Po bankructwie Detroit, co z Chicago?

Po ogłoszeniu w czwartek bankructwa przez Detroit, niegdyś symbolu amerykańskiej potęgi przemysłowej, chicagowianie zaniepokoili się możliwością upadłości swego miasta lub stanu. 

fot. Wikimedia/fot. Images of Money/Flickr

fot. Wikimedia/fot. Images of Money/Flickr

Mimo olbrzymich zadłużeń ani miastu, ani stanowi na razie nie grozi los Detroit. Stanowi, ponieważ obejmuje je zakaz takiej formy unikania spłat długów.

Natomiast Chicago, dzięki temu, że nie jest jak Detroit monoprzemysłowe, lecz ma wiele gałęzi przemysłu, radzi sobie względnie dobrze. Ponadto może liczyć na rządową pomoc.

Dla przykładu, w latach siedemdziesiątych Nowy Jork uniknął fiskalnego kryzysu dzięki dużej pożyczce federalnej.

Od 1981 roku wiele ośrodków municypalnych deklarowało bankructwo. Dokładnie – 42, w tym 10 w ostatnich czterech latach. Detroit poprzedziło San Bernardino z Kalifornii, które ogłosiło upadłość 11 lipca bieżącego roku.

W 2011 roku Mike Tirone z Wealth Wire ostrzegał, że siedem dużych amerykańskich miast jest na krawędzi bankructwa. Przepowiednie zaczynają się spełniać. Miejmy nadzieję, że nie we wszystkich przypadkach. Oprócz Detroit Tirone wymienił wówczas Nowy Jork, Chicago, Cincinnati, San Diego, San Francisco i Los Angeles. Upadek miast miał się rozpocząć w 2012 roku.

Identyczna sytuacja ma miejsce w Europie. Tak słynnym miastom, jak Florencja, Barcelona, Madryd i Wenecja również grozi bankructwo.

Gubernator New Jersey, Chris Christy zwięźle podsumował problem: „Na wszystko wydajemy za dużo. Wydajemy pieniądze, których nie mamy. Pożyczamy pieniądze, jak wariaci. Przekroczyliśmy limit na karcie kredytowej. Teraz musimy się zastanowić, jak wyleźć z dziury, którą wykopywaliśmy przez kilkadziesiąt lat”.

Detroit nie ma już czasu na zastanowienie. Swego czasu drugie najbogatsze miasto USA ogłosiło upadłość. To największe bankructwo w historii Stanów Zjednoczonych.

„To się musiało stać. To miasto jest większe od San Francisco, Miami i Bostonu razem wziętych. Kiedy te wszystkie firmy zaczęły upadać i przestaliśmy wytwarzać lodówki, telewizory i samochody, bo produkcja uciekła do Azji, to nastąpiły dekady powolnego upadku” – powiedział PAP ekonomista w „Ford Motor Company” – Waldek Raczkowski.

Wniosek o upadłość złożył w czwartek specjalny komisarz ds. zarządzania kryzysowego Kevyn Orr, powołany w marcu przez gubernatora stanu Michigan Ricka Snydera, by zrestrukturyzować sięgający 20 mld dolarów dług miasta. Orrowi nie udało się jednak osiągnąć porozumienia z wierzycielami. Ogłoszenie bankructwa, po formalnym zaaprobowaniu przez sąd federalny, oznaczać będzie, że to sąd zdecyduje ile długu zostanie miastu umorzonego i jak duże straty poniosą kredytodawcy.

Problemy Detroit narastały od dziesięcioleci. Wraz z upadkiem przemysłu, któremu towarzyszył spadek wartości nieruchomości miasto stopniowo traciło dochody. Coraz mniej podatków spływało też od bogatych mieszkańców, którzy z powodu rosnącej przestępczości przeprowadzili się na przedmieścia. Liczba mieszkańców miasta, która w latach 50. wynosiła 1,8 miliona spadła dziś do 700 tysięcy.

Koszty miasta nie malały równie drastycznie. Od 2008 roku Detroit wydaje rocznie około 100 mln dolarów więcej niż przynoszą dochody. W ramach oszczędności nie działa już 40 proc. oświetlenia ulicznego, a parki miejskie po prostu się zamyka. Czas oczekiwania na interwencję policji po wezwaniu wydłużył się w tym roku do 58 minut.

Elżbieta Glinka,

 Inga Czerny

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*