Rejs zakończony przemytem

Rejs zakończony przemytem

Batory_Header

Andrzej Kostrzewa przychylność barmana na Batorym traktował jako przejaw życzliwości załogi dla niedoświadczonego pasażera, tymczasem…

Był rok 1977. Wybrałem lipiec, żeby móc pokonać Atlantyk latem. Chciałem, żeby było ciepło i przyjemnie. Wprawdzie już wtedy latały do Ameryki samoloty, ale mi spodobały się takie 11-dniowe wakacje. Wiedziałem, że Batory zatrzymuje się w Rotterdamie i Londynie, gdzie są organizowane całodniowe wycieczki, także i te atrakcje mnie przyciągnęły. Było to moje pierwsze zetknięcie z tzw. Zachodem, więc chciałem je wykorzystać do samego końca. Miałem 26 lat. W Ameryce miałem mamę i byłem zdecydowany wyjechać. Wtedy w latach 70. każdy, kto tylko mógł, chciał sobie zagwarantować lepszą przyszłość. Moje starania o wyjazd za ocean zajęły kilka lat. Sprzedałem dużego fiata. Z tego połowę kosztował mnie paszport, za wydanie którego musiałem posmarować kilku osobom. Drugą połowę wydałem na podróż w jedną stronę z paszportem i pieczątką jednokrotnego przekroczenia granicy. Nie było powrotu… Tak mi się wtedy wydawało. Życie skorygowało wszystkie plany i wcale nie był to ostatni raz.

Była to zatem pierwsza podróż przez Wielką Wodę. Pierwsze wrażenia dotyczące naszego transatlantyka były, krótko mówiąc, mieszane. Oczywiście, na pierwszy rzut oka Stefan Batory wydawał się być kolosem i nim rzeczywiście był. Dla każdego Polaka z Polski statek był imponujący. Ja też do tego grona się zaliczam. Jednak z drugiej strony warunki podróży nie były najlepsze. Miałem wykupiony bilet w najtańszej 4-osobowej kabinie bez okna. Pewnie z tego powodu spędzałem w niej tak mało czasu, jak to tylko było możliwe. Odwiedzałem bary. Było ich kilka. Pamiętam, że za trunki polskie można było płacić złotówkami, a za trunki zagraniczne barmani domagali się dolarów. Ponieważ na podróż przeznaczyłem połowę pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży dużego fiata, funduszy na wszystkie rodzaje trunków mi nie brakowało. Zaprzyjaźniłem się szczególnie blisko z jednym barmanów, ale powodów tej bliskiej znajomości nie ujawnię. Na statku były też baseny, ale woda w nich wytrzymała jedynie do Rotterdamu, bo później zaczęło tak kołysać, że do końca rejsu baseny pozostały puste…

… dzięki barmanowi, który mnie sobie upodobał, miałem dużo darmowych drinków. To one wraz z dobrą radą barmana znacznie złagodziły u mnie skutki choroby morskiej

kostrzewa 1

Na podróż wybrałem lipiec, ale nie uratowało mnie to przed sztormem. W owym czasie bowiem Stefan Batory wybierał szlak położony daleko na północy. Był to trasa wprawdzie o jeden dzień krótsza, więc notowano duże oszczędności, ale częściej występowały na niej burze. Podczas sztormu pierwszy raz zobaczyłem papierowe torebki porozkładane za poręczami schodów. I znalazłem wyjaśnienie, po co są potrzebne wystające krawędzie wokół każdego stołu w restauracjach. Byłem chyba sam przy stoliku, bo inni chorowali na chorobę morską, i obserwowałem to, co widziałem na filmach komediowych – talerze przesuwające się na stole w każdą stronę wraz z każdym przechyłem statku. Wtedy też zmieniłem swoje wcześniejsze wyobrażenia o sztormie na środku oceanu. Sztormowe fale to góry wody, na których znajdował się statek i wtedy widać było horyzont hen daleko, by po chwili znaleźć się w wodnej dolinie, skąd nie było widać nic. Dziwnie się wtedy czułem.

Podobnie dziwnie wyglądał taniec na dyskotece, które odwiedzałem każdego wieczoru. Taniec to były wysiłki utrzymania się na kołyszącym się parkiecie. Tymczasem dzięki barmanowi, który mnie sobie upodobał, miałem dużo darmowych drinków. To one wraz z dobrą radą barmana znacznie złagodziły u mnie skutki choroby morskiej. Mężczyzna za barem polecił mi, by bez względu na wszystko pić drinki i jeść, jeść i pić, i tak wkoło Macieju. I tak zrobiłem. To był najlepszy sposób na przetrwanie sztormu. W ten sposób znalazłem się w gronie 10 proc. pasażerów, którzy pokazywali się na posiłkach. Tak więc – jak zalecał barman – należało jeść i pić alkohol. Marynarze tak robią i ta metoda okazała się skuteczna w moim przypadku. Powtórzyłem ją podczas następnego rejsu, gdy już z żoną płynąłem znów do Ameryki. Małżonka chorowała potwornie, a ja miałem tylko bardzo łagodne objawy choroby morskiej. Doświadczenie pomogło.

Częstujący mnie bezpłatnymi drinkami, wspomniany barman miał jeszcze inny cel. Już po dobiciu do brzegu w Montrealu poprosił mnie, bym wziął jego walizkę, a on wziął moją, bo wiedział, że moje bagaże jako emigranta nie będę sprawdzane. Miał rację. Przeszedłem bez kontroli. W owych latach – o czym nie wiedziałem − część personelu Batorego wwoziła całe walizki spirytusu do Ameryki Płn. z przeznaczeniem na handel. Miałem więc podróż alkoholową, która zakończyła się mimowolnym przemytem wielu butelek wyskokowych trunków na brzeg.

Wysłuchał Andrzej Kazimierczak

a.kazimierczak@zwiazkowy.com

Na zdjęciach: żona Andrzeja Kostrzewy – Maria, na pokładzie TS/S Stefana Batorego   fot.arch. rodzinne

 

Categories: Batory

Comments

  1. Odyseusz
    Odyseusz 3 May, 2015, 11:14

    Ciekawe,w latach 70-tych mieć 26 lat i dużego fiata trzeba było być kimś.albo konfidentem.tez tyle miałem lat wykształcenie WSM i nie było mnie ztać nawet na syrenke.ciekawa postać.tylko komuniści mieli takie układy.a póżniej już jak dostałem książeczke marynarską nie chciałem zostać w stanach,choć mnie mocno namawiano na lotnisku amerykańskim.po prostu rodzina i dziecko małe.a dziś wiem ,że zrobiłem dobrze i nie mieszkam w państwie policyjnym…jak to jest w przypadku usa.

    Reply this comment
  2. Tomaselli
    Tomaselli 24 May, 2015, 04:31

    ( Do Odyseusz) Widze , przemawia przez Ciebie zwykla , charakterystyczna dla Polakow zawisc. Z Twojego tekstu wynika, ze jestes czlowiekiem nie umiejacym podjac kluczowej zyciowej decyzji, a tych ktorych na to stac , pomawiasz o niezbyt czyste powiazania. Mam nadzieje, ze pozostajac w Polsce, w miedzyczasie jak wiem “wolnej” potrafiles sie czegos dorobic, skoro w PRL u nie bylo Cie na to stac. Co do panstwa policyjnego, to jednak bardzo bym sie spieral, czy aby w “wolnej” Polsce , nie istnieja wieksze ograniczenie swobod obywatelskich , anizeli gdzie indziej , nie mowiac o USA. Zycze powodzenia i mniej sarkazmu, wynikajacego moim zdaniem z zazdrosci, ze nie spelniles swoich zyciowych marzen.

    Reply this comment
  3. chris
    chris 14 July, 2015, 19:34

    Do “Odyseusz” widze po tresci tego co “wypociles” kim jestes a o wyksztalceniu twoim szkoda wspominac. Cos mi sie zdaje ze ty USA widziales jak “swina niebo” .

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*