Patriotyzm w supermarkecie

 

fot.Michael Reynolds/EPA

Czy sprawdziłeś, skąd pochodzi ostatni towar, jaki kupiłeś w sklepie? Chiny? Indie? Meksyk? Prezydent Donald Trump ogłaszając „Made in America Week” chce, aby w USA promowano przede wszystkim amerykańskie produkty.

Wydarzenia związane z kampanią „Made in America Week” zostały przysłonięte awanturą w Kongresie wokół legislacji dotyczącej opieki zdrowotnej i skandalem związanym z rosyjskimi powiązaniami syna prezydenta – Donalda juniora. Nie zmienia to jednak faktu, że tym razem administracja zwróciła uwagę na problem budzący wśród Amerykanów wiele emocji.

Spełniona obietnica

„Made in America Week” ma na celu zwrócenie uwagi na problemy, jakie przeżywają Stany Zjednoczone w związku z procesem globalizacji. Zamykanie całych gałęzi przemysłu i odpływ miejsc pracy za granicę to proces trwający co najmniej od trzech dekad. To zresztą jedna z ważniejszych obietnic wyborczych prezydenta – ożywić i odbudować amerykański przemysł, m.in. poprzez rewizję zawartych przez USA traktatów handlowych. Hasło: „Kupuj amerykańskie, zatrudniaj Amerykanów” pozostało w pamięci wyborców, choć wielu z nich zdawało sobie sprawę, że w tej sprawie nie ma magicznych łatwych rozwiązań.

Doradcy Donalda Trumpa na pewno nie zapominają o tych obietnicach i stąd kolejny tematyczny tydzień poświęcili problemom amerykańskiego przemysłu. Zobaczyliśmy prezydenta pozującego w wozie strażackim, przymierzającego białego Stetsona i rozmawiającego o jakości produkowanych w USA poduszek. Trump zaprosił przedstawicieli spółek z 50 stanów, aby przedstawić produkty wytworzone w USA. „Pamiętacie stare czasy? Produkowaliśmy w USA, produkowaliśmy w Ameryce. Chcemy znów to zacząć robić. Chcemy opatrywać produkty tym znakiem, ponieważ oznaczać to będzie, że są to produkty najlepsze” – mówił prezydent.

Dlaczego tak późno?

Krytycy od razu zwrócili uwagę na niekonsekwencje polityki Trumpa, który wielokrotnie atakował amerykańskie firmy za produkowanie towarów za granicą. Tymczasem wiele produktów firmowanych przez samego Trumpa lub członków jego rodziny powstaje także poza Stanami Zjednoczonymi, głównie w Chinach, Indiach, Indonezji i Wietnamie. Trudno odmówić im racji, ale trzeba jednak w tym miejscu zwrócić uwagę, że żaden z poprzedników prezydenta Trumpa – przynajmniej w ostatnim półwieczu – nie kładł takiego nacisku na konieczność wspierania amerykańskiego przemysłu. Można zadać pytanie – dlaczego dopiero on i dlaczego tak późno? Przecież od wielkiej recesji, w której tysiące ludzi straciło pracę na długie lata, minęła już prawie dekada. To kryzys sprawił, że wielu amerykańskich konsumentów stało się bardziej wyczulonych na to, skąd pochodzi kupowany towar. Naklejki „I Buy American” można od lat zobaczyć na tysiącach zderzaków amerykańskich aut. Kilka lat temu znanemu domowi mody Ralph Lauren grożono nawet bojkotem, gdy wyszło na jaw, że ubrania dla amerykańskich olimpijczyków, którzy pojechali w 2012 roku do Londynu, uszyto w Chinach.

Według badania Boston Consulting Group ponad 80 proc. Amerykanów jest gotowych zapłacić więcej pieniędzy za towar wyprodukowany w ich kraju. Dla 93 proc. z nich główną motywacją jest ochrona rodzimego rynku pracy.

Z badań wynika, że głównym kryterium wyboru amerykańskich towarów jest przede wszystkim jakość i bezpieczeństwo produktu, zwłaszcza jeśli chodzi o żywność, lekarstwa i przedmioty codziennego użytku. Konsument przywiązuje jednak mniejszą wagę do tych wartości w przypadku elektroniki, sprzętu AGD, czy samochodów. Zresztą w przypadku produktu tak skomplikowanego jak auto trudno powiedzieć, gdzie tak naprawdę powstał. Czy ford wyprodukowany w Meksyku jest dziś bardziej amerykański od hyundaia zmontowanego w Alabamie?

Niełatwo o naklejkę

Wielkie i małe spółki nie od dziś używają hasła „Made in the USA” jako marketingowej dźwigni. Deklaracje promocji amerykańskich produktów składały w ostatnich latach największe sieci handlowe, takie jak Walmart i Target.

Słowa to jedno, praktyka to drugie. Amerykańskim producentom niełatwo jest uzyskać prawo do opatrzenia wytwarzanych produktów napisem „Made in USA”. To znak kontrolowany i chroniony przez Federalną Komisję Handlu (Federal Trade Commission – FTC). Standardy są bardzo rygorystyczne i pozwalają na umieszczanie napisu tylko na towarach wyprodukowanych wyłącznie lub niemal wyłącznie z amerykańskich surowców i przez Amerykanów. Oznacza to, że produkt nie może zawierać w sobie „zagranicznych” elementów, zarówno pod względem materiałowym, jak i nakładu pracy. Nieco większą elastyczność FTC dopuszcza w przypadku oświadczeń „Assembled in the USA” lub „Built in the USA”. Przepisy są jednak skomplikowane i różne standardy są stosowane w odniesieniu do poszczególnych grup towarów, np. samochodów lub tekstyliów.

(…) ponad 80 proc. Amerykanów jest gotowych zapłacić więcej pieniędzy za towar wyprodukowany w ich kraju. Dla 93 proc. z nich główną motywacją jest ochrona rodzimego rynku pracy

Także wiara w powrót do starej struktury zatrudnienia jest naiwnością – dodają ekonomiści. Powodem jest rosnąca automatyzacja amerykańskich fabryk, co oznacza, że nie potrzebują one tak wielu pracowników, jak to miało miejsce w przeszłości. Pewnych procesów nie da się już odwrócić. Z 50 marek promowanych przez Trumpa podczas „Made in America Week” zaledwie trzy są związane z przemysłem tekstylnym. Ostały się w USA tylko dzięki kontraktom z amerykańskimi siłami zbrojnymi, bo Departament Obrony zobowiązany jest w pierwszej kolejności do wyboru produktów uszytych w USA. Trudno jednak przypuszczać, że z Indii, Bangladeszu, Chin, Filipin, Wietnamu, Meksyku i innych krajów powrócą do USA zakłady produkujące odzież. Chyba że będą oferować takie produkty jak Stetson, który sprzedaje swoje kapelusze po 200 dolarów za sztukę.

Obejrzeć metkę

Co mogą zmienić takie kampanie jak „Made in America Week”? Czy kolejna grupa konsumentów zacznie zwracać uwagę, skąd pochodzi nabywany towar i powiąże ten fakt z wykonywaną przez siebie pracą? Jeśli tak, to działania administracji przyniosą pierwsze owoce. Dziś np. podczas zakupów internetowych trudno amerykańskiemu konsumentowi znaleźć informację, gdzie wyprodukowano wystawiany na sprzedaż towar. Ale członkowie organizacji pod nazwą Made in America Movement są przekonani, że warto o to dopytywać gdziekolwiek robimy zakupy. Wytwarzane w USA produkty zapewniają pracę ponad 17 milionom osób i wytwarzają 12 proc. PKB. Apelują więc na swoim portalu: „Kupując amerykańskie produkty, zapewniasz ciągłość pracy wielu ludziom, utrzymujesz rozwój gospodarki. Dodatkowo, kupując wytworzone w USA artykuły możesz mieć pewność, że otrzymasz produkt o amerykańskiej jakości, a nie tanie, zagraniczne podróbki. Bądź gotowy w każdej chwili pokazać metkę Made in America”. Możecie?

Jolanta Telega
j.telega@zwiazkowy.com

 

Categories: Ameryka

Comments

  1. Ezy
    Ezy 24 lipca, 2017, 14:04

    Problem w tym, że większość Amerykanów choć deklaruje chęć kupowania amerykańskich produktów i tak pobiegnie do Walmartu, bo na droższe ich zwyczajnie nie stać. Swoją drogą rodzina Trumpa powinna pokazać, że popiera hasła tatusia i wycofać produkcję z zagranicy. Sukienki i buciki Ivanki są tak drogie, że przeciętnie zarabiająca kobieta i tak ich nie kupi, a tej, która kupi i tak nie zależy na wydaniu kilkiudziesięciu dolarów więcej.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*