazanej “Dziesiątki”
Przypomnę, że przed komisją HUAC stanęła grupa 45 członków hollywodzkiej branży filmowej (w tym owa “Dziesiątka”). Tak powstała słynna “czarna lista”, za co napiętnowano demokratycznie myślących, patriotycznych Amerykanów z senatorem McCarthym na czele. Określano tych spośród owej 45-osobowej grupy, którzy nie kwapili się do zeznań, “świadkami nieprzyjaznymi” w przeciwieństwie do “świadków przyjaznych”, którzy zgodzili się zeznawać. Godzi się wspomnieć, że spośród głównej hollywoodzkiej 19-stki podejrzanych o aktywność komunistyczną – w rozumieniu działania amerykańskiego – 10 osób było Żydami, zaś wśród zasądzonej na więzienie “Dziesiątki” było 6 twórców tego pochodzenia. Znajdował się wśród nich m.in. pisarz Albert Maltz, John Lawson (szef partii na Hollywood), Alvah Bessie, członek partii, scenarzysta, współpracownik komunistycznej gazety “Daily Worker”.

Z przesłuchiwanymi solidaryzowali się m.in. znani z sympatii prokomunistycznych aktorzy, jak np. Betsy Blair (prywatnie żona Gene’a Kelly’ego). Charlie Chaplin, czarnoskóry Paul Robeson, Katherine Hepburn (jako aktywistka związkowa). Podczas waszyngtońskich przesłuchań “nieprzyjaznymi świadkami” byli m.in. pisarz Richard Collin i niemiecki dramaturg Bertolt Brecht (nazajutrz po przesłuchaniu spakował walizki i czmychnął do NRD). Nawiasem mówiąc w archiwaliach hollywoodzkich widziałem fragment stenogramu zeznań Brechta, który w końcu to i owo powiedział. Zapytany, czy ubiegał się o członkostwo w partii, odparł: – “Nie, nie, nie! Nigdy!” Wśród owych” przyjaznych” zeznających w Waszyngtonie znajdowali się m.in. Ronald Reagan, Walt Disney i magnat filmowy Louis B. Mayer.

Sowiecki komunizm utracił rację bytu, więc już “nie ryje pod Hollywoodem”, a przed laty jeden z jego przywódców wprzegnął się nawet w kapitalistyczną komercję i reklamował w telewizji imperialistyczną Pizza Hut

Categories: Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*