Helikoptery i drony na granicy

Tucson, Arizona (Reuters) – Pilot Rich Rouviere przez noktowizor bacznie obserwuje otoczenie, przyspieszając prowadzony przez siebie helikopter Black Hawk do miejsca, gdzie bezzałogowy aparat latający zwany też dronem, odkrył 11 intruzów z Meksyku.

Gdy w tumanach kurzu i gałęzi osadza helikopter na ziemi, wyskakują z niego dwaj agenci Straży Granicznej i całą grupę, oprócz dwóch uciekinierów, aresztują. Operacja, iluminowana światłem laserowym z bezzałogowego aparatu latającego trwa 17 minut.

Tak wygląda współpraca między szpiegowskimi dronami a szybkimi, wojskowymi helikopterami. W najbliższej przyszłości współpraca będzie szerzej stosowana, szczególnie na bezludnych obszarach pustynnych na południe od Tucson w Arizonie.

The Predator B Unmanned Aerial System czyli drony pełnią swe zadania w Arizonie od 2005 r., kontrolując tereny przygraniczne w poszukiwaniu przemytników ludzi i nielegalnych imigrantów przy wykorzystaniu podczepionych do kadłuba najnowocześniejszych kamer. Drony, poruszające się cicho i w ciemnościach kilka mil nad ziemią przesyłają sygnały załogom helikopterów Black Hawk, które dokonują aresztowań nielegalnych nawet na obszarach oddalonych o wiele mil od najbliższej drogi.

„Drony mówią nam: to jest to, czego szukamy. Przybywajcie i chwytajcie intruzów” – mówi Rouviere, który naprzemiennie pełni funkcję pilota helikoptera Black Hawk i kontrolera lotów dronów Predator w bazie wojskowej w południowej Arizonie.

Z usług dronów Predator, uzbrojonych w rakiety, CIA wielokrotnie korzystała w Afganistanie i Pakistanie, próbując dokonać zamachów na bojowników al-Kaidy. Agencja ds. Ceł i Ochrony Granic dopiero od trzech lat wykorzystuje nieuzbrojone drony Predator do wykrywania nielegalnych imigrantów.
Mniej natomiast wiadomo o tym, że w terenie przygranicznym latają helikoptery Black Hawk. Na codzień skutecznie służą amerykańskiej armii i nad granicą bez zarzutu pełnią swe zadania, gdy maszyny często są obrzucane kamieniami lub nawet ostrzeliwane przez granicznych przemytników.

„Po pierwsze, Black Hawk jest świetnie opancerzony, co w naszej pracy jest bardzo przydatne. Po drugie, ten helikopter jest niezwykle szybki” – wyjaśnia Rouviere, który – jak wielu w jego zespole – ma za sobą wojskową przeszłość.
Zaalarmowane przez drony o obecności intruzów helikoptery mogą poruszać się z szybkością do 180 mil/godz. Po przybyciu na miejsce błyskawicznie lądują, gdzie specjalnie wyszkoleni agenci określani mianem „siedzących z tyłu”, dokonują aresztowań.

Agenci są uzbrojeni w karabinki M-4 i wyposażeni w zestaw do udzielania pierwszej pomocy. Mają za sobą wyszkolenie policyjne, ale także w zakresie udzielania pierwszej pomocy medycznej. W razie wystąpienia trudności w znalezieniu miejsca do wylądowania, załoga helikoptera po prostu spuszcza liny i czeka na dalsze polecenia.

„W jednej chwili gotowi jesteśmy przejść z akcji ratowniczej do pościgu za nielegalnymi czy udzielenia pomocy agentowi ostrzeliwanemu przez przemytników” – mówi „siedzący z tyłu” Todd Sager, były żołnierz 82. Dywizji Spadochronowej Armii USA.

„Musimy być w stanie podejmować natychmiastowe decyzje” – dodaje Sager, który skakał ze spadochronem podczas inwazji na Panamę w 1989 r. i pełnił służbę w pierwszej wojnie nad Zatoką Perską.
Tylko w ubiegłym roku na granicy amerykańsko-meksykańskiej agenci graniczni aresztowali 1,1 mln nielegalnych imigrantów i skonfiskowali setki ton narkotyków.

Prowadząc operacje często bez żadnego wsparcia załogi helikopterów Black Hawk walczą z najbardziej niebezpiecznymi przemytnikami. Należą do nich „ludzie-muły” przenoszący na własnych barkach i pieszo po 50 funtów środków odurzających czy przemytnicy pokonujący przygraniczną pustynię konno.
W innych akcjach helikoptery są wysyłane do schwytania samochodów lub furgonetek jadących na dużej prędkości wśród kaktusów. Wtedy na linie spuszczany jest dwuosobowy „zespół kłujący”, którego zadaniem jest przekłucie opon uciekiniera.

„Nie jesteśmy zwykłymi policjantami, kryjącymi się w swoich radiowozach. Tu, w terenie są krzewy, za którymi może kryć się niebezpieczeństwo” – powiedział Sager. Dodał jednak, iż przez cały czas bezpośredni kontakt z załogi helikopterów utrzymują operatorzy dronów Predator umieszczeni w U.S. Army Intelligence Center and School w Fort Huachuca w Arizonie.
Przyczepione do bezzałoghowych na aparatów latających kamery o wysokiej rozdzielczości nagrywają akcje, często od przekroczenia granicy przez nielegalnych imigrantów do chwili ich aresztowania. W wielu wypadkach nagrania takie są niezwykle pomocne prokuratorom, by w sądzie do doprowadzić do skazania przemytników ludzi.

„Czasem przemytnik nie staje przed sądem, bo prokuratura mówi, że i tak nie ma szans na skazanie” – mówi Rouviere. „Gdy jednak ma w ręku takie nagranie, to wie, że przemytnik nie ma wyboru i musi się przyznać do winy. To prawdziwy strzał w dziesiątkę”.

W Arizonie obecnie wykorzystywane są dwa drony. Planuje się, że do końca 2008 r. ich liczba wzrośnie do ośmiu, a patrolowany obszar zostanie rozszerzony do Zatoki Meksykańskiej oraz na niektóre odcinki północnej granicy z Kanadą.

„My tu, w Arizonie, staniemy się wzorcem, jak helikoptery i drony będą w przyszłości wykorzystywane na Florydzie i w Dakocie Płn.” – stwierdził Martin Vaughan, dyrektor operacji powietrznych CBP.

Vaughan wprawdzie zdaje sobie sprawę, że otwarte wody Zatoki Meksykańskiej i gęste lasy wzdłuż granicy z Kanadą to dwa odmienne środowiska do prowadzenia powietrznych akcji niż w Arizonie, to jednak wierzy, że twarda, pustynna zaprawa przyniesie trudne do oszacowania korzyści.

„To jak rok w życiu psa. Jeden rok spędzony w okolicach Tucson, to jak siedem lat gdzie indziej” – mówi Vaughan tylko o tym odcinku granicy w Arizonie, gdzie w ubiegłym roku agenci aresztowali 392,313 osób. (ak)

Categories: Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*