Arabowie nie pdozielają opinii Busha

Wyrażając przekonanie, że akcje Iranu są zagrożeniem bezpieczeństwa dla całego świata, prezydent Bush powiedział, że Stany Zjednoczone umacniają długotrwałą współpracę z zaprzyjaźnionymi krajami z Zatoki Perskiej i zachęcają przyjaciół z innych części świata, by wspólnie z nim skonfrontowali to zagrożenie, zanim będzie „za późno”.

W oparciu o reakcję na wystąpienie Busha trudno uwierzyć, że prezydent znajdzie wśród państw arabskich chętnych do wspólnych akcji przeciw Iranowi. Niewielu popiera jego wizję „wolnych i sprawiedliwych społeczeństw, z szerokim udziałem obywateli w życiu politycznym i dopuszczeniem do głosu umiarkowanych muzułmanów” w regionie, gdzie pieniądze i rodzina są kluczem do kierowania państwem.

Nawet analitycy polityczni, którzy podzielają wizję Busha o demokratyzowaniu państw islamskich, zwrócili uwagę na powierzchowność tych wypowiedzi.
„Iran jest naszym sąsiadem i to musimy brać pod uwagę. Stany Zjednoczone znajdują się tysiące mil od Iranu. To nasze bezpieczeństwo narodowe ucierpi, jeśli na życzenie Waszyngtonu liderzy zgodzą się na izolację Teheranu”, podkreślał ambasador Ibrahim Mohieldin, dyrektor departamentu ds. Ameryk w Lidze Arabskiej.

Chwaląc Zjednoczone Emiraty Arabskie za sprowadzenie „zagranicznych inwestycji i zbudowanie dobrze prosperującego państwa na pustyni”, pominął nie pasujący do przemówienia fakt, że większość inwestycji poczynił Iran i że państwo to jest najważniejszym dla ZEA partnerem handlowym. Nie wspomniał również o roli ZEA jako ważnego kanału irańskiego importu wbrew popieranym przez USA sankcjom ekonomicznym. Co więcej, liczna i świetnie prosperująca grupa irańskich imigrantów odgrywa centralną rolę w handlu i życiu społecznym Abu Dhabi i Dubaju.

Rozwodząc się nad demokratyzowaniem Bliskiego Wschodu Bush wyraził zadowolenie z „demokratycznych” wyborów w Iraku, Libanie, na terytorium palestyńskim i w innych państwach arabskich. Krytycy podkreślają, że nie wspomniał słowem, że Irakijczycy wybrali islamski rząd szyicki, z bliskimi powiązaniami z Iranem. Libańczycy ciągle nie mają prezydenta z powodu pogłębiającego się kryzysu politycznego, a Palestyńczycy wybrali Hamas, organizację okrzykniętą przez USA za grupę terrorystyczną.

„Mamy do czynienia z różnego typu sprzecznościami. Bush mówi o wolności, podczas gdy USA okupują Irak i Afganistan. Mówi o sprawiedliwości odmawiając Palestyńczykom prawa powrotu na rodzinne ziemie, o demokracji, gdy zwalcza grupy wyłonione większością głosów w wyborach … Czy ten facet sam siebie nie słyszy?”, dziwi się prof. Manar Shorbagy, specjalista polityki amerykańskiej na Uniwersytecie Amerykańskim w Kairze.

Profesor nauk politycznych z King Fahd University, Abdul Karim al Dekhayel, powiedział, że Bush stosuje podwójne standardy nawołując kraje arabskie do rozluźnienia kontaktów z Iranem i prowadząc jednocześnie rozmowy z Irańczykami na temat ograniczenia rozlewu krwi w Iraku. „Zamiast popychać kraje Zatoki do wywierania nacisków na Iran, Amerykanie powinni zachęcić ten kraj do kooperacji. Nie zawsze można machać kijem (sankcje ekonomiczne, zrywanie stosunków dyplomatycznych). Warto pomachać marchewką, zwiększyć inwestycje, rozbudować stosunki handlowe”, uważa al Dekhayel.

Podczas gdy arabscy komentatorzy polityczni zazwyczaj winią USA za bliskie stosunki z regionalnymi monarchami, umacniając ich władzę, to Bush za stagnację reform demokratycznych wini religijny ekstremizm, reprezentowany przez szyicką teokrację w Teheranie i sunnickich członków al-Kaidy.
(Na podst. McClatchy New-spapers – eg)

Categories: Polityka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*