Birthers robią coraz więcej hałasu

Kiedy ustawodawcy udadzą się na sierpniowe wakacje usłyszą opinie swoich wyborców na temat ekonomii, reformy lecznictwa i wydatków rządowych. Republikanów czeka więcej krępujących pytań ze strony tzw. birthers. O tym, że nie ma sposobu na uniknięcie spotkań z niewielką, lecz bardzo głośną grupą prawicowych aktywistów, którzy nie wierzą, że prezydent Barack Obama urodził się w USA, przekonał się kongresman z Delaware, Mike Castle.

Uczestniczka spotkania w Georgetown histerycznie domagała się wyjaśnień, dlaczego Castle i inni ustawodawcy „ignorują” pytania dotyczące świadectwa urodzin Obamy. Władze Hawajów już wielokrotnie przedstawiały dokumenty niezbicie potwierdzające fakt, że Obama przyszedł na świat w Honolulu 4 sierpnia 1961 roku.

Stwierdzenie kongr. Castle, że prez. Obama faktycznie jest obywatelem USA, przyjęto nieprzychylnymi okrzykami i gwizdami. Wkrótce nagranie z tego zebrania obiegło internet.

Birthers zapowiadają podobne akcje w nadchodzących tygodniach. Wrogie nastawienie do prezydenta umacnia i podżega urodzona w Rosji, Orly Taitz, obecnie mieszkanka Kalifornii, z zawodu prawnik/ dentystka/sprzedawca nieruchomości, która stała się nieoficjalnym liderem tego ruchu. „To bardzo poważna sprawa. Politycy powinni się tym zająć dawno temu”, powiedziała w rozmowie z Politico. Kilka minut później wpisała w swoim blogu: „Mam nadzieję, że każdy uczciwy Amerykanin stawi się na spotkaniach z ustawodawcami z kamerą i będzie żądał podjęcia w tej sprawie konkretnych kroków”.

Widząc jak potraktowano kongr. Castle, republikanin z Michigan, kongr. Pete Hoekstra, który nie wierzy w teorię birthers, ma zamiar udać się na wakacje, a co za tym idzie spotkania z wyborcami, lepiej przygotowany niż jego kolega. Opracowuje odpowiedzi na wszelkiego rodzaju pytania. Co jednak można powiedzieć? Każda odpowiedź niesie ze sobą ryzyko… Jeśli nie zaprzeczy teorii – z silnym podtekstem rasistowskim – zrujnuje swą reputację wśród większości Amerykanów, lecz narazi się na gwałtowne reakcje birthers.

Republikanin z Kalifornii, kongr. John Campbell, współautor propozycji ustawy zobowiązującej kandydatów na prezydenta do okazywania świadectwa urodzenia, stał się pośmiewiskiem, gdy w programie MSNBC „Hardball”, naciskany przez Chrisa Matthews, co myśli o teorii birthers, odpowiedział: „o ile się orientuję, Obama jest obywatelem USA”. Odpowiedź pozostawiła sugestię, że może zmienić zdanie.

Ustawodawcy, którzy nie mają wątpliwości, co do miejsca urodzenia Obamy, są zakrzykiwani przez aktywistów. W rezultacie częściowo ustępują i proszą o przedstawienie dokumentów świadczących, że prezydent nie urodził się na Hawajach. W takiej sytuacji znalazła się republikanka z Wyoming, Cynthia Lummis.

Birthers zawitali do waszyngtońskiego biura republikanina z Oklahomy, sen. Toma Coburna. Wręczyli szefowi personelu 9 stron „dokumentów” potwierdzających ich teorię. W blogu Taitz przedstawili to spotkanie jako sukces. Natomiast rzecznik Coburna, Don Tatro, zapewniał, że gościom okazano zwykłą grzeczność, choć przyznał, iż grzeczność można wziąć pomyłkowo za przyznanie racji.

Republikanin z Kolorado, kongr. Doug Lamborn, otrzymał pytania, co do miejsca urodzenia Obamy od 33 wyborców, w tym 10 w ostatnim tygodniu.
Kongr. Hoekstra na razie uniknął nieporozumień z wyborcami na tym tle. „Kiedy w stanie poziom bezrobocia wynosi 15.2%, większość ludzi ma co innego na myśli, co nie znaczy, że ta sprawa nie jest ważna”, powiedział.
Sen. Jeff Inhofe oświadczył: „Birthers mają prawo do wypowiedzi w tej kwestii. Nie będę ich zniechęcał. Osobiście mam zamiar pokonać Obamę za inne rzeczy, które moim zdaniem, szkodzą Ameryce”.

Inni politycy od dawna mają do czynienia ze zwolennikami teorii konspiracji, ludźmi, którzy wierzą, że Clintonowie zabili Vincea Fostera, a administracja Bu-sha pomogła w zorganizowaniu terrorystycznych ataków na USA.
„25% ludzi z mojego ok-ręgu jest przekonanych, że Pentagon i Rumsfeld są odpowiedzialni za zburzenie Twin Towers”, mówi demokrata reprezentujący konserwatywny okręg wyborczy z Minnesoty, kongr. Collin Peterson.
Fenomen birthers może okazać się większym wyzwaniem. Łączenie rasy z polityką, zaognianie nastrojów przez konserwatywnych publicystów radiowych i telewizyjnych, powtarzanie dzień po dniu teorii konspiracji ma potencjał mieszanki wybuchowej.

Republikański strateg Whit Ayers uważa, że w razie konfrontacji z birthers ustawodawcy powinni natychmiast skierować rozmowę na sprawy dużo ważniejsze, jak reforma lecznictwa. „Trzeba dawać do zrozumienia, że w kraju, gdzie polityka fiskalna prowadzi nas do bankructwa, gdzie toczymy spory o zmianę systemu medycznego i pro-wadzimy dwie wojny na raz, nie ma czasu na rozważania nad teorią konspiracji”, radzi Ayers.

Taką postawę przyjął przewodniczący Republikańskiej Konferencji, kongr. Mike Pence z Indiany. „Jestem przekonany, że prezydent pochodzi z Hawajów, lecz nie za bardzo wiem, skąd bierze pomysły w zakresie zmiany lecznictwa”.
Odpowiedzi tego rodzaju nie satysfakcjonują Orly Taitz. Kobieta uważa, że dopóki Obama nie zostanie usunięty z urzędu, zajmowanie się innymi problemami nie jest możliwe. Fakt, że kilku członków Kongresu przychyla się do jej pomysłów, zachęca ją do działania.

Taitz uważa, że kongr. Campbell, który reprezentuje jej okręg wyborczy, podpisał się pod ustawą sporządzoną pod naciskiem birthers, ze strachu przed ludźmi, którzy „żądają prawdy o Obamie”.

Rzecznik Campbella, Muffy Lewis, przeczy i zwraca uwagę, że świadectwo urodzenia Obamy nie jest dla kongresmana sprawą pierwszej wagi. Ustawa dotyczy tylko przyszłych kandydatów. Podpisał się pod nią, by uniknąć kontrowersji w przyszłości.

Taitz ostrzega, że ustawodawcy w całym kraju powinni być przygotowani do rezygnacji lub usunięcia z urzędu, jeśli „nie stać ich na obronę Konstytucji i naszego kraju”.

Orly Taitz odbyła już dziewięć podróży do różnych zakątków kraju, by szerzyć swoje teorie. Udała się też do Waszyngtonu, gdzie osobiście wręczała senatorom pakiety z informacjami o Obamie, świadczące, iż „absolutnie nie miał prawa ubiegać się o urząd prezydenta”. Aktywistka przyznaje, że zapoczątkowany przez nią ruch może zaszkodzić niektórym republikanom. Natomiast sama partia ma duże szanse na zyskanie większej popularności, jeśli podejmie odpowiednie kroki w kierunku usunięcia Obamy z urzędu.
(Politico – eg)

Categories: Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*