Powrót wojownika

 

fot.Michael Reynolds/EPA

Ten powrót na Kapitol przyjęto z wielkimi emocjami. Senator John McCain po operacji raka mózgu pojawił się w Waszyngtonie, aby oddać swój głos w debacie na temat przyszłości Obamacare. W izbie wyższej przywitano go owacją na stojąco. „Usłyszałem ostatnio tyle miłych słów na swój własny temat, że chyba musiano pomylić mnie z kimś innym” – żartował senator z Arizony.

Pojawienie się na mównicy w niecały tydzień po ciężkiej operacji mózgu można uznać za nie lada wyczyn nawet w przypadku młodego człowieka w pełni sił. A senator McCain liczy sobie ponad 80 lat. Gdy przemawiał, wszyscy mogli zobaczyć pooperacyjne blizny na lewej połowie jego twarzy. „Wiemy, że senator McCain to wojownik. Udowodnił to swoim niezwykłym życiem w służbie publicznej. Teraz udowadnia to po raz kolejny wracając szybko na obrady Senatu” – powiedział szef republikańskiej większości Mitch McConnell.

Trump odwołuje słowa z kampanii

Nawet prezydent Donald Trump, który krytykował w przeszłości McCaina, nie szczędził mu tym razem słów uznania i nazwał go amerykańskim bohaterem. Jeszcze podczas kampanii jako republikański kandydat Trump zaatakował powszechnie szanowanego senatora, który był jeńcem w Wietnamie twierdząc, że woli tych, którzy nie dali się złapać. Wywołało to konsternację zwłaszcza w środowisku weteranów wojennych, dla którego senator z Arizony był symbolem zaangażowania byłych żołnierzy w życiu publiczne Stanów Zjednoczonych.

McCain sześciokrotnie wygrywał wybory do Senatu USA, a w obecnej kadencji przewodniczy ważnej komisji sił zbrojnych. Wcześniej służył w Wietnamie, gdzie został wzięty do niewoli. Teraz musi się zmierzyć się z trudnym do leczenia glejakiem mózgu (glioblastoma), co oprócz interwencji chirurgicznej wiąże się z koniecznością zastosowania innych wyniszczających terapii, takich jak chemia, czy naświetlania.

Jego obecność na Kapitolu uznano przede wszystkim za przejaw politycznej odpowiedzialności. Republikanie mają zaledwie 52 głosy w 100-osobowym Senacie i głos przedstawiciela Arizony mógł okazać się kluczowy podczas debaty nad przyszłością reform dotyczących opieki zdrowotnej. McCain znów okazał się osobą nie poddającą się schematom politycznych podziałów. W swojej wypowiedzi wzywał partyjnych kolegów do szukania kompromisu z demokratami, którzy co prawda są w mniejszości, ale mają możliwość skutecznego zastosowania strategii obstrukcji parlamentarnej (ang. filibuster). „Zaufajmy sobie choć trochę; zbyt często upieramy się przy swoich stanowiskach, próbując je przeforsować zamiast skorzystać z pomocy drugiej strony” – mówił w Senacie, zanim opuścił budynek w towarzystwie żony Cindy McCain. Te zdanie może być kwintesencją postawy Johna McCaina od chwili, gdy zajął się działalnością publiczną: trzeba bronić pryncypiów, ale tam, gdzie nie jest to konieczne, warto poszukać kompromisu. I mimo owacji na przywitanie, jego przemówienie wywołało więcej głosów krytycznych niż aplauzu. Bo senator z Arizony zwykle nie boi się iść pod prąd.

Niedoszły prezydent

McCain dał się poznać wszystkim Amerykanom w 2008 roku. W ciągu zaledwie kilku tygodni z outsidera stał się faworytem do prezydenckiej nominacji w wyborach. Większość konserwatywnie nastawionych republikanów nie była do niego przekonana, jego zadaniem było więc przekonanie do siebie zarówno niezdecydowanego środka, ale także prawego skrzydła swojej partii. Konserwatywny elektorat podzielony był wówczas między Mike’em Huckabee a Mittem Romneyem, co senator z Arizony skrzętnie wykorzystał.

Z politycznego punktu widzenia McCain mógł jednak mówić o dużym pechu. Uzyskał nominację Partii Republikańskiej w momencie, w którym niemal każdy kandydat z tego ugrupowania byłby skazany na porażkę. W roku 2008 Ameryka pogrążona była w głębokim kryzysie spowodowanym pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości, za co powszechnie obciążano brak odpowiednich regulacji. Do tego republikanin George W. Bush kończył swoją drugą kadencję z najgorszymi notowaniami w historii USA. W tej sytuacji kandydatura demokratycznego senatora Baracka Obamy, idącego do wyborów pod hasłem zmiany (słynne „Change”) musiała być dużo bardziej atrakcyjna, zwłaszcza dla młodszego elektoratu.

fot.Zach Gibson/EPA

McCain sześciokrotnie wygrywał wybory do Senatu USA, a w obecnej kadencji przewodniczy ważnej komisji sił zbrojnych. Wcześniej służył w Wietnamie, gdzie został wzięty do niewoli. Teraz musi się zmierzyć się z trudnym do leczenia glejakiem mózgu

McCainowi nie pomogło też i to, że głosował w 2002 roku za inwazją na Irak i wspierał zwiększanie sił okupacyjnych. Podczas kampanii w 2008 roku sprzeciwiał się ustalaniu jakichkolwiek dat wycofania się z Iraku, choć sugerował, że do końca swojej kadencji liczbę żołnierzy będzie można zmniejszyć o połowę. Chciał również zwiększyć obecność wojsk amerykańskich w Afganistanie. Jak każdy republikanin opowiadał się za zmniejszeniem regulacji i wprowadzeniem kredytów podatkowych pozwalających na pokrycie kosztów ubezpieczenia medycznego. Chciał wprowadzić subsydia dla najniżej zarabiających, ale sprzeciwiał się wprowadzeniu powszechnego systemu opieki zdrowotnej. Chciał utrzymać cięcia podatkowe wprowadzone za obu kadencji Busha i wprowadzić kolejne ulgi, przede wszystkim dla więcej zarabiających oraz firm. Proponował zamrożenie wydatków budżetowych za wyjątkiem obrony narodowej. Ci, którzy pamiętają tamte czasy wiedzą, że za czasów pojawienia się kandydatury Baracka Obamy Ameryka podążyła w przeciwnym kierunku.

Imigracyjny ping-pong

Już wiele lat temu do McCaina przylgnął w izbie wyższej Kongresu trudno przetłumaczalny przydomek „maverick” (indywidualista, zuch, odważniak). Senator z Arizony robił bowiem wszystko, aby nie dać się zaszufladkować jako klasyczny republikanin. W głosowaniach często przekraczał linię partyjnych podziałów. Współsponsorował w Senacie dwupartyjne inicjatywy. Imigranci mogą mieć do McCaina żal za zasadniczą zmianę stanowiska w sprawie kompleksowej reformy systemy imigracyjnego. Tu senator zmienił zasadniczo swoje poglądy

W minionej dekadzie elektorat Arizony często sprzyjał demokratom (m.in. w latach 2003-2009 gubernatorem stanu była obecna szefowa Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Janet Napolitano), więc umiarkowanie było warunkiem sine qua non politycznego przetrwania. Flagową inicjatywą McCaina stała się wówczas reforma systemu imigracyjnego. Przygotowywany przez McCaina wspólnie z demokratycznym senatorem, nieżyjącym już Tedem Kennedy’ym, projekt reformy, przewidujący między innymi „ścieżkę do obywatelstwa” dla 12 milionów nielegalnych przeszedł co prawda przez Senat w 2007 roku, ale utknął na dobre w Izbie Reprezentantów. Dziś projekt ustawy Kennedy’ego-McCaina jest już tylko częścią historii amerykańskiej myśli legislacyjnej, a w kwestiach imigracyjnych John McCain jest raczej antyimigracyjnym „jastrzębiem”. Poparł swego czasu m.in. słynne „prawo Arizony” dające lokalnej policji pozwolenie do zatrzymywania każdego, kto mógłby być nielegalnym imigrantem. Później legislację tę zakwestionował Sąd Najwyższy.

John McCain fot.Shawn Thew/EPA

Ambasador wolności

Amerykanie, którzy nie śledzą historii reformy imigracyjnej pamiętają jednak o osiągnięciach McCaina w takich dziedzinach jak obronność, czy polityka zagraniczna. Senator zawsze opowiadał się za dużo większym zaangażowaniem USA w Syrii. Podróżował zresztą wielokrotnie na Bliski Wschód i w inne regiony kraju w roli nieoficjalnego ambasadora, czy specjalnego wysłannika administracji. Pojawiał się m.in. w Kijowie, gdzie wspierał procesy demokratyczne i protestował przeciwko rosyjskiej ingerencji. „Ukraina uczyni Europę lepszą, a Europa – Ukrainę. Wolny świat jest z wami. Ameryka jest z wami. Ja jestem z wami” – brzmiały słowa polityka wygłoszone do demonstrujących na Majdanie. Wielokrotnie był także gościem w Polsce, podkreślając jej rolę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wzywał też władze regulacyjne do dokładnego przyjrzenia się transakcjom przejmowania amerykańskich biznesów technologicznych przez Chińczyków, ostrzegając przed potencjalnymi skutkami dla bezpieczeństwa narodowego USA.

Amerykańskie życie polityczne potrzebuje takich postaci jak John McCain. Obracanie się w przestrzeni publicznej przyczynia się do selekcji negatywnej, dając pierwszeństwo postawom oportunistycznym i zgniłym kompromisom. Senator McCain może być jednak przykładem, że tak być nie musi. Dziś obiecuje, że wróci, jak tylko podleczy glejaka. Wiele osób „będzie żałować wszystkich miłych rzeczy, jakie ostatnio o mnie mówiły” – odgraża się żartem jeden z najbardziej bezkompromisowych amerykańskich polityków.

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*