W pirackiej sieci

Co łączy areszt śledczy w Warszawie-Białołęce z serwerownią w budynku Chicago Board of Trade? To Artem Voulin, aresztowany w Polsce w lipcu 2016 r. właściciel pirackiego giganta internetowego. Ściganemu przez amerykański wymiar sprawiedliwości Ukraińcowi zarzuca się przestępstwa związane z naruszeniem praw autorskich. Najogólniej mówiąc, poszło o udostępnianie i ściąganie. Teraz Artem musi martwić się, czy federalny sąd w Chicago zdoła… ściągnąć go z Polski do USA.

Czy amerykański wymiar sprawiedliwości dosięgnie w Polsce Artema Vaulina?

 

Artem Vaulin fot.Marcin Obara/EPA

Amerykański sąd federalny w Chicago odrzucił wniosek o oddalenie sprawy kryminalnej przeciwko Artemowi Vaulinowi, zatrzymanemu rok temu w Polsce twórcy największego pirackiego serwisu internetowego KickassTorrents (KAT). Podczas gdy prawnicy Ukraińca od roku walczą, by zapobiec jego ekstradycji do USA, amerykański wymiar sprawiedliwości pozostaje nieugięty. W orzeczeniu z 4 sierpnia potwierdził, że 31-latek, umożliwiając wymianę plików między internautami na całym świecie, popełnił przestępstwo.

Sprawa jest dość trudna i wielowątkowa. Dotyczy bowiem ogólnoświatowej sieci, prawa internetowego, przemysłu rozrywkowego, piractwa i praw autorskich. Jest w niej wątek globalny, chicagowski, ukraiński i polski. Jest amerykański departament sprawiedliwości, polskie sądy, ekstradycja i wielkie nazwiska prawnicze.

Jak to działa?

Może pobierałeś z internetu najnowsze „Gwiezdne wojny”, gdy film był jeszcze w kinach? A może program komputerowy, który w sklepach kosztuje setki dolarów? Może twoje dziecko ściągnęło ci „skądś” twoje ulubione piosenki – za darmo. Jeżeli tak, są duże szanse, że używałeś strony z torrentami, a wersja, która trafiła na twój komputer, może być piracka.

Co to są torrenty? Dla niewtajemniczonych i w największym uproszczeniu – cud internetu umożliwia użytkownikom łączenie się ze sobą w sieć równorzędnych komputerów. Taka idea nazywa się „peer-to-peer”. Uruchamiając na swoim komputerze program do ściągania, jednocześnie udostępniasz innym zawartość swojego komputera, w tym fragmenty filmu, muzykę, czy gry, które sam akurat pobierasz. Coś otrzymujesz, ale też coś dajesz w zamian. To wszystko. Proste.

Choć pobieranie treści z internetu na własny użytek teoretycznie jest dozwolone, rozpowszechnianie jej wiąże się z łamaniem praw autorskich i ociera się o piractwo. A więc jeżeli korzystałeś z torrentów, możesz sam być piratem, bez względu na to, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie.

Jak to się ma do Artema?

Zdaniem amerykańskich prokuratorów 31-letni Ukrainiec Artem Vaulin, posługujący się internetowych przydomkiem „tirm”, był założycielem i głównym mózgiem serwisu pirackiego z torrentami KickassTorrents, zwanego również KAT. Serwis umożliwiał pobieranie pirackich plików z filmami, grami i muzyką. W chwili aresztowania jego założyciela KAT był 69. najczęściej odwiedzaną stroną w całym Internecie. Serwis wyceniany był na ponad 54 mln dol. Z pirackiej strony, dostępnej w 28 wersjach językowych, miesięcznie korzystało około 50 mln osób. Przychody z reklam szacowano na około 12-22 mln dol. rocznie. W 2016 r. w statystykach KAT wyprzedził nawet inny piracki serwis, słynny szwedzki Pirate Bay. Od pewnego czasu Artem działał pod przykrywką ukraińskiej firmy Cryptoneat.

Zdaniem amerykańskich prokuratorów przez lata serwis KAT umożliwiał użytkownikom na całym świecie nielegalną reprodukcję setek milionów kopii materiałów chronionych prawami autorskimi – od hollywoodzkich filmów, przez seriale telewizyjne do najnowszych gier wideo i hitów z list przebojów. To przestępstwo, za które grozi kara więzienia.

Nie zgadzają się z tym prawnicy Vaulina, w tym największy amerykański specjalista od technologii i prawa internetu. – Udostępnianie plików to nie przestępstwo – mówi reprezentujący Vaulina Ira Rothken, który prowadził m.in. sprawę firmy Megaupload i Kima Dotcoma – największą w amerykańskiej historii sprawę kryminalną dotyczącą spraw autorskich. O oddalenie pozwu adwokaci walczą od ponad roku – czyli od czasu zatrzymania Vaulina w Polsce.

Królestwo Tonga i Chicago

Od swojego powstania w 2008 r., na przestrzeni wielu lat, KAT był przedmiotem licznych prób zamknięcia oraz spraw sądowych związanych z prawami autorskimi. Lokalne strony KAT były blokowane przez sądy w Europie. Mimo podejmowanych kroków prawnych serwis stale oferował do ściągania chronione prawami autorskimi materiały, w tym hollywoodzkie filmy, które można było obejrzeć jeszcze w kinach.

W miarę jak strona rosła do multimilionowej firmy, jej właściciel, Artem Vaulin był w stanie przechytrzać władze, regularnie zmieniając nazwę domeny i przenosząc swoje serwery z kraju do kraju – gubiąc w ten sposób śledczych, zanim zostały postawione zarzuty. Według prokuratorów strona KAT korzystała z sieci serwerów komputerowych na całym świecie, w tym w Chicago, w Kostaryce oraz w Królestwie Tonga. Serwery często przenoszone były do krajów, które nie dbają o przestrzeganie praw autorskich. Ale Stany Zjednoczone nie są republiką bananową.

Amerykańscy śledczy na trop Vaulina wpadli na podstawie danych przekazanych przez firmę Apple. Okazało się, że do facebookowego profilu KAT logowano się z tego samego komputera, z którego Vaulin logował się do serwisu iTunes. W ramach śledztwa agenci z Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego przeszukali w styczniu 2016 r. serwery KAT mieszczące się w budynku chicagowskiej giełdy przy 141 W. Jackson Blvd. Trop zaprowadził ich do Artema.

Przerwane wakacje

Ponad rok temu, 20 lipca 2016 r., cierpliwość federalnych prokuratorów się skończyła. Federalny sąd w Chicago postawił Artemowi Vaulinowi zarzuty naruszenia praw autorskich i umożliwianie bezprawnego udostępniania materiałów o wartości ponad miliarda dolarów, chronionych prawem autorskim. Drugi zarzut dotyczył prania brudnych pieniędzy. Tego samego dnia Vaulin, udający się właśnie z rodziną na wakacje z Ukrainy do Islandii, na wniosek amerykańskich prokuratorów został aresztowany przez polskie władze podczas przesiadki w Polsce. Strona amerykańska wydała wniosek o jego ekstradycję.

O zatrzymaniu poinformował w oświadczeniu Departament Sprawiedliwości USA, który przy okazji podziękował polskiej Prokuratorze Krajowej i Straży Granicznej za pomoc. Ta ostatnia zatrzymała Ukraińca na Lotnisku Chopina w Warszawie.

Za zarzucane Vaulinowi naruszenie praw autorskich grozi mu 5 lat więzienia, a za „pranie brudnych pieniędzy” – 20 lat. Ówczesny prokurator federalny w Chicago Zachary Fardon powiedział w oświadczeniu wydanym zaraz po aresztowaniu, że naruszenie praw autorskich odciska ogromne piętno na artystach oraz przedsiębiorcach, których egzystencja zależy od ich kreatywności. Dodał, że choć cyberprzestępcy mogą uciekać, rozmieszczając swoje serwery w różnych krajach, prędzej czy później dosięgnie ich sprawiedliwość.

Nieobliczalne straty

Według prokuratorów KAT okradł amerykański przemysł rozrywkowy z zysków wycenianych na miliard dolarów. Przed aresztowaniem Vaulina, w marcu 2016 r. amerykańskie stowarzyszenie filmowe (Motion Picture Association of America, MPAA) wyliczyło, że przez pirackie ściąganie z internetu tylko sześciu filmów (w tym przeboju kinowego „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy”) straciło ponad 324 tys. dol. Właściciele praw autorskich zwracają również uwagę i są oburzeni faktem, że za pośrednictwem serwisu do pobrania w internecie były niektóre filmy jeszcze wyświetlane w kinach, np. „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” albo „Dzień Niepodległości: Odrodzenie”. Z usługi tej korzystali internauci z całego świata.

Z pirackiej strony, dostępnej w 28 wersjach językowych, miesięcznie korzystało około 50 mln osób. Przychody z reklam szacowano na około 12-22 mln dol. rocznie.

Po aresztowaniu Vaulina w lipcu 2016 r. sąd w Chicago nakazał zajęcie konta Ukraińca oraz domen KAT, w rezultacie czego strona przestała działać. Podobne decyzje podejmowały wcześniej sądy innych krajów, m.in. Wielkiej Brytanii, Irlandii, Włoch, Danii, Belgii i Malezji.

Przestępstwo czy nie?

Od chwili aresztowania Vaulina, jego obrońcy spierają się ze stroną amerykańską, czy czyny popełnione przez mężczyznę są karalne. Dodatkowo we wniosku o oddalenie sprawy kwestionują, czy ramię amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości może sięgać tak daleko w przypadku, gdy Vaulin jest cudzoziemcem, a swoją działalność prowadził z dala od Stanów Zjednoczonych.

Może – odpowiedział w decyzji z 4 sierpnia federalny sędzia John Z. Lee z Sądu Dystryktowego USA dla Północnego Illinois. Sędzia Lee podkreślił w orzeczeniu, że choć faktycznie Ustawa o Prawach Autorskich nie obejmuje naruszeń dokonanych za granicą, zarzuty oparte są na fakcie, iż Vaulin pomagał, umożliwiał i konspirował z użytkownikami sieci dokonanie kryminalnych aktów naruszenia praw autorskich w Stanach Zjednoczonych, a także że sieć serwerów komputerowych Vaulina obejmowała te w Chicago. Dlatego, zdaniem sędziego, rząd amerykański słusznie oskarżył Artema Vaulina.

Choć decyzja ta ucieszyła z pewnością przedstawicieli przemysłu rozrywkowego i właścicieli praw autorskich, oburzyła prawników Artema. – Uważamy, że sąd posunął się za daleko. W przeszłości Kongres odrzucił legislację uznającą „próbę naruszenia praw autorskich” za przestępstwo. Orzeczenie sądu zdaje się być w sprzeczności z zamierzeniem Kongresu – napisał nam w e-mailu reprezentujący Vaulina Ira P. Rothken. Prawnik nazwał orzeczenie „mrożącym krew w żyłach milionów internautów na całym świecie” i zapowiedział odwołanie się od decyzji w sądzie wyższej instancji.

Jednocześnie prawnicy kontynuują apelację decyzji polskiego sądu dotyczącą ekstradycji do Stanów Zjednoczonych, a proces ten może trwać latami.

I co dalej?

Skala piractwa internetowego jest ogromna, a walka z nim w dalszym ciągu przypomina walkę z wiatrakami, o czym może świadczyć fakt, że choć oryginalna strona Vaulina została zamknięta, wykreowana przez niego marka przetrwała. Kopie strony i serwisy naśladujące KAT pojawiły się krótko po zamknięciu serwisu i z powodzeniem funkcjonują do dziś. Aktywni pozostali również kluczowi pracownicy KAT i byli administratorzy, którzy stale pracują nad odbudowaniem społeczności KAT.

Tymczasem po dziesięciu miesiącach spędzonych w areszcie śledczym w Białołęce i po licznych petycjach prawników w maju br. polski sąd zgodził się wypuścić Artema Vaulina na wolność za kaucją. Petycje o jego zwolnienie prawnicy argumentowali stanem zdrowia – według nich 31-latek od lat ma poważne problemy z kręgosłupem. Po wpłaceniu kaucji w wysokości 108 tys. dol. mężczyznę zwolniono z aresztu. Na czas rozpatrywania procesu ekstradycji do USA nie może on opuścić Polski. Obecnie wraz z żoną i 5-letnim synkiem wynajmuje mieszkanie w Warszawie.

Czy amerykańskie ramię sprawiedliwości jest na tyle długie, że dosięgnie Artema Vaulina w Polsce? Trudno dziś przewidzieć. Jedno jednak jest pewne, kiedy zadowoleni właśnie za darmo ściągamy do swojego komputera najnowszy film, by go obejrzeć w domowym zaciszu, zamiast w kinie z sąsiadem zajadającym popcorn, jesteśmy równie blisko ramienia sprawiedliwości jak Artem Vaulin. Warto o tym pamiętać.

Joanna Marszałek

j.marszalek@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka, Internet, Prawo

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*