Obama: nie mam władzy, by wstrzymać deportacje

Obama: nie mam władzy, by wstrzymać deportacje

Prezydent Barack Obama odpowiedział młodemu człowiekowi z sali, który przerwał jego przemówienie w San Francisco w Kalifornii, że nie zamierza pomijać Kongresu, rozwiązując problemy kraju, w tym kwestię deportacji imigrantów. 

Prezydent Barack Obama. fot. EPA/PAP Michael Reynolds

Prezydent Barack Obama. fot. EPA/PAP Michael Reynolds

− Ma pan władzę umożliwiającą powstrzymanie deportacji − wołał jeden z uczestników wiecu stojący zaraz za podium, na którym przemawiał Obama. Mężczyzna stał wystarczająco blisko, by znaleźć się w zasięgu telewizyjnych kamer.

− Proszę posłużyć się prezydenckim dekretem – krzyczał, nie dając się zagłuszyć, młody chłopak. Aż stojąca wokół niego publiczność zaczęła skandować razem z nim, używając kampanijnego hasła Obamy: „Stop deportacjom. Możemy to zrobić”. („Stop deportation. Yes, we can”)

− Praktycznie rzec biorąc, nie mam takiej władzy − stwierdził Obama w odpowiedzi, nakazując jednocześnie ochronie, by krzyczącego ani innych protestujących nie usuwała z sali. − Niech tu zostaną. Szanuję żarliwość tych młodych ludzi, bo szczerze troszczą się o swoje rodziny.

− Ale jesteśmy krajem prawa, to część naszej tradycji – ciągnął prezydent. – Łatwo jest pokrzykiwać i twierdzić, że mogę coś zrobić, łamiąc prawo. Tyle, że proponuję trudniejszą drogę do osiągnięcia celu, który przyświeca i tobie – przez nasz demokratyczny proces − wyjaśniał prezydent młodemu mężczyźnie. – Jeśli poważnie podchodzisz do sprawy, to ja gotów jestem z tobą współpracować – zapewniał Barack Obama.

Przy okazji incydentu prezydent zwrócił się do republikanów, wzywając ich do przegłosowania przepisów imigracyjnych jeszcze przed końcem roku. – Jest Święto Dziękczynienia. Możemy podzielić indyka na wiele części – mówił prezydent, sugerując, że jest skłonny zaakceptować wiele mniejszych ustaw zamiast kompleksowej reformy imigracyjnej. – Nie będzie z tym problemu, ale trzeba zająć się wszystkimi częściami, wtedy damy wyraz naszym wartościom, o których od tak dawna mówimy.

Skłaniając się ku rozwiązaniu problemu nieudokumentowanych imigrantów „kawałek po kawałku” prezydent wydaje się popierać stanowisko republikanów, którzy od dłuższego czasu nawołują do wypracowania wspólnego stanowiska.

Niedawno marszałek Izby John Boehner ugodowo zapowiedział, że izbowy komitet rozważa zajęcie się sprawą rozwiązania problemu imigracyjnego. Marszałek nie podał jednak terminu rozpoczęcia republikańskiej debaty w tej sprawie.

− Marszałek Izby jest przekonany co do tego, że coś należy uczynić − powiedział Brendan Busk, rzecznik Boehnera po wysłuchaniu prezydenckiego przemówienia. − Jesteśmy zadowoleni z faktu, że prezydent jest gotów zaakceptować koncepcję „kawałek po kawałku”, za którą zdecydowanie opowiadają się republikańscy członkowie Izby.

Po kryzysowym początku dwudniowej wizyty prezydenta w Kalifornii – przemówieniu, które miało miejsce w Chinatown w San Francisco, Barack Obama udał się na południe do Beverly Hills, gdzie uczestniczył m.in. w spotkaniu w domu byłego koszykarza  Earvina „Magica” Johnsona. Posługując się przykładem zawodnika i sportową metaforą, prezydent krytykował polityków, że nie czują, czym jest gra zespołowa, „a tego potrzeba naszemu krajowi bardziej niż czegokolwiek innego”.

(ak)

Categories: Ameryka

Comments

  1. KICIUS
    KICIUS 30 listopada, 2013, 20:40

    Ot takie gadanie…..zero pragmatyki….zycie jedno a fakty drugie….zwiazane obietnice…I tyle w temacie…

    Reply this comment
  2. rychu
    rychu 1 grudnia, 2013, 01:19

    w tym roku jeden kawalek, pozniej co kilka lat przy okazji wyborow nastepne kawalki w zaleznosci od tego ktora partia i co chce ugrac, proponuje juz zapisywac male dzieci na obywatelstwo przed 70-tym rokiem zycia:)

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*