Nipotrzebna wizyta

Bagdad, Waszyngton (NYT, WP)  Wizyta sekretarza stanu USA Condoleezzy Rice i brytyjskiego ministra spraw zagranicznych Jacka Straw w Bagdadzie przysłużyła się jedynie do usztywnienia stanowiska premiera Ibrahima Dżafariego, a tym samym do przedłużenia impasu rządowego w Iraku.

Doradca Dżafariego, Haider Abadi, określił wizytę szefów dyplomacji amerykańskiej i brytyjskiej jako „kontrproduktywną, jawną interwencję w nadzwyczaj nieodpowiednim czasie”. Abadi uważa, że Rice i Straw w ogóle nie powinni przyjeżdżać, ponieważ zewnętrzne naciski przeszkadzają zamiast pomagać w rozwiązaniu trudnej sytuacji.

Z jego opinią zgadzają się liderzy wszystkich frakcji politycznych, łącznie z Kurdami i sunnitami.
„Swoim przyjazdem tylko skomplikowali sytuację, teraz stanęliśmy przed jeszcze większym problemem. Niepotrzebnie przyjechali, niepotrzebnie wtrącali się w nasze sprawy”, powiedział niezależny członek Zjednoczonego Sojuszu Kurdyjskiego Mahmoud Osman.

Jako zwycięzca grudniowych wyborów, główny polityczny blok szyitów zapewnił sobie prawo do wyboru następnego premiera. Dżafari dostał nominację. Wybór ten nie zadowolił sunnitów, Kurdów i polityków niezależnych, do których ostatnio przyłączyła się również część liderów szyickich. Wszyscy razem domagają się ustąpienia Dżafariego.
Wizyta sekr. Rice i min. Straw była w Bagdadzie postrzegana jako próba wywarcia nacisków, by zrezygnował z nominacji. Odniosła jednak odwrotny skutek.

Także przeciwnicy Dżafariego okazali niezadowolenie. Lider sunnitów Saleh Mutlak uznał wizytę pary dyplomatów wyłącznie za okazję do zrobienia kilku dramatycznych zdjęć na ich własny użytek, wobec spadku poparcia dla wojny w USA i W. Brytanii. „Jeśli chcieli wywrzeć presję na premiera, to mogli to zrobić bardziej subtelnie i skutecznie poprzez ambasadora USA w Iraku Zalmaya Khalilzada”, powiedział Mutlak.

Condoleezza Rice nie miała dobrego tygodnia. W Wielkiej Brytanii, gdzie zatrzymała się w drodze do Bagdadu, spotykały ją same afronty. W szkole, którą zamierzała odwiedzić, zorganizowano przeciw niej protest. Wobec zapowiedzi obecności p. Rice na meczu piłki nożnej odwołano rozgrywki.
W drodze do Wielkiej Brytanii sekr. Rice powiedziała dziennikarzom, że zdaje sobie sprawę z tego, iż w Iraku popełniono „szereg, a nawet tysiące taktycznych pomyłek, jednakże decyzje strategiczne będą tymi, które ocenią historycy”. Następnego dnia Rice wyjaśniała: „Chciałam tylko powiedzieć, że jeśli ktoś podejmuje decyzje, to bez wątpienia popełnia również pomyłki. Natomiast rzeczą ważną jest to, by podjąć właściwe decyzje strategiczne. Osobiście jestem przekonana, że decyzja o obaleniu Saddama Husajna i stworzeniu Irakijczykom możliwości życia w pokoju i demokracji jest właściwą decyzją”.

Wypowiedź sekretarz stanu poirytowała sekretarza obrony, zatakowanego kilka dni temu przez gen. Anthoniego Zinni, w latach 19972000 szefa Centralnego Dowództwa US. Zinni uważa Donalda Rumsfelda za człowieka niekompetentnego i opowiada się za jego natychmiastowym ustąpieniem.
W wywiadzie radiowym dla WDAY w Fargo, N. D., gospodarz programu Scott Hennen poprosił Rumsfelda o skomentowanie wypowiedzi sekr. Rice.

Sekretarz obrony oświadczył, że „nazywanie zmian w taktyce militarnej błędami odzwierciedla całkowity brak zrozumienia decyzji podejmowanych w czasie wojny”. Bronił swojego planu dla Iraku i dodał, że taktyka ulega przeobrażeniom w zależności od ruchów wroga. „Dlaczego? Ponieważ wróg ma mózg, obserwuje cię i dostosowuje się do tego co robisz. W tej sytuacji ty również musisz się dostosować i zmienić taktykę”.

Między Departamentem Stanu a Departamentem Obrony od jakiegoś czasu panuje napięcie z powodu wojny w Iraku i innych spraw. Pentagon i osobiście Rumsfeld są krytykowani przez członków Kongresu i emerytowanych generałów głównie za naiwne, zbyt optymistyczne wizje co do sytuacji w powojennym Iraku.

W programie NBC „Meet the Press” generał Zinni oświadczył wprost, że przed wojną Pentagon nie posiadał żadnych solidnych dowodów o zagrożeniu ze strony Saddama Husajna. Administracja nie słuchała ekspertów i generałów. Lekceważono głosy rozsądku i ostrzeżenia, że inwazja na Irak może doprowadzić do destabilizacji całego regionu.

Zapytany, kto powinien stracić pracę z powodu polityki irackiej, gen. Zinni odpowiedział: zacząłbym od Rumsfelda. Potwierdził pogłoski o wyszukiwaniu przez biuro specjalnych planów w Pentagonie pod kierownictwem Douglasa Feitha, informacji  często fałszywych  podporządkowanych planom wojennym i ukrywaniu wiadomości przedstawiających obraz bliższy prawdzie. „… integralność, uczciwość i kompetencja w tym biznesie muszą przeważyć nad lojalnością”, powiedział Zinni. Generał zdawał się ubolewać nad tym, że jego koledzy w służbie czynnej nie mieli odwagi zaprotestować przeciw planom Pentagonu. (eg)

Categories: Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*