Zginął słynny lew. Nagonka na myśliwego z USA

 Walter Palmer (z lewej) nad zabitym przez niego lwem Cecilem fot.Walter Palmer Twitter

Walter Palmer (z lewej) nad zabitym przez niego lwem Cecilem fot.Walter Palmer Twitter

Od kilku dni świat żyje doniesieniami o śmierci Cecila – ulubionego lwa Zimbabwe, który został zastrzelony przez amerykańskiego dentystę Waltera Palmera. Stomatolog za emocjonującą wyprawę do Afryki połączoną z możliwością upolowania zwierząt, które większość z nas zna tylko z ogrodów zoologicznych, zapłacił lokalnym przewodnikom ponad 50 tysięcy dolarów. Choć dla zwykłego zjadacza chleba to całkiem spora suma, wśród „sławnych i bogatych” nie brakuje takich, którzy gotowi są dobrze zapłacić za tę ekscytującą rozrywkę. Cena, jaką płaci teraz Palmer, jest jednak zdecydowanie wyższa, niż mógł się spodziewać.

Cecil miał 13 lat i był ulubieńcem zarówno turystów odwiedzających Park Narodowy Hwange w Zimbabwe, jak i lokalnych mieszkańców. Przyjaźnie nastawiony do ludzi lew budził sympatię i zarazem podziw, był symbolem Zimbabwe i walki tego kraju o ochronę naturalnego środowiska. Życie Cecila za pomocą obroży z systemem GPS wnikliwie obserwowali naukowcy z uniwersytetu w Oksfordzie. Urządzenie pozwoliło dokładnie określić, co działo się ze zwierzęciem w ostatnich godzinach jego życia.

Na początku lipca afrykańskim krajem wstrząsnęła wiadomość, że Cecil nie żyje. Lew wywabiony został z parku na teren prywatny przez lokalnych przewodników, towarzyszących Walterowi Palmerowi w czasie polowania. Kiedy drapieżnik znalazł się poza granicą parku narodowego, został postrzelony z łuku. Ranne zwierzę przez 40 godzin próbowało wymknąć się myśliwym. Bezskutecznie – Cecil został zastrzelony przez amerykańskiego dentystę, który za tę „przyjemność” zapłacił około 55 tysięcy dolarów. Lwu obcięto głowę i zabrano ją jako trofeum. Obdarte ze skóry ciało Cecila znaleziono około 60 km od parku.

Przed kilkoma dniami myśliwy został publicznie zidentyfikowany jako Walter Palmer, dentysta z Minnesoty. Stomatolog wystosował oficjalne oświadczenie, w którym zapewnia, że jest mu przykro z powodu śmierci Cecila i że nie miał pojęcia, że lew, na którego poluje, to symbol afrykańskiego kraju i ulubieniec milionów. „Polegałem na profesjonalizmie lokalnych przewodników, którzy mieli upewnić się, że polowanie było całkowicie legalne” – napisał w oświadczeniu dentysta. Wyprawa nie była jednak zgodna z prawem, a policja w Zimbabwe zatrzymała lokalnego myśliwego i właściciela farmy, na której zastrzelono Cecila. Obaj usłyszeli zarzut kłusownictwa, za co grozi im do 15 lat pozbawienia wolności. Nie wyklucza się, że zarzuty usłyszy także amerykański dentysta. Do tej pory – jak sam twierdzi – nikt z oficjalnych władz w tej sprawie się z nim jednak nie kontaktował.

Adrenalina dla bogatych

Zastrzelenie Cecila skierowało uwagę opinii publicznej na problem, który jest w istocie wierzchołkiem góry lodowej i o którymdyskutuje się nie od dziś. Wyprawy na polowania na dzikie zwierzęta do Afryki to dobrze prosperujący biznes i rozrywka dla nieprzytomnie bogatych i nieco znudzonych prozą salonowego życia bogaczy. W internecie bez problemu znaleźć można portale oferujące wyprawy na Czarny Kontynent, w detalach prezentujące, co i za ile można zabić. Od lat firmę oferującą tego typu usługi prowadzą synowie miliardera i kandydata do prezydenckiej nominacji GOP Donalda Trumpa, Eric i Donlad jr. O ich biznesie w mediach głośno zrobiło się w 2011 roku, kiedy z dumą pozowali do zdjęć z odstrzelonym właśnie lampartem. Firma braci Trumpów tego typu trofeów ma na koncie zdecydowanie więcej. Wśród nich jest m.in. słoń, któremu młodzi miliarderzy odcięli ogon, i z którym z uśmiechem pozowali do pamiątkowej fotografii. Sam Donald Trump nie tylko nie poluje, ale nie pochwala także egzotycznego hobby potomków.

Jak czytamy na witrynie firmy Hunting Legends, ceny polowań na sawannie zaczynają się już od 300 dolarów – tyle zapłacić trzeba za możliwość zastrzelenia jeżozwierza. Stawki zdecydowanie rosną, jeżeli chcemy wybrać się na bardziej ekscytujące polowanie na niebezpieczną i dziką zwierzynę. Za lwa – w zależności od rozmiaru – zapłacić trzeba od 15 tys. do 35 tys. dolarów. Słoń kosztować może nawet 60 tysięcy. Inna firma, African Sky Hunting, za dwutygodniową wyprawę do Zimbabwe na polowanie na słonia (jedno zwierzę wliczone w cenę) liczy sobie 31 tys. od myśliwego. Za samą przyjemność towarzyszenia i obserwowania polowania zapłacić trzeba niespełna 5500 dolarów.

Cennik dla zainteresowanych zabijaniem zwierząt w Afryce fot.Hunting Legends

Cennik dla zainteresowanych zabijaniem zwierząt w Afryce fot.Hunting Legends

Polowanie w sieci

W pakiecie z ekscytującym polowaniem i trofeum występuje pozycja, której daremnie szukać w oficjalnych cennikach. Jest nią fala nienawiści i publiczne napiętnowanie, jakie błyskawicznie pojawiają się pod zdjęciami myśliwych dumnie prezentujących swoją zdobycz. Przed dwoma laty gwiazda telewizyjnego show „Winchester Deadly Passion” – nota bene także z Minnesoty – Melissa Bachman trafiła na celownik internautów po tym, jak opublikowała w sieci swoje zdjęcie z martwym lwem odstrzelonym w Afryce Południowej. Stronę potępiającą Bachman na Facebooku polubiło ponad 350 tysięcy osób. Rok temu nastoletnia cheerleaderka z Teksasu Kendall Jones, która pochwaliła się odstrzeleniem białego nosorożca (na świecie żyje jeszcze tylko 20 tys. tych zwierząt), lwów, słoni i hipopotamów, doczekała się nawet petycji wzywającej do zabronienia jej polowań w Afryce Południowej. Podpisało się pod nią prawie 180 tys. osób.

Światowa nagonka

Informacje o śmierci Cecila wstrząsnęły Zimbabwe i aktywistami działającymi na rzecz ochrony zagrożonych gatunków, ale także milionami ludzi na całym świecie. Fakt, że ludzka próżność i pogoń za adrenaliną doprowadziły do śmierci tego majestatycznego i przyjaznego drapieżnika wywołał niespotykane do tej pory na taką skalę oburzenie, a wręcz agresję. W interencie pojawiły się wpisy wyzywające Waltera Palmera od barbarzyńców i zepsutych do szpiku kości bogaczy, po określenia nienadające się do publicznego przytoczenia.

Reputacja dentysty na wszelkich branżowych portalach została doszczętnie zniszczona, gabinet stomatologiczny zamknięty, a sam Walter Palmer zapadł się pod ziemię, w obawie, że ktoś zechce zrealizować śmiertelne groźby pod jego adresem. Dentysta nieprędko raczej wyjdzie z ukrycia. Chciałoby się powiedzieć: myśliwy sam stał się zwierzyną.

Magdalena Pantelis

Lew Cecil fot.Zimbabwe Parks and Wildlife Management Authority/EPA

Lew Cecil fot.Zimbabwe Parks and Wildlife Management Authority/EPA

 

 

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*