Urzędniczka przeciwko gejom. Między prawem a sumieniem

 

 Kim Davis fot.Carter County Detention Center/EPA

Kim Davis fot.Carter County Detention Center/EPA

Wyszła z więzienia po sześciodniowej odsiadce. W poniedziałek ma się pojawić w pracy. Sekretarz małego powiatu Rowan w Kentucky Kim Davis stała się dla jednych symbolem ciemnoty i zacofania, dla innych – walki o prawo do wyznawania własnych poglądów.

Urzędniczka, która odmówiła wydawania zezwoleń na udzielenie ślubów parom homoseksualnym, trafiła w ubiegłym tygodniu do aresztu za obrazę sądu. Powód: lekceważenie obowiązującego od czasu czerwcowego orzeczenia Sądu Najwyższego prawa do zawierania związków osób tej samej płci. Davis miała powiedzieć dwóm kandydatom do zawarcia małżeństwa Jamesowi Yatesowi i Willowi Smithowi jr., że na dokument wydany przez jej urząd będą musieli poczekać bardzo długo.

Bez „azylu sumienia”

W trakcie kilkudniowej odsiadki ten sam Sąd Najwyższy odmówił zajęcia się sprawą i przyznania Davis „azylu sumienia”. Rozprawie w Kentucky towarzyszyły z kolei wielkie emocje, włącznie z wyproszeniem z sali zwolenników urzędniczki.

Sędzia federalny niższej instancji David Bunning wypuścił w końcu Davis na wolność, ponieważ kierowany przez nią urząd zaczął wydawać zezwolenia na śluby gejom i lesbijkom. Sędzia Bunning ostrzegł, że jakakolwiek próba utrudnienia udzielania ślubów parom homoseksualnym zostanie uznana za naruszenie warunków zwolnienia z aresztu.

To z pewnością nie jest koniec historii. Davis wychodząc z aresztu, nie powiedziała, czy wywiąże się z tego zobowiązania. Należy do Kościoła Apostolskiego, będącego odłamem Kościoła zielonoświątkowców, bierze udział w nabożeństwach trzy razy w tygodniu i wierzy w swoją misję. Zajmuje się między innymi, jako wolontariuszka, resocjalizacją kobiet odsiadujących wyroki. Łatwo na pewno nie ustąpi.

Republikański kandydat na prezydenta Mike Huckabee (z lewej) zorganizował wielką fetę pod więzieniem, kiedy Kim Davis (w środku) opuszczała budynek po 6 dniach odsiadki fot.YouTube

Republikański kandydat na prezydenta Mike Huckabee (z lewej) zorganizował wielką fetę pod więzieniem, kiedy Kim Davis (w środku) opuszczała budynek po 6 dniach odsiadki fot.YouTube

Między orzeczeniami Sądu Najwyższego

Z prawnego punktu widzenia – i tak przedstawiają to mainstreamowe media – wszystko wydaje się proste. Do obowiązków Kim Davis należało wydawanie zezwoleń na zawarcie małżeństwa. Orzeczenie Sądu Najwyższego zmieniło sytuację i prawo uznaje obecnie związki małżeńskie między osobami tej samej płci. Davis odmówiła wydania takiego zezwolenia parze homoseksualnej, powołując się na swoje przekonania religijne. Jej zdaniem małżeństwo może być wyłącznie związkiem mężczyzny i kobiety. Jednak odmawiając wydawania zezwoleń, sama postawiła się ponad prawem i powinna ponieść tego konsekwencje.

Na zwolnioną z więzienia urzędniczkę czekały tysiące zwolenników. Nad tłumem powiewały transparenty „Kim Davis na prezydenta”, „Wolność religii”, czy „Jesteśmy z Jezusem”.

Sprawa zamknięta? Niekoniecznie. Federalny sędzia David Bunning oświadczył, że ludzie nie mogą sobie wybierać jakich przepisów zamierzają przestrzegać tylko dlatego, że nakazuje im to sumienie. Powołał się przy tym na orzeczenie Sądu Najwyższego z 1990 roku w sprawie Employment Division v. Smith, w którym dwóm amerykańskim Indianom odmówiono świadczeń pracowniczych, gdyż podczas obrzędów religijnych korzystali z narkotyków. Bezskutecznie powoływali się na pierwszą poprawkę gwarantującą wolność wyznania.

Ale są także inne precedensy. W sprawie Sherbert v. Verner z 1963 roku pracownica wygrała sprawę o świadczenia pracownicze, chociaż powołując się na to, że jest członkinią Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, konsekwentnie odmawiała pracy w soboty. Sąd Najwyższy uznał wówczas prymat pierwszej poprawki.

Kwestia interpretacji

Obie decyzje pozwalają więc na zupełnie przeciwne interpretacje zachowania pani Davis. Zgodnie z opinią sędziego Bunninga nie ma ona prawa do odmowy wykonywania swoich obowiązków. Ale jeśli przenieść interpretację sprawy Sherbert, to stan powinien zapewnić możliwość pracy bez dokonywania gwałtu na jej prawie do wolności religijnej. Sądy będą pewnie jeszcze długo i w sprzeczny sposób rozstrzygać, gdzie leżą granice wyznawania osobistych poglądów i wierzeń religijnych. Do tej pory wierzący byli jednak w odwrocie. Ze szkół publicznych wyeliminowano jakiekolwiek odniesienia do religii, powołując się na zasadę separacji Kościoła od państwa.

W przypadku Davis eksperci prawni przypomnieli, że z racji pełnionej funkcji jest przecież urzędnikiem publicznym, zobowiązanym do przestrzegania i egzekwowania obowiązującego prawa i jako taka stoi raczej na przegranej pozycji. Nawet Ken Paxton, konserwatywny prokurator generalny Teksasu (w tym stanie protestowano chyba najgłośniej przeciwko decyzji Sądu Najwyższego) przyznał, że znajdujący się w konflikcie sumienia urzędnicy mogą unikać podpisania zezwolenia na zawarcie ślubu własnym imieniem i nazwiskiem, ale mają obowiązek wypełniania swoich wymaganych prawem obowiązków.

Kim Davis czyta listy od zwolenników fot.YouTube

Kim Davis czyta listy od zwolenników fot.YouTube

Sprawa polityczna

Zagadnienie – gdzie leżą granice wolności wyznania stało się przede wszystkim przedmiotem politycznej dysputy. Ujawniła ona po raz kolejny ideologiczny podział przebiegający przez całe Stany Zjednoczone. O poziomie emocji może świadczyć moment wypuszczenia Davis na wolność. Na urzędniczkę czekały tysiące zwolenników. Nad tłumem powiewały transparenty „Kim Davis na prezydenta”, „Wolność religii”, czy „Jesteśmy z Jezusem”.

„Jesteście silni. Walczcie, nie poddawajcie się, bo Bóg jest między nami” – mówiła do zgromadzonych kobieta. I pomimo uwięzienia nie zrezygnowała z zajmowanego stanowiska. Razem z Davis publicznie pokazał się republikański kandydat na prezydenta Mike Huckabee wraz z senatorem Tedem Cruzem. To gwarantuje, że sprawa nie przycichnie.

Profesor Brian Bix, konstytucjonalista z University of Minnesota, zwraca nie bez racji uwagę, że każda poważniejsza kara nałożona na urzędniczkę zrobi z niej męczenniczkę za wiarę. Zwolennicy walki o wolność religijną, na czele z organizacją Liberty Counsel, będą najprawdopodobniej chcieli jeszcze przetestować amerykański system prawny, szukając luk prawnych i precedensów. Są i inni politycy, którzy chcą, aby Davis nie ustępowała ani na krok. W USA nie brakuje przecież przeciwników małżeństw osób tej samej płci, których obraz kobiety w średnim wieku prowadzonej do więzienia za swoje poglądy tylko zmobilizuje do dalszej walki. Kim Davis, której nieobce jest życie publiczne, bo przecież urząd sekretarza powiatu (county clerk) jest funkcją wybieralną, musi sobie zdawać sprawę z tego, o co toczy się gra. Z drugiej strony jest liberalna połowa Ameryki, popierająca prawa mniejszości seksualnych, wspierana gremialnie przez mainstreamowe media. Ten spór będzie się toczył w przestrzeni publicznej przez długie lata. Niezależnie od tego, czy pani Davis ustąpi, czy zdecyduje się zapłacić za swoje poglądy dłuższym pobytem w więzieniu.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*