Z czym do muzułmanów

Protest społeczności muzłmańskiej w Nowym Jorku, 2013 rok fot.Justin Lane/EPA

Protest społeczności muzłmańskiej w Nowym Jorku, 2013 rok fot.Justin Lane/EPA

W USA mieszka 3,3 miliona muzułmanów. Czy należy się ich bać jako zorganizowanej grupy? Eksperci twierdzą zgodnie, że większym zagrożeniem od zorganizowanych grup tworzących większe siatki stały się “samotne wilki” – pojedynczy ludzie zindoktrynowani najczęściej za pośrednictwem Internetu przez ideologię Państwa Islamskiego. A tych trudno wyłuskać nawet przy totalnej inwigilacji całych społeczności.

W odróżnieniu od Europy, amerykańscy muzułmanie są lepiej wykształceni i zamożniejsi. Znacznie bardziej integrują się z amerykańskim, otwartym społeczeństwem, niż ci z nich, którzy trafiają do Europy. Trudniej więc uzasadnić tezę, że tutejsi wyznawcy islamu stoją w konflikcie z wartościami, którym hołdują Amerykanie. Trudno też izolować ich jako “obcych”.

Jednak w kontekście niedawnych wydarzeń w Brukseli, a wcześniej w San Bernandino, zrozumiała wydaje się reakcja wielu mieszkańców USA, w tym także kandydata na prezydenta senatora Teda Cruza, który wezwał agencje zajmujące się ściganiem przestępców w całym kraju do patrolowania i zabezpieczania dzielnic zamieszkałych przez muzułmanów “zanim dojdzie do radykalizacji”.

Przerwana prewencja

Zwolennicy poglądów senatora Cruza zwracają uwagę na braci Carnajewów, sprawców zamachu bombowego z 2013 roku – imigrantów z muzułmańskiej Czeczenii. Przypominają także głośno o tym, że Syed Farook, sprawca zamachu z San Bernardino z grudnia 2015 roku był synem imigrantów z Pakistanu, a jego żona Tashfeen Malik także urodziła się w Pakistanie, a wychowała w Arabii Saudyjskiej.

W Stanach Zjednoczonych już próbowano inwigilować wyznawców islamu. Bez widocznych skutków. Po ponad 10 latach obserwacji społeczności muzułmańskich na Wschodnim Wybrzeżu, głównie w stanach Nowy Jork i New Jersey, specjalna jednostka “wywiadowcza” NYPD nigdy nie wszczęła żadnego śledztwa. Chodzi tu o działającą w latach 2003-2014 formację Demographics Unit, której nazwę zmieniono później na Zone Assessment Unit. Zajmowała się ona infiltracją meczetów, grup studenckich, czy muzułmańskich biznesów. Uwaga służb skupiała się na dzielnicach uznanych za potencjalny inkubator dla przyszłych terrorystów.

 fot.Jeff Kowalsky/EPA

fot.Jeff Kowalsky/EPA

W Stanach Zjednoczonych już próbowano inwigilować wyznawców islamu. Bez widocznych skutków. Po ponad 10 latach obserwacji społeczności muzułmańskich na Wschodnim Wybrzeżu, głównie w stanach Nowy Jork i New Jersey, specjalna jednostka “wywiadowcza” NYPD nigdy nie wszczęła żadnego śledztwa

O tym, że góra urodziła mysz dowiedzieliśmy się z przesłuchań sądowych z 2012 roku, kiedy jeden z szefów policji przyznał, iż tajna jednostka NYPD nigdy nie rozpoczęła żadnego śledztwa przeciwko jakimkolwiek grupom terrorystycznym. A nowojorscy policjanci pracowali pod okiem agenta CIA. Istnienie tajnego programu ujawnili dziennikarze Associated Press, za co zresztą dostali nagrodę Pulitzera. Gdy sprawa ujrzała światło dzienne Centralna Agencja Wywiadowcza wycofała swojego pracownika. W samych społecznościach muzułmańskich operacja mogła budzić poważne wątpliwości. Agentów dosyć szybko identyfikowano a liderzy grup imigrantów z Pakistanu, Albanii, czy Egiptu instruowali, jak odmawiać współpracy. Program dał asumpt do trzech pozwów sądowych wytoczonych przez wyznawców islamu, z których jeden zarzucał rządowi łamanie konstytucji ze względu na profilowanie religijne. Skrytykowały go nie tylko organizacje broniące praw człowieka, ale także szefowie Federalnego Biura Śledczego (FBI), którzy twierdzili, że przynosi on więcej szkody niż pożytku dla bezpieczeństwa narodowego. Podważał bowiem elementarne zaufanie muzułmanów do służb rządowych. FBI nigdy zresztą nie skorzystało z danych zebranych przez Demographics Unit – uznano je za nielegalne.

Bez magicznych sposobów

To doświadczenie wskazuje wyraźnie, że w sprawie prób wykrywania potencjalnych ognisk terroryzmu nie ma łatwych i szybkich rozwiązań. Ale po zamachach w Paryżu, San Bernardino i Brukseli nie brakuje głosów, że sprawę można załatwić szybko i prosto – kontrolując i inwigilując, a często izolując całe społeczności. A może nawet jeszcze radykalniej – jak chce Donald Trump – blokując całkowicie imigrację z krajów muzułmańskich. Większość ekspertów uważa, że trzymanie “na oku” wszystkich muzułmanów może przynieść efekt wręcz odwrotny od zamierzonego.

3,3 miliona “obcych”?

“Wprowadzenie specjalnych patroli w dzielnicach muzułmańskich wywoła reakcje odwrotne do zamierzonych” – ostrzega Jonathan Greenblatt, dyrektor żydowskiej Ligi Przeciw Zniesławianiu.

Znalezienie stanu równowagi między działaniami prewencyjnymi, które pozwolą uniknąć kolejnych zamachów terrorystycznych a tradycyjnymi wartościami, jakie przyświecały ojcom założycielom amerykańskiej demokracji, nie jest rzeczą łatwą. Mierzymy się z tym wyzwaniem od czasu zamachów z 11 września 2001 roku. Ale mimo rozgłosu jaki towarzyszył wydarzeniom w Bostonie i San Bernardino to nie islamscy dżihadyści stanowią największe zagrożenie terrorystyczne w USA. Statystyki skompilowane przez New America Foundation pokazują, że ataki skrajnie prawicowych grup znacznie przewyższają liczebnością incydenty z udziałem muzułmanów. Tymczasem nikt nie wskazuje na te ugrupowania jako na zagrożenie dla całego społeczeństwa.

Szef nowojorskiej policji William Bratton (z prawej) fot.Justin Lane/EPA

Szef nowojorskiej policji William Bratton (z prawej) fot.Justin Lane/EPA

Cruz kontra Bratton

Senator Cruz skrytykował zamknięcie Demographics Unit przez demokratycznego burmistrza Nowego Jorku Billa de Blasio twierdząc, że “polityczna poprawność okazała się ważniejsza od ochrony bezpieczeństwa publicznego”. Z kolei komisarz nowojorskiej policji Bill Bratton ostro skrytykował propozycję sen. Cruza i przypomniał, że w dowodzonej przez niego formacji służy 900 wyznawców Proroka.

Sen. Cruz broni jednak swojego stanowiska. Oskarża prezydenta Baracka Obamę, Hillary Clinton i całą Partię Demokratyczną o uniemożliwianie walki z wojującym islamizmem. Broni nadal działalności Demographics Unit z lat 2003-2014, twierdząc, że zapobiegła ona powstawaniu kolejnych spisków.

Komisarz William Bratton także pozostaje niewzruszony. NYPD ma patrolować muzułmańskie zakątki miasta w takim samym stopniu co pozostałe dzielnice Nowego Jorku. „Nie będziemy wykorzystywać policji w charakterze władz okupacyjnych, aby zastraszyć wyznawców jakiejś religii, tylko po to, aby dopasować się do prowokacyjnych wypowiedzi polityków próbujących szerzyć strach” – ostro polemizuje Bratton. Brzmi pięknie. Tylko czy ta strategia pomoże powstrzymać terrorystów?

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Dearborn w stanie Michigan, gdzie zamieszkuje duża liczebnie społeczność muzułmańska fot.Jeff Kowalsky/EPA

Dearborn w stanie Michigan, gdzie zamieszkuje duża liczebnie społeczność muzułmańska fot.Jeff Kowalsky/EPA

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*