Nowy Jork 15 lat później

Wieże World Trade Center w dniu ataku, 9 września 2001 roku fot.Jason Szenes/EPA

Wieże World Trade Center w dniu ataku, 11 września 2001 roku fot.Jason Szenes/EPA

Po tym poranku świat nigdy nie był już taki sam. 15 lat temu cztery porwane przez terrorystów samoloty pasażerskie zostały użyte jako megabomby. Dwie maszyny uderzyły w bliźniacze wieże nowojorskiego World Trade Center. Jedna – w Pentagon pod Waszyngtonem. Ostatnia, po próbie bohaterskiego odbicia samolotu przez pasażerów, rozbiła się gdzieś na polach Pensylwanii.

Byłam tamtego 11 września w Nowym Jorku. Z tamtych chwil do dziś pamiętam dym nad obydwiema wieżami, a potem ten specyficzny swąd unoszący się tygodniami nad miastem, będący makabryczną mieszanką spalonych konstrukcji obu wieżowców, zmiażdżonego sprzętu komputerowego i biurowego oraz ludzkich szczątków. Trudno było się też przyzwyczaić, że miejsce w panoramie, gdzie przez lata stały bliźniacze wieże, zieje teraz pustką. Dwa wymierzone w niebo słupy światła zapalane wieczorami, które miały symbolizować zawalone budynki, były jedynie bolesnym wspomnieniem. Została też pamięć o heroicznym wysiłku przeszukiwania gruzów WTC i gasnąca nadzieja, że wydobędzie się z nich kogokolwiek żywego.

Życie po raz drugi

Śmierć nie dotknęła moich najbliższych ani znajomych, ale ludzi, których znałam z widzenia – już tak. W miasteczku na przedmieściach Nowego Jorku, w którym wówczas mieszkałam, w żałobie znalazły się dwie rodziny. Dotarły do nas także bezpośrednie relacje przyjaciół, którym udało się szczęśliwie ewakuować z okolic WTC na minuty przed zawaleniem się wieżowców. Do dziś uważają, że opatrzność darowała im drugie życie.

Zgliszcza po zawalonych wieżach WTC, 11 września 2001 roku fot.Cesar De Luca/EPA

Zgliszcza po zawalonych wieżach WTC, 11 września 2001 roku fot.Cesar De Luca/EPA

Pamiętam też nowy strach, który trzeba było jakoś oswoić i nauczyć się z nim żyć. Ale ataki z 11 września wyzwoliły także cały ocean ludzkiej życzliwości i wzajemnej solidarności. Pierwsze dni po 9/11 to czas odnajdowania bliższych i dalszych znajomych. Często takich, z którymi straciliśmy kontakt już wiele lat wcześniej. Bo przecież X, Y, czy Z pracował/pracowała gdzieś na Manhattanie, w pobliżu Wall Street. Nieważne, że było to dawno temu. Trzeba było się upewnić, czy żyje, pracuje, czy nie potrzebuje pomocy… W zamachach zginęło zaledwie kilku naszych rodaków, ale poprzez media polonijne poszukiwały się dziesiątki, a nawet setki ludzi!

W tyglu konfliktów

Stwierdzenie, że zamachy z 11 września zmieniły świat na zawsze, jest dziś truizmem. Wcześniej byliśmy świadkami pierwszego zamachu na WTC, na budynek federalny w Oklahoma City, czy podczas olimpiady w Atlancie, ale nigdy Stanów Zjednoczonych nie zaatakowano w sposób tak zorganizowany i na taką skalę. Co prawda na amerykańskiej ziemi nie doszło do drugiego tak poważnego ataku, ale muzułmański ekstremizm stał się plagą dzisiejszego świata. Al-Kaida, Hezbollah, czy tzw. Państwo Islamskie to nazwy znane nawet przedszkolakom. Wcześniej były wojny w Afganistanie i w Iraku, i żaden z tych konfliktów na dobre się nie zakończył. Dziś szaleństwo wojen religijnych wypędziło z domów miliony ludzi szukających bezpieczniejszego miejsca do życia. Wiedzą o tym świetnie Europejczycy, którzy – dzięki szerokiemu gestowi kanclerz Niemiec Angeli Merkel – muszą sobie poradzić z ogromnym problemem.

W rocznicę wydarzeń z 11 września do Parku Pamięci przychodzą rodziny tych, którzy zginęli w 2001 roku. W miejscu, gdzie stały wieże WTC znajdują się dwa baseny. Na płytach, które je otaczają wyryto imiona i nazwiska wszystkich ofiar  fot.Chris Pedota/EPA

W rocznicę wydarzeń z 11 września do Parku Pamięci przychodzą rodziny tych, którzy zginęli w 2001 roku. W miejscu, gdzie stały wieże WTC znajdują się dwa baseny. Na płytach, które je otaczają wyryto imiona i nazwiska wszystkich ofiar fot.Chris Pedota/EPA

Rachunek za bezpieczeństwo

Cena, jaką płacimy za coraz bardziej względne poczucie bezpieczeństwa, jest także wysoka. Trudno zapomnieć, jak latało się przed 2001 rokiem. Kontrola na bramkach bezpieczeństwa była często symboliczna, na pokład można było zabrać ze sobą praktycznie wszystko oprócz broni palnej. Na lotnisko przyjeżdżało się też dużo później niż obecnie, często na kilkadziesiąt minut przed odlotem samolotu. Nie trzeba było się obawiać, że pokonanie kolejki do bramek bezpieczeństwa może być liczone w godzinach, a nie minutach. Po 11 września dla wielu podróżnych latanie stało się prawdziwym koszmarem. Same Stany Zjednoczone traciły dochody, gdyż wielu potencjalnych turystów z Europy Zachodniej nie chciało poddać się upokarzającym ich zdaniem procedurom granicznym z pobieraniem odcisków palców włącznie.

Wie o tym też każdy, kto próbował wejść do jakiegoś publicznego budynku, do którego jeszcze kilkanaście lat temu można było wejść jak do przysłowiowej stodoły. Dziś zamawiając kawę w europejskich lub azjatyckich kurortach, oglądamy się niepewnie, czy gdzieś obok nie siedzi ktoś o ciemniejszej skórze z walizką, czy z podejrzanie grubą talią. To dziś nie tylko problem Paryża, Madrytu, Brukseli, czy Bali, Sztokholmu i Helsinek.

W tym kontekście Polska wciąż wydaje się bezpieczną przystanią. A Polacy też masowo zmienili swoje plany, porzucając w tym roku myśli o wakacjach w Turcji, Tunezji lub Egipcie, a nawet we Francji. Strach przed terroryzmem sprawił, że nasi rodacy masowo ruszyli w minione wakacje nad zimny Bałtyk i w zatłoczone do granic możliwości Tatry, gdzie trzeba było stać w kolejkach, aby dostać się na najpopularniejsze szlaki. Ale na molo w Sopocie, na Krupówkach, krakowskim Rynku, czy w kawiarni na Nowym Świecie wciąż można usiąść spokojnie, bez rozglądania się wokół siebie.

1 World Trade Center (Wieża Wolności)   fot.Andrew Gombert/EPA

1 World Trade Center (Wieża Wolności) fot.Andrew Gombert/EPA

Między świętością a komercją

Dziś południowy Manhattan stał się przede wszystkim atrakcją turystyczną, gdzie martyrologia miesza się z komercją, a sacrum z profanum. W ubiegłym roku w miejscu śmierci prawie 3 tysięcy ludzi pojawiło się 14,2 miliona odwiedzających. W tym roku ruch wzrósł o kolejne 14 procent. Zmienił się też charakter miejsca. Oprócz odbudowywanych wieżowców (do One World Observatory na szczycie nowego World Trade Center można dojechać windą w 46 sekund) na południowym skrawku wyspy przybyło 62 tys. mieszkańców. Powstało nowe centrum transportowe, a także restauracje, kawiarnie, ale i sklepy ze zdrową żywnością. W ciągu półtorej dekady zbudowano tu, lub buduje się nadal, 28 nowych hoteli. Obok, w kolejce do 9/11 Memorial Museum trzeba czekać cierpliwie, aby jeszcze raz przeżyć wydarzenia sprzed 15 lat i oddać hołd ofiarom zamachów. Ale za bilety – wbrew wcześniejszym zapowiedziom i obietnicom – trzeba zapłacić, co w wielu miejscach Europy byłoby trudne do pomyślenia. Oto dzisiejszy Nowy Jork, w którym życie toczy się nadal. Tylko już zupełnie inne niż to przed wtorkowym porankiem 11 września 2001 roku.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*