Wspomnienie z łezką w oku

Batory_Header

Gustaw Jachym wybierając się za ocean, pewnie nie spodziewał się, że podczas podróży zawrze przyjaźnie, które będą trwały do dzisiaj. Nie miał też pojęcia, że jego rodzina w Chicago działa w Związku Narodowym Polskim, do którego sam dziś należy.

Miałem 21 lat, byłem kawalerem, pracowałem jako listonosz w Tarnowie, gdy z matką urodzoną w Stanach Zjednoczonych, Walerią Jachym (z d. Kocoł) i dwoma młodszymi braćmi, 13-letnim Stanisławem  i 11-letnim Antonim, postanowiliśmy wyjechać za ocean. W Chicago mieliśmy liczną rodzinę, m.in. babcię i dziadka, którzy chcieli, żebyśmy tam zamieszkali. Po załatwieniu wszystkich skomplikowanych formalności w Warszawie zabraliśmy się na Batorego. Wypłynęliśmy z Gdyni 16 marca 1962 r. po długim i wzruszającym pożegnaniu z odprowadzającą nas rodziną. Jeszcze dziś, gdy wspominam tamte chwile, mam łzy w oczach.

Pożegnanie z rodziną przed rejsem. Z prawej Gustaw Jachym. W środku grupy jego matka Waleria Jachym i brat Antoni oraz drugi z lewej − brat Stanisław fot. arch. rodzinne

Pożegnanie z rodziną przed rejsem. Z prawej Gustaw Jachym. W środku grupy jego matka Waleria Jachym i brat Antoni oraz drugi z lewej − brat Stanisław
fot. arch. rodzinne

Był to dzień pełen emocji i ogromnych przeżyć. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem tak ogromny statek, pięknie wyposażony, z elegancką restauracją. Kajutę mieliśmy na dolnym pokładzie. Matka prawie z niej nie wychodziła, gdy zmogła ją choroba morska. Ponieważ był to okres postu, nie tańczyłem podczas dancingów i na balu kapitańskim, a tylko przyglądałem się parom na parkiecie. Często z braćmi pilnowaliśmy małych dzieci, których matki chciały zjeść spokojnie posiłek lub spędzić wieczór w towarzystwie. Czas wypełnialiśmy grą w karty i krykieta.

Podczas rejsu poznałem kilka interesujących osób, z niektórymi przyjaźnię się jeszcze do dzisiaj. Zbliżyły nas do siebie wspólne przeżycia podczas rejsu − podziw dla Batorego, strach podczas sztormów, zatrważający przechył okrętu i niecierpliwe oczekiwanie na ląd oraz ogromna radość, gdy wreszcie ujrzeliśmy na horyzoncie ziemię.

3 kwietnia zawinęliśmy do portu w Montrealu i stamtąd pociągiem wyruszyliśmy do Chicago, gdzie ponownie przeżyłem wielką radość podczas powitania z babcią i dziadkiem − Katarzyną i Stanisławem Kocoł, rodzicami mojej matki i jej braćmi Henrykiem i Bolesławem wraz z rodzinami i kuzynami.

Okazało się, że mój dziadek bardzo zaangażowany był w działalność Związku Narodowego Polskiego. Należał do Grupy ZNP nr 2185, która do tej pory istnieje i jest aktywna. Dzięki dziadkowi sam stałem się członkiem tej grupy, a później zapisałem do ZNP wszystkie moje dzieci i wnuki.

Wysłuchała Alicja Otap

a.otap@zwiazkowy.com

Categories: Batory

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*