Uczniowie żądają zmian w dostępie do broni palnej

Uczniowie żądają zmian w dostępie do broni palnej

Chcemy zmian w prawie do dostępu do broni palnej.
Chcemy zdrowego rozsądku.
Chcemy reformy.

Te słowa usłyszeli w tym tygodniu politycy wybrani do stanowej legislatury na Florydzie. Usłyszeli od tych, którzy często dopiero za kilka lat zostaną ich wyborcami – od uczniów.

Do informacji o masakrach w amerykańskich szkołach zdążyliśmy się już przyzwyczaić. W Europie strzelanie do uczniów nie mieści się po prostu w głowie, w USA zdarza się co kilka miesięcy. Tym razem przydarzyło się na Florydzie. I wygląda na to, że tym razem przelała się czara goryczy.

Pytania bez odpowiedzi

Strzały w Marjory Stoneman Douglas High School w Parkland wstrząsnęły młodymi ludźmi tak mocno, że zaczęli się domagać zmian. Dlaczego dostęp do broni mają osoby, które potrafią z zimną krwią otworzyć ogień do niewinnych ludzi? Niewinnych dzieci?
Trudno nie zadawać sobie takich pytań. Sama pamiętam wizytę w  Newtown w dzień po tym jak 20-letni Adam Lanza wszedł do szkoły podstawowej Sandy Hook i zaczął strzelać do dzieci i nauczycieli, zabijając w sumie 20 dzieci i sześcioro dorosłych. Wcześniej zabił własną matkę. Wzdłuż drogi prowadzącej do miejsca masakry setki ludzi składało kwiaty i pluszowe zabawki. Były łzy i zadawane głośno bezsilne pytanie: „Dlaczego?”.

Podróż na „rączkę do patelni”

Stolica Florydy Tallahassee leży nieco na uboczu stanu, czyli na położonej wzdłuż wybrzeża Zatoki Meksykańskiej “rączce od patelni”, o setki mil nie tylko od najsłynniejszych kurortów, ale także od szkoły, w której doszło do tragedii. To tam jednak przyjechały tysiące młodych ludzi, aby domagać się od polityków podjęcia konkretnych kroków mających zapobiec powtarzaniu się tragedii. Przesłanie jest tak jasne, jak bezkompromisowa jest młodość: dość przyjmowania pieniędzy od National Rifle Association. Dość pustych obietnic polityków.
Młodym ludziom, którzy w wielu przypadkach przyjechali prosto z pogrzebów ofiar masakry w Parkland, nie wystarczyło rozpoczęcie sesji stanowego Senatu od pokazania zdjęć ofiar kolejnej masowej strzelaniny. Domagali się konkretów. Reakcją była propozycja zakazu sprzedaży broni automatycznej dla osób, które nie ukończyły jeszcze 21 lat (obecnie w tym stanie to 18 lat). Niestety, nawet tak ograniczona propozycja nie ma większych szans w izbie niższej florydzkiej legislatury.

„Choć zabrzmi to cynicznie – niestety musimy się przyzwyczaić do masakr w szkołach i na uniwersyteckich kampusach

fot.Michael Reynolds/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Spór wpisany w konstytucję

Dyskusja na temat ograniczenia dostępu do broni ożywa po każdej poważniejszej strzelaninie w USA, w której ginie co najmniej kilka osób. Jeszcze głośniej jest po wielkich masakrach w szkołach, takich jak w Kolorado (Columbine w 1999 r., Sandy Hook w 2012 r.) czy ostatnio na Florydzie. Ameryka dzieli się wówczas, najczęściej zgodnie z linią politycznych opcji – republikanie wspierają swobodny dostęp do broni, demokraci – żądają zwiększenia mechanizmów kontrolnych.
Nie można zapominać, że prawo do noszenia broni należy do konstytucyjnych wolności przysługujących Amerykanom – wyraźnie mówi o tym Druga Poprawka do ustawy zasadniczej. Powołuje się na nią wpływowe lobby posiadaczy broni, reprezentowane przez Krajowe Stowarzyszenie Strzeleckie – National Rifle Association (NRA). ,,Broń nie strzela sama, to ludzie pociągają za spust” – argumentują od lat przedstawiciele NRA broniąc się przed argumentem, że powszechny dostęp do broni palnej przyczynia się do wzrostu przestępczości i wypadków spowodowanych przez dzieci, które przypadkowo znalazły w szufladzie rewolwer taty. Przypominają też o tym republikanie. Od samego zarania amerykańskiej rewolucji broń jest towarem powszechnie dostępnym – własną strzelbę czy pistolet może legalnie posiadać każdy przestrzegający prawa obywatel. Broń może mieć właściwie każdy, kto mieszka w USA legalnie.

Słuchać, czy usłyszeć?

Tym razem rozmiar protestów został jednak zauważony w Białym Domu. Prezydent Donald Trump wziął udział w dwóch spotkaniach, wysłuchując najpierw głosów rodzin ofiar florydzkiej masakry, a potem przedstawicieli organów ścigania. Trudno jednak przypuszczać, aby głos młodych ludzi domagających się ograniczenia konstytucyjnego dostępu do broni palnej został wysłuchany. Prezydent powrócił do pomysłu uzbrojenia niektórych nauczycieli. ,,Dobrze wyszkoleni nauczyciele lub trenerzy powinni od razu rozwiązać problem, zanim jeszcze pojawi się policja” – można było przeczytać na prezydenckim Twitterze. Trump nazwał też przywódców National Rifle Association ,,wielkimi amerykańskimi patriotami”. Nie tego z pewnością oczekiwały rodziny ofiar strzelaniny w Marjory Stoneman Douglas High School. Ale nie oznacza to, że całe młode pokolenie jest zwolennikami pozbawienia Amerykanów dostępu do broni. Z badania General Social Survey wynika, że wydawanie pozwoleń na broń popiera 68 proc. przedstawicieli pokolenia milenijnego i 71 proc. przedstawicieli Generacji X. Z kolei z przeprowadzonego przez Pew Research Center sondażu wynika, że wśród 18-29-latków poparcie dla zakazu sprzedaży broni automatycznej jest niższe niż w starszych grupach wiekowych. Co więcej, z badań wynika, że spadające wskaźniki przestępczości, zwłaszcza z użyciem przemocy, sprawiają, iż stosunek społeczeństwa do faktu posiadania broni staje coraz bardziej ambiwalentny. Broń to coś zastanego i jednocześnie oczywistego, tak jak lodówka, telewizor i samochód. Choć zabrzmi to cynicznie – niestety musimy się przyzwyczaić do masakr w szkołach i na uniwersyteckich kampusach. Na to, że wśród posiadaczy broni zawsze znajdą się szaleńcy gotowi strzelać do niewinnych dzieci, wskazują zwykłe prawa statystyki. A nam pozostaje tylko ulga, że zabójca tym razem nie pokazał się w szkole, w której uczą się nasze dzieci.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

fot.Michael Reynolds/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Ameryka, Na bieżąco

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*