Straszenie reformą

Straszenie reformą

Lato i wakacyjna przerwa w obradach Kongresu nie wydają się dobrą porą do robienia polityki, ale nie wszyscy są takiego zdania. Szczególnie jeżeli chodzi o ważną i kontrowersyjną sprawę jaką jest niewątpliwie reforma imigracyjna.

fot. Antonio R. Villaraitgosa/Flickr

fot. Antonio R. Villaraitgosa/Flickr

Senator Marco Rubio, potencjalny kandydat republikanów na prezydenta, ostrzegł ostatnio, że jeżeli Kongres nie uchwali wszechstronnej reformy imigracyjnej, zrobi to za niego rozporządzeniem wykonywczym prezydent Obama. Rubio, jeden z autorów projektu reformy, który po uchwaleniu go w Senacie, utknął na dobre w Izbie Reprezentantów, przypomniał, że przed rokiem Obama, na mocy swych uprawnień prawodawczych, przyznał legalny status wielu imigrantom, przywiezionym do USA nielegalnie, jako dzieci. Niewykluczone więc, że Obama zdobędzie się na podobny krok w odniesieniu do reformy i jednym machnięciem pióra, nie bacząc na Kongres, zalegalizuje pobyt 11 milionów nielegalnych imigrantów.

W opinii senatora Rubio taki obrót sprawy byłby niebezpieczny, gdyż prezydent mógłby samodzielnie przeforsować legalizację bez jednoczesnego wzmocnienia ochrony granic i wprowadzenia systemu weryfikacji E-Verify, zobowiązującego pracodawców do sprawdzania dokumentów ludzi przyjmowanych do pracy. “Nie możemy do tego dopuścić”- mówił alarmującym tonem Rubio. Ale gdy dziennikarze zapytali rzecznika Białego Domu Bobby’ego Whithorne’a, czy prezydent Obama może ulec “pokusie” i wydać rozporządzenie, o którym mówił senator Rubio, Whithorne zaprzeczył, mówiąc, iż jedynym rozwiązaniem jest uchwalenie przez Kongres wszechstronnej reformy imigracyjnej.

Tymczasem mija rok od ogłoszenia zainicjowanego przez prezydenta Obamę federalnego programu dla młodych nielegalnych imigrantów, na który powoływał się senator Rubio. Program nosi nazwę Deferred Action for Childhood Arrivals (DACA) i umożliwia legalne podejmowanie zatrudnienia oraz tymczasowy pobyt w USA bez obawy przed deportacją. Od wprowadzenia go w życie, 15 sierpnia 2012 roku, Urząd Imigracyjny (U.S. Citizenship and Immigration Services), który podania o objęcie programem rozważa, zaaprobował ich ponad 365 tysięcy. Każde z opłatą skarbową w wysokości 465 dolarów. To niewiele, jeżeli zważyć, że za tę sumę kupuje się de facto bilet na życie w Ameryce, choć jak na razie zaakceptowanie podania nie jest równoznaczne z przyznaniem zielonej karty, a program dotyczy tylko tych, którzy przybyli do USA nie później niż w wieku 16 lat. Największym problemem dla chętnych do skorzystania z programu DACA jest długie, wielomiesięczne oczekiwanie na rozpatrzenie podań.

Niektórzy z beneficjentów DACA czują się jego współtwórcami, jak Carlos Roa, który w 2010 roku wraz z czterema przyjaciółmi wziął udział w liczącym 1500 mil pieszym pochodzie do Waszyngtonu. Swój marsz nazwali „Trail of Dreams”. Celem tego „Marszu marzeń” było zwrócenie uwagi ustawodawców i wyborców amerykańskich na potrzebę reformy imigracyjnej. Od tamtego czasu Roa ukończył dwuletni college i został przyjęty do renomowanej uczelni – Illinois Institute of Technology. W lipcu otrzymał od Urzędu Imigracyjnego list z pozytywnie rozpatrzonym podaniem o objęcie programem dla młodych imigrantów – DACA.

Wojciech Minicz

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*