Rosyjska odezwa

Rosyjska odezwa

Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin raczył zwrócić się do narodu amerykańskiego na łamach dziennika „The New York Times”. W napisanym tam artykule przestrzega przed atakowaniem Syrii, co nikogo nie może dziwić, jako że Rosja za jego rządów trzyma sztamę z wieloma dyktatorami, w tym również Baszarem el-Asadem. Jednak gazetowa odezwa Putina budzi zdziwienie z kilku innych powodów.

Prezydent Władimir Putin fot. Alexey Nikolsky/PAP/EPA

Prezydent Władimir Putin fot. Alexey Nikolsky/PAP/EPA

Po pierwsze, pan prezydent skorzystał z wolnej prasy amerykańskiej, by wyrazić swoje przekonania, choć w jego własnym kraju media są „wolne” tylko wtedy, gdy nie krytykują za bardzo władzy. Poza tym wątpię, by przeciętni mieszkańcy USA przejmowali się zbytnio tym, co Putin ma im do powiedzenia. Nie słuchamy często naszych rodzimych polityków, to co tu mówić o zagranicznych.

Zawartość artykułu Putina też w kilku miejscach bulwersuje. Rosyjski przywódca wyraża na przykład pogląd, iż w Syrii tylko nieliczni walczą o demokrację, a reszta to zbieranina ekstremistów i najemników z całego świata. Pomija tym samym to, że syryjska wojna domowa zaczęła się od pokojowych, masowych demonstracji ludzi, którzy mieli po prostu dość dyktatu jednej, autokratycznej rodziny. To, że później w ogólnym chaosie zaczęły się pojawiać różne grupy podejrzanego autoramentu, jest zjawiskiem dość typowym i nie powinno nikogo upoważniać do lekceważenia aspiracji Syryjczyków.

Pod koniec swojego tekstu Putin krytykuje Baracka Obamę za to, że w swoim niedawnym wystąpieniu telewizyjnym wspomniał o tzw. amerykańskiej wyjątkowości (exceptionalism), nadającej krajowi specjalną rolą i zadania. Putin sądzi, że wszelkie poczucie takiej wyjątkowości jest niebezpieczne i z tym akurat się zgadzam. Równie niebezpieczne w historii Polski było zawsze mistyczne przekonanie o tym, że Polacy są w jakiś sposób „narodem wybranym”. Jednak zaraz potem argumentuje, iż nie ma narodów i ludzi lepszych czy gorszych, ponieważ „Bóg wszystkich stworzył równymi”.

Naprawdę? Jeśli tak, to dlaczego w oczach Putina nie są równi homoseksualiści oraz opozycjoniści. W sprawie tych pierwszych prezydent Rosji podpisał ostatnio niezwykle restrykcyjną ustawę, która wywołała konsternację na całym świecie i rzuciła cień na zbliżające się zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi. Jeśli natomiast chodzi o tych drugich, to należy założyć, iż w oczach Putina Bóg zaliczył ich do kategorii „podludzi”, nadających się wyłącznie do represjonowania i bicia pałkami w czasie demonstracji ulicznych.

Niektórzy amerykańscy komentatorzy przyjęli artykuł Putina bardzo przychylnie, uznając go za „ciekawy głos w dyskusji”, który pomoże w dalszych próbach rozwiązania konfliktu w Syrii. Być może. Jednak motywy działania rosyjskiego prezydenta są niejasne.

Być może stara się on przyjąć na siebie rolę wpływowego dyplomaty i zdecydowanego przywódcy. Problem w tym, że publiczny kapitał Putina jest na Zachodzie nikły, a jego kraj postrzegany jest od paru lat jako siła w pewnym sensie wsteczna i anachroniczna. Poza tym trudno jest traktować gospodarza Kremla jako orędownika światowego pokoju i demokracji, podczas gdy jego własny kraj prawdziwej demokracji w zasadzie nigdy jeszcze nie widział.

Andrzej Heyduk

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*