Zmiany klimatyczne w Białym Domu

 

fot.Michael Reynolds/EPA

Prezydent Donald Trump posłał na zieloną trawkę całą komisję naukowców doradzających Białemu Domowi w kwestiach klimatycznych. Po wycofaniu się Stanów Zjednoczonych z zawartych w Paryżu globalnych porozumień w sprawie walki ze zmianami pogodowymi trudno się właściwie dziwić. Problem w tym, że nie jest to jedyne ciało doradcze, które znika wraz z początkiem nowej administracji. Prezydent najwyraźniej odcina się od zaplecza intelektualnego, które może wyrażać opinie odmienne od oficjalnych.

Wcześniej podobny los spotkał także m.in. ciała doradcze ekspertów od kultury oraz biznesmenów. Mimo odmiennych okoliczności skutek jest podobny – grupa osób doradzających administracji gwałtownie się skurczyła.

Będzie raport, ale jaki?

O wygaśnięciu mandatu Federal Advisory Committee for the Sustained National Climate Assessment poinformował tymczasowy szef Narodowej Agencji Oceanicznej i Atmosferycznej Benjamin Friedman. Przyczyn decyzji nie podano, ograniczono się jedynie do uprzejmych podziękowań za dotychczasową pracę. Tym samym ciało składające się z 15 ekspertów przestało formalnie funkcjonować z dniem 20 sierpnia.

Komisja miała opracować w przyszłym roku kolejny, czwarty już raport o stanie klimatu, który publikowany jest cyklicznie co cztery lata. Administracja zapowiedziała, że dokument i tak się ukaże, bo wymaga tego Kongres. Ale rozwiązanie komisji doradczej obudziło niepokój w gronie naukowców. Pojawiły się głosy o chęci zamiecenia pod dywan przez obecną administrację, w której dominują sceptyczne opinie w sprawie rzeczywistego wpływu człowieka na zmiany klimatyczne, niewygodnych faktów. Z kolei członkowie rozwiązanego Federal Advisory Committee for the Sustained National Climate Assessment uważają, że bez ich pomocy i ekspertyzy przyszłoroczny raport będzie bardziej przypominał informacyjne wysypisko śmieci, a nie dokument, który pomoże rządowi w podejmowaniu racjonalnych decyzji. „Nasza praca polegała na pomaganiu zarówno agencjom rządowym różnego szczebla, jak i sektorowi prywatnemu w zrozumieniu danych naukowych dotyczących zmian klimatycznych. Tylko taki raport, który byłby ‘przyjazny’ dla czytającego, mógłby okazać się użyteczny” – tłumaczy Riley Dunlap. Przewodniczący rozwiązanego ciała Richard Moss ostrzegł, że skutki decyzji prezydenta może odczuć cały naród, pozbawiony kluczowych informacji dotyczących procesów demograficznych, wykorzystania ziemi, klimatu, bioróżnorodności i innych czynników.

Kroplą, która przelała czarę, były wydarzenia w Charlottesville i wzrost napięcia na tle rasowym, ale świat biznesu zdążył już wcześniej zauważyć, że polityka administracji w takich kwestiach jak zmiany klimatyczne, imigracja, czy wojsko – jest co najmniej kontrowersyjna

Biznesmenom już dziękujemy

Czy żal urażonych naukowców, którym dość obcesowo podziękowano za dotychczasową pomoc? Być może. Ale nie tylko oni w kontrowersyjnych okolicznościach biorą rozwód z obecną administracją. Wcześniej grupa osób doradzających prezydentowi w sprawach biznesu zbiorowo podziękowała za zaszczyt zasiadania w prestiżowym panelu. Był to jednak jedynie ruch wyprzedzający, ponieważ w Białym Domu już leżała decyzja o rozwiązaniu tego gremium. Prezydent Donald Trump „podziękował” jego członkom, oczywiście za pośrednictwem Twittera. Zresztą spory, kto był pierwszy, już się zaczęły. Jamie Dimon, szef JPMorgan Chase, a zarazem przewodniczący prezydenckiego Strategy and Policy Forum, uważa, że inicjatywa leżała po stronie świata biznesu. Podobnie było w przypadku innego ciała doradczego – Manufacturing Forum. Powody były tyleż ideologiczne, co pragmatyczne. Kroplą, która przelała czarę, były wydarzenia w Charlottesville i wzrost napięcia na tle rasowym, ale świat biznesu zdążył już wcześniej zauważyć, że polityka administracji w takich kwestiach jak zmiany klimatyczne (wypowiedzenie porozumień paryskich), imigracja (wstrzymanie przyjmowania uchodźców), czy wojsko (zakaz służby dla transseksualistów) jest co najmniej kontrowersyjna. Szefowie takich firm jak General Electric Co., Intel Corp. czy Campbell Soup Co. zrozumieli, że może to odbić się także na wizerunku ich własnych spółek i przełożyć się na wyniki finansowe.

Nie mogli milczeć

Z kolei członkowie President’s Committee on the Arts and the Humanities, czyli komisji doradzającej prezydentowi w sprawach kultury i sztuki, postanowili sami odciąć się od Białego Domu. Powodu grupowej rezygnacji nietrudno się domyślić. Była to zbiorowa reakcja na działania (a raczej brak działania) prezydenta po demonstracji białych nacjonalistów w Charlottesville w Wirginii. „Nie możemy po prostu siedzieć i milczeć, tak jak to robią pańscy doradcy z zachodniego skrzydła, nie wypowiadając słów krytyki wobec pańskich działań i wypowiedzi” – napisali w zbiorowym liście do Trumpa. Większość członków 16-osobowego panelu została powołana jeszcze za czasów Baracka Obamy, więc ideologiczne różnice wydają się oczywiste, ale zbiorowa dymisja i tak jest ambarasująca dla obecnej administracji. W odróżnieniu od innych komisji doradczych Committee on the Arts and the Humanities utworzona w 1982 roku przez prezydenta Ronalda Reagana stanowi oficjalną część Białego Domu. Prezydent Donald Trump będzie więc musiał powołać nowych jej członków.

Nie ulega wątpliwości, że na zapleczu intelektualnym Białego Domu doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi. Oczywiście – przywilejem każdego prezydenta jest prawo wyboru własnych współpracowników. Zmiany w administracji przebiegają jednak w sposób tak burzliwy i chaotyczny, że budzi to obawy, czy Donald Trump będzie w stanie zastąpić odchodzących intelektualistów, biznesmenów i artystów ludźmi o szerokich horyzontach. Bez zdolności do krytycznego myślenia i wyrażania poglądów niezgodnych z aktualną linią polityczną Białemu Domowi grozi syndrom oblężonej twierdzy. Siłą każdego prezydenta są jego doradcy. Obecna administracja niestety o tym zapomina.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka

Comments

  1. zza kałuży
    zza kałuży 28 sierpnia, 2017, 00:29

    Chciałem napisać złośliwy komentarz o tych sprzedawcach reklam z polonijnego, mendialnego getta które świetnie pasowałyby do nowych doradczych komitetów obecnego Chama-in-chief.
    *
    Ale po co sobie strzępić język. W USA rządzi forsa i tal długo jak te indywidua przynoszą ja w zębach różnym Kotabom czy Spulom tak długo szafa gra i tylko przed ich audycjami „sprytni” Kotabowie i Spulowie palna sobie formułke po angielsku, że z treścią wylewanego w danej audycji szamba nie maja nic wspólnego.
    *
    Mają tylko z nia jak najbardziej wiele wspólnego przy bankowym okienku, gdy przeliczają zarobione w tym polonijnym, mendialnym szambie dolarki.

    Reply this comment
  2. kicia
    kicia 28 sierpnia, 2017, 09:34

    Prezydent objecal, ze wyczysci bagno…. dobrze wiec, ze to bagno samo sie czysci….

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*