Straszne latanie

fot.Kamil Krzaczyński/EPA

Jeśli macie kłopoty z pęcherzem, podróżujecie z małymi dziećmi, albo chcecie polecieć do Las Vegas z tortem urodzinowym, lepiej się zastanówcie przed wejściem na pokład samolotu. Chyba, że lubicie bliskie spotkania trzeciego stopnia z pracownikami linii lotniczych i z lotniskową policją.

Co się się dzieje w amerykańskich samolotach? – to pytanie od kilku tygodni głośno zadają media, a potwierdzeniem patologii jest wysyp nagrań wideo na portalach społecznościowych. Kwietniowy incydent, gdy z pokładu jednej z maszyn United Airlines wyciągnięto siłą lekarza, który odmówił opuszczenia miejsca z powodu konieczności ustąpienia miejsca pracownikowi linii lotniczych, okazał się wierzchołkiem góry lodowej. Skutki wizerunkowe i finansowe (David Dao zawarł już ugodę z United w sprawie wysokości odszkodowania) okazują się wysokie dla wszystkich przewoźników. Przez internet i przez media przechodzi wielka lawina amatorskich relacji wideo z innych incydentów.

Tort niezgody
Często nie ustępują one drastycznością scenom z feralnego lotu United. Pokazują bezduszność procedur i przedmiotowe traktowanie pasażerów. Tak było m.in. podczas lotu JetBlue nr 611 z nowojorskiego lotniska JFK do Las Vegas. Podróżujące z dziećmi małżeństwo, Cameron i Minta Burke, wsiadło na pokład z tortem, bo wyjazd był niespodzianką na 40. urodziny pani Burke. Powodem sporu z personelem pokładowym miało być umieszczenie tortu w luku nad siedzeniami. Małżeństwo twierdzi, że zgodnie z instrukcją umieściło ciasto pod fotelem, jednak to nie wystarczyło. Na pokład wezwano policję, a wszystkich pasażerów poproszono o opuszczenie pokładu. Według linii lotniczych rodzina Burke nie wróciła na pokład ponieważ jej “zachowanie wskazywało na ryzyko dalszej eskalacji podczas rejsu”. Wcześniej Cameron miał być rozdrażniony i sugerować, że jedna ze stewardess mogła pić alkohol. Na udostępnionym przez Burke’ów filmiku widać jednak tylko płaczące i zaniepokojone dzieci i w miarę spokojną rozmowę Camerona z policjantami. Linie JetBlue poinformowały, że zwróciły rodzinie całą sumę za bilety, a decyzję o wysadzeniu z samolotu podjął kapitan samolotu. Burke’owie polecieli do Las Vegas następnego dnia liniami United. Ojciec rodziny nie ukrywa jednak, że wytoczy JetBlue proces za pośrednictwem National Action Network, organizacji zajmującej się obroną praw człowieka.

Za potrzebą nie wtedy, kiedy trzeba
Podobne, absurdalne przykłady można mnożyć. W samolocie Delty wysadzono z pokładu jednego z pasażerów, bo w trakcie oczekiwania na start… skorzystał z toalety. 39-letni Kima Hamilton tłumaczył się, że został raz zawrócony przez stewardessę i wrócił na fotel, ale gdy samolot nadal nie startował, nie mógł już wstrzymywać swojej potrzeby fizjologicznej. W czasie, gdy to robił, samolot cały czas stał bez ruchu. To tłumaczenie jednak nie wystarczyło. Pilot poinformował wszystkich, że samolot zawraca do rękawa by wysadzić krnąbrnego pasażera, który złamał federalne przepisy o ruchu powietrznym. Linie Delta co prawda zwróciły Hamiltonowi za bilet, ale już nie za zapłacone podatki i inne opłaty. Co więcej pozostawiły go w Atlancie własnemu losowi i musiał na własną rękę szukać połączeń do Milwakuee. I to wszystko dlatego, że go przypiliło podczas kołowania.

Konfliktom i waśniom sprzyja zamknięta przestrzeń samolotów i towarzyszące lataniu mniej lub bardziej uświadomione napięcie


Więcej przykładów? Bardzo proszę. Para lecąca na swój ślub do Kostaryki została wyproszona z maszyny, ponieważ przesiadła się na wolne miejsca w innym rzędzie (jedno z ich miejsc było już zajęte przez śpiącego pasażera). Oficjalny powód: niezastosowanie się do poleceń załogi. Podobny los spotkał w maju rodzinę z południowej Kalifornii lecącą liniami Delta, gdy usiłowała zająć inne, puste miejsca. Przewoźnik ostatecznie przeprosił tych pasażerów, zwrócił za bilety i zaoferował “dodatkową rekompensatę”.

Między polityką a boom boxem
Ostatnie miesiące napiętej sytuacji politycznej obfitowały także w incydenty wynikające z głębokich podziałów dzielących dziś Amerykanów. Konfliktom i waśniom sprzyja zamknięta przestrzeń samolotów i towarzyszące lataniu mniej lub bardziej uświadomione napięcie. Z pokładów wypraszano więc zarówno entuzjastów Donalda Trumpa, jak i jego zagorzałych przeciwników, manifestujących głośno swoje poglądy. Pasażerowie potrafili grozić pracownikom linii lotniczych z jednego z krajów muzułmańskich, a inni – rzucać komentarze o podłożu rasistowskim. Ale kwietniowa bójka między dwoma pasażerami na pokładzie Southwest Airlines w samolocie lecącym z Dallas przez Burbank do Oakland nie miała już politycznych podtekstów. W zamkniętej przestrzeni komuś puściły nerwy i sprawa skończy się w sądzie.
Często trudno się pasażerom dziwić. Głośna – i to w sensie dosłownym – była na przykład ubiegłoroczna awantura na pokładzie Spirit Airlines, gdy dwie lekko wstawione kobiety słuchały głośno muzyki na wielkim boom boxie. Lot z Baltimore do Los Angeles trwa kilka godzin, nic więc dziwnego, że gdy prośby nie poskutkowały, pasażerowie mogli zarejestrować na wideo kilka damskich walk bokserskich między melomankami a ich najbliższymi sąsiadkami.

Czujny smartfon pasażera
Po ostatniej serii incydentów stało się jasne – w erze powszechności smartfonów wszystkie tego rodzaju incydenty mogą być zarejestrowane, umieszczone w mediach społecznościowych. Jeśli okażą się szczególnie drastyczne i szokujące rozprzestrzenią się w tempie epidemii. Tak było też w przypadku chaosu na lotnisku Fort Lauderdale-Hollywood International Airport, gdy tani przewoźnik Spirit Airlines odwołał kilkanaście połączeń. Mniej więcej w tym samym czasie American Airlines zawiesiły w wykonywaniu obowiązków stewarda, który wszedł w konflikt z pasażerem. Pracownik zachował się wcześniej co najmniej dziwnie, gdy próbował odebrać innej pasażerce wózek dziecięcy i niemal uderzył nim inne dziecko.
Na ten festiwal lotniczych incydentów hulających po portalach społecznościowych zapisów wideo musiał zareagować Kongres. Szefowie linii lotniczych musieli się ostro tłumaczyć z takich praktyk jak overbooking, nakładanie ukrytych opłat, czy stosowanie skomplikowanego systemu taryf. Jednak wątpliwe jest, czy przyniesie to efekt w postaci konkretnej ustawy. Co prawda w obu izbach Kongresu pojawiło się wiele inicjatyw broniących praw pasażerów, zgłoszonych przez polityków obu partii, ale na konkrety trzeba poczekać. Od “wielkiego smażenia” szefów największych linii lotniczych podczas dobrze sprzedających się w mediach przesłuchań w Kongresie, do konkretnej ustawy chroniącej nasze prawa, droga bardzo daleka. A latać trzeba, zwłaszcza po wielkiej Ameryce.
Codziennie linie lotnicze w USA odbywają tysiące rejsów komercyjnych. Statystycznie te, podczas których dochodzi do incydentów stanowią zaledwie ułamek procentu. Tym niemniej, zamiast obawiać się katastrofy lotniczej (komuż z nas nie towarzyszy choćby cień takiego lęku?) powinniśmy raczej się martwić o to, jak zostaniemy potraktowani przez przewoźnika lub naszych współpasażerów. Prawdopodobieństwo, że coś nam się stanie za ich przyczyną jest dużo większe niż szansa na udział w katastrofie lotniczej. (Odpukać! Koniecznie!).
Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*