Miękka wojna domowa

Miękka wojna domowa

Prawie jedna trzecia amerykańskich wyborców jest przekonana, że w ciągu najbliższych pięciu lat w Stanach Zjednoczonych wybuchnie wojna domowa – wynika z sondażu przeprowadzonego przez agencję Rasmussen. Są i tacy, którzy twierdzą, że już się rozpoczęła.

Druga wojna domowa w Stanach Zjednoczonych? W ciągu najbliższych pięciu lat? To nie pomysł na scenariusz filmu lub serialu z kategorii fikcji politycznej. Z opublikowanych 27 czerwca wyników sondażu agencji badania opinii publicznej Rasmussen wynika, że 31 proc. uprawnionych do głosowania Amerykanów twierdzi, że wojna domowa w USA wybuchnie w ciągu najbliższych pięciu lat. 11 proc. ankietowanych uważa, że wybuch takiego konfliktu jest bardzo wysoce prawdopodobny. Co prawda 59 proc. respondentów odpowiedziało, że wojny domowej nie będzie, ale tylko 29 proc. wyraziło opinię, że jej wybuch jest wysoce nieprawdopodobny. Badanie przeprowadziła konserwatywna agencja badania opinii publicznej Rasmussen w dniach 21-24 czerwca. Na pytania ankieterów odpowiedziało tysiąc osób posiadających prawo do głosowania.

Kto z kim?

Kto miałby walczyć z kim? Według respondentów, bratobójczy konflikt rozpętają zagorzali przeciwnicy obecnej administracji, czyli środowiska skrajnie liberalne, protestujące przeciwko polityce republikanów i prezydenturze Donalda Trumpa. Co znamienne, podobne przekonanie na temat wybuchu wojny domowej panowało w drugim roku prezydentury Baracka Obamy, z tą różnicą, że wtedy zbrojny opór prowadzący do wojny domowej mieli wywołać skrajni konserwatyści. Aż 59 proc. amerykańskich wyborców uważa, że wojnę rozpoczną zdeklarowani przeciwnicy prezydenta Trumpa, przy czym o wybuch konfliktu bardziej martwią się osoby identyfikujące się jako zwolennicy Partii Demokratycznej (37 proc. badanych) niż republikanie (32 proc.).
Wybuchu wojny domowej najbardziej obawiają się kobiety i osoby poniżej czterdziestego roku życia. Największymi pesymistami w tej kwestii są Afroamerykanie – aż 44 proc. z nich jest przekonanych, że w ciągu najbliższych pięciu lat dojdzie do wojny domowej. Dla porównania, opinię tę podziela tylko 28 proc. białych wyborców i 36 proc. ankietowanych identyfikujących się jako przedstawiciele mniejszości etnicznych.

Diagnoza radykała

Podobnego zdania, co jedna trzecia ankietowanych przez Rasmussena wyborców, jest ultrakonserwatywny republikański kongresman z Iowy, Steve King, który 24 czerwca zamieścił na Twitterze następujący wpis: „Ameryka zmierza w kierunku kolejnego Harpers Ferry. Następny będzie Ft. Sumter”. King skomentował w ten sposób protest przeciwników polityki imigracyjnej Donalda Trumpa i budzącej w ostatnim czasie wiele kontrowersji praktyki rozdzielania rodzin zatrzymanych na granicy nieudokumentowanych imigrantów. Kongresman, znany ze skrajnie prawicowych poglądów, porównał protest w Portland, zorganizowany przez ruch Occupy Ice, do miasteczka Harpers Ferry, w którym abolicjonista John Brown próbował w 1859 roku wywołać powstanie niewolników. Fort Sumter to natomiast miejsce bitwy, która 12 kwietnia 1861 r. rozpoczęła wojnę secesyjną.

Wojna już trwa

Podczas gdy jedna trzecia Amerykanów obawia się wybuchu kolejnej wojny domowej, zdaniem niektórych taki konflikt już się rozpoczął. Taki wniosek wysnuł na łamach USA Today Glenn Harlan Reynolds – profesor prawa z Tennessee, a wtóruje mu publicysta „Bloomberga”, Thomas Schaller, który stwierdza, że „Ameryka jest na początku wojny domowej”. Schaller przy słowie „wojna” umieszcza co prawda przymiotnik soft (miękki, łagodny), ale jednocześnie pisze: „Nie wiem, czy nasz kraj wyjdzie z tego konfliktu jako całość”.

Pogarda to początek końca

Psychologowie twierdzą, że żywienie pogardy w stosunku do drugiej osoby, na przykład do współmałżonka, jest jednym z najpoważniejszych symptomów rozpadu związku. Pogarda do politycznych i światopoglądowych przeciwników jest w Stanach Zjednoczonych chlebem powszednim, a media społecznościowe i fora dyskusyjne pełne są agresji. Liberałowie i konserwatyści nie przebierają w słowach. Z jednej strony padają określenia „faszyści”, z drugiej określenie „mięczak” (snowflake) to najłagodniejsze wśród mizoginistycznych, homofobicznych i rasistowskich obelg. Podczas gdy liberałowie, często głosem znanych aktorów i celebrytów, za pośrednictwem mainstreamowych mediów nawołują do „rewolucji”, ich przeciwnicy organizują obywatelskie milicje i ćwiczą w lasach partyzanckie taktyki. Do rozlewu krwi dochodzi, póki co, rzadko, ale wystarczy wspomnieć zeszłoroczne wydarzenia z Charlottesville. 12 sierpnia 2017 r. zwolennik ideologii białych nacjonalistów i ruchu Alt Right, 21-letni James Alex Fields Jr. wjechał samochodem w tłum protestujących liberałów, zabijając 32-letnią kobietę i raniąc 19 osób. 27 czerwca br. sprawca, który przebywa w areszcie z zarzutami morderstwa i usiłowania zabójstwa, usłyszał federalne zarzuty zbrodni kierowanej nienawiścią.

Uzbrojeni po zęby

Amerykanie są najbardziej uzbrojonym narodem świata. W 2013 r. liczba sztuk broni palnej w rękach Amerykanów oceniana była na 357 milionów, czyli o 40 milionów więcej niż liczba obywateli USA.
Mainstreamowi publicyści i politolodzy są zdania, że górę nad politycznymi podziałami weźmie „amerykańskość”, czyli oparty na wolności słowa spór, rozstrzygany przy urnach wyborczych, a nie za pomocą karabinów. Twierdzą także, że Ameryka wyciągnęła lekcję z bratobójczej wojny secesyjnej i Amerykanie nie posuną się do zorganizowanej przemocy. W sondażu przeprowadzonym przez agencję Rasmussena trzy lata temu, 150 lat po zakończeniu Wojny Secesyjnej, jedna trzecia Amerykanów nie potrafiła jednak odpowiedzieć, kiedy wybuchła amerykańska wojna domowa, a większość nie wiedziała, jakie były przyczyny jej wybuchu. Najnowsze sondaże pokazują, że USA są krajem coraz bardziej podzielonym. Tak twierdzi 55 proc. respondentów Rasmussena. To o pięć procent więcej niż w momencie obejmowania władzy przez Donalda Trumpa.
Pozostaje mieć nadzieję, że amerykańska domowa z „miękkiej” nie zamieni się w „twardą”.

Grzegorz Dziedzic
gdziedzic@zwiazkowy.com

fot.David Maung/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*