Miliony zielonych kart pod znakiem zapytania. Plan imigracyjny prezydenta Trumpa

Miliony zielonych kart pod znakiem zapytania. Plan imigracyjny prezydenta Trumpa

Gdy prezydent Donald Trump uroczyście ogłosił zamiar zreformowania systemu imigracyjnego, plany życiowe około czterech milionów osób oczekujących na zielone karty ze sponsorowania rodzinnego zostały zamrożone. Nikt z nich bowiem nie wie, jak długo będą czekać na przyznanie prawa do stałego pobytu w USA.

To właściwie kwintesencja ubiegłotygodniowej propozycji prezydenta – brak szczegółów i dużo okrągłych zdań. Wystarczyło to jednak aby zasiać niepokój. Wśród nielicznych informacji jakie otrzymaliśmy było podwyższenie puli zielonych kart przyznawanych na podstawie kwalifikacji zawodowych i wykształcenia z obecnych 12 proc. do 57 proc. W tej sytuacji udział wiz stałego pobytu przyznawanych na podstawie sponsorowania rodzinnego zostałby obniżony z 66 proc. do 33 proc.

Kategorie do odstrzału

Skąd niepokoje? Samych kategorii sponsorowania rodzinnego jest obecnie dziewięć. Pięć dotyczy członków rodzin obywateli USA (małżonkowie, dzieci stanu wolnego do lat 21, rodzice i dwie kategorie dzieci adoptowanych) i tu nie obowiązują limity liczbowe. Cztery pozostałe obejmują dalszych krewnych obywateli oraz członków rodzin posiadaczy zielonych kart i tu obowiązują roczne ograniczenia. W kanadyjskim systemie, na który Trump się powołuje nie ma puli wiz dla dorosłych dzieci obywateli tego kraju, ani dla ich rodzeństwa. Co więcej Kanada wpuszcza rocznie jedynie 10 tys. rodziców swoich obywateli i to po przedstawieniu finansowych gwarancji sponsorów. Na razie Biały Dom nie zająknął się ani słowem czy zostaną wprowadzone nowe limity i czy dojdzie do zlikwidowania którychkolwiek z kategorii.

Loterie jako moneta przetargowa

W tym szaleństwie może być jednak metoda, bo otwiera to pole do politycznych manewrów i szukania kompromisów. Przez ponad 20 lat nie udało się przeprowadzić przez Kongres żadnej poważniejszej ustawy reformującej system. Ostatni poważny projekt przepadł w 2007 roku, właśnie z powodu swojej kompleksowości i chęci rozwiązania wszystkich problemów za jednym zamachem.

Teraz może być nawet jeszcze trudniej. Każdy z ujawnionych przez Biały Dom szczegółów spotkałby się z krytyką – bądź z prawej bądź z lewej strony. Konserwatyści zaatakowaliliby każdy zapis tworzący choćby tylko jedyną małą i krętą ścieżynkę prowadzącą do legalizacji milionów nieudokumentowanych cudzoziemców przebywających w USA. Demokraci odrzuciliby wszystkie próby ograniczania imigracji rodzinnej. Wsparłyby ich w tym kościoły chrześcijańskie, nie wyłączając katolików, wypowiadające się konsekwentnie za łączeniem rodzin.

Donald Trump i jego zięć Jared Kushner, który przygotował obecny projekt dobrze zdają sobie z tego sprawę. Demokraci z pewnością domagać się będą zwiększenia puli wiz rodzinnych próbując przesunąć proporcje w stronę 50/50 a nie 66/33. Prawdopodobnie poświęcą przy tej okazji loterie wizowe, które wykorzystują około 5 proc. limitowanej puli zielonych kart. Wygląda na to, że program kontynuowany z niewielką przerwą od 1986 roku zostanie definitywnie zakończony. Kto jeszcze stanie się ofiarą? Jakie kategorie sponsorowana zostaną zamknięte lub ograniczone? To otwarte pole dla politycznych przetargów, choć Biały Dom wcześniej mówił, że chce utrzymać jedynie preferencje tylko dla małżonków i dzieci. Będą one niełatwe, bo Trump toczy z demokratami boje na wielu frontach, a spotkania obu stron trudno określić jako rzeczowe i spokojne. Obie strony naprawdę się nie lubią.

O czym rozmawiać

Plan zwiększenia proporcji ,,merytorycznej” imigracji w stosunku do imigracji rodzinnej ma jednak swoje racjonalne uzasadnienie, bo Stany Zjednoczone aby wygrać wyścig technologiczny muszą nadal prowadzić globalny drenaż mózgów. Z najnowszego raportu przygotowanego przez Envoy Global aż 80 proc. amerykańskich menedżerów odpowiedzialnych za zatrudnienie uważało poszukiwanie zagranicznych talentów za jedno z najważniejszych zadań w 2019 roku.

Trump oparł się też głosom najbardziej zajadłych grup antyimigranckich, domagających się znaczącego ograniczenia liczby przyjmowanych cudzoziemców. Prezydent walczy jednak o przyzwolenie Kongresu na budowę ogrodzenia wzdłuż granicy z Meksykiem, bo obecnie zdobywa fundusze na ten cel drogą decyzji administracyjnych. Chce modernizować przejścia graniczne i utrzymać legalną imigrację na obecnym poziomie.

Dla demokratów ważny będzie przede wszystkim los Dreamersów, którzy obecnie korzystają z programu DACA, dającym im możliwość legalnej pracy i nauki w USA. Ale program Kushnera nie przedstawia rozwiązań innych problemów – przeciążenia sądów imigracyjnych, reformy prawa dotyczącego uchodźców, zmian dotyczących wiz H1-B i EB-5, czy pomocy dla Ameryki Środkowej, która pomogłaby powstrzymać falę imigrantów szturmującą południową granicę. Oczywiście tych problemów nie da się rozwiązać jedną ustawą.

Zmęczenie i niepokój

Opinia publiczna jest coraz bardziej zmęczona latami bezowocnych sporów o losach 11 milionów nielegalnych imigrantów (z których większość mieszka w USA od co najmniej 10 lat), uchodźcach, czy murze granicznym. Może więc sie okazać, iż obie strony uznają, że warto porozmawiać o jakimś kompromisie. Wtedy inicjatywa Trumpa-Kuschnera nie będzie ,,martwa na starcie”, jak zwykło się mówić w Waszyngtonie o projektach obliczonych tylko na efekt propagandowy. Doszłoby wtedy do politycznych przetargów, w których demokraci mogliby w zamian za kolejne miliardy dolarów na budowę muru i modernizację przejść granicznych wywalczyć konkretne ustępstwa np. w sprawie wspomnianych wyżej Dreamersów, czy ocalenia niektórych kategorii sponsorowania rodzinnego.

Na razie pozostaje niepokój 4 milionów osób oczekujących w kolejkach na legalną imigrację do USA, którzy mogą zostać zmuszeni do ponownego złożenia podań zgodnie z nowym systemem opartym na przyznawaniu punktów. Niektórzy w ogóle zostaną pozbawieni takiej możliwości, bo według nowych przepisów stracą prawo ubiegania się o zielone karty. To jednak wszystko spekulacje, bo nikt jeszcze nie przedstawił twardego konkretu – projektu reformy przekutego na język ustawy. Na szczęście nawet taki dokument się pojawi, jego szanse na przejście pełnej legislacyjnej drogi przez Kongres wciąż nie są zbyt wysokie.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

fot.JIM LO SCALZO/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Ameryka, Imigracja

Comments

  1. Stefan
    Stefan 28 maja, 2019, 19:06

    Po co rozmawiac o czyms nad czym nigdy nie bedzie nawet glosowania To czerwone mieso dla glupkow z GOP przed wyborami

    Reply this comment
  2. Christopher
    Christopher 28 maja, 2019, 22:31

    W 2020 czyli za rok oile Trump przegra wybory i wygraja Demokraci wtedy bedzie dopiero „galimatjas i cyrk” oile jednak wygra przez kolejne 4 lata bedzie wszystko jeszcze bardziej zaostrzane glownie polityka emigracyjna , kontrole i naloty na „nielegalnych” sa juz „na porzadku dziennym” . Trump „wzoruje” sie na Kanadzie ? tylko ze w Kanadzie „nalotow imigration ” niema bo juz od bardzo dawna , bedac nielegalnie w tym kraju szanse na zatrudnienie jest niemozliwe chyba ze w „burdelach” zwanych ” massage studio” gdzie w Kanadzie jest legalne a uslugi seksualne sa tolerowane .

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*