Koniec marzeń o reformie

 

Paul Ryan fot.Jim Lo Scalzo/EPA

Paul Ryan fot.Jim Lo Scalzo/EPA

Reformy imigracyjnej nie było, nie ma i nie będzie. Przynajmniej do 2017 roku. Wszelkie złudzenia, że sprawą mogliby się zająć republikanie w obecnej kadencji Kongresu rozwiał nowy przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan.

Kongresman z Wisconsin przejął obowiązki szefa izby niższej po odejściu z Kapitolu Johna Boehnera, który zrezygnował z wszystkich funkcji i wycofał się z życia politycznego. Nominacja nie była łatwym procesem, bo trzeba było przekonać do niej wszystkie frakcje Partii Republikańskiej zasiadające w Izbie Reprezentantów. Chodziło przecież o wybór trzeciej osoby w państwie. Jako przewodniczący izby niższej Kongresu Ryan będzie miał decydujący głos, jakimi ustawami będzie się zajmować na Kapitolu republikańska większość. A w przypadku śmierci lub niezdolności do piastowania urzędu przez prezydenta i wiceprezydenta, to on właśnie zamieszka w Białym Domu.

Rezygnacja ze współpracy z demokratami w sprawie reformy miała być podobno ceną, jaką zapłacił Ryan za poparcie, którego udzielili mu w głosowaniu nad wyborem przewodniczącego Izby Reprezentantów ultrakonserwatywni republikanie. Freedom Caucus, zrzeszający najbardziej konserwatywnie nastawionych kongresmanów w Izbie Reprezentantów, jest przeciwny jakimkolwiek zmianom, które dawałyby legalny status osobom przebywającym w USA bez papierów. Nawet po 2017 roku Ryan nie zgodzi się na wzięcie pod obrady reformy imigracyjnej, jeśli projektu nie poprze większość kongresmanów z Partii Republikańskiej.

To znamienne zobowiązania. Ryan uchodził bowiem za przedstawiciela umiarkowanej frakcji republikanów. W przeszłości wspierał nawet projekt reformy imigracyjnej, która pozwalała części nielegalnych imigrantów na staranie się o tymczasowe wizy pracownicze, a w konsekwencji – otwierała im ścieżkę do zielonej karty i obywatelstwa. Potem jednak znacznie usztywnił swoje stanowisko. Zaczął wypowiadać się przeciwko każdej formie „amnestii”. W 2006 roku poparł także Secure Fence Act zwiększający wydatki na wzmocnienie bezpieczeństwa południowej granicy USA. Głosował także przeciwko DREAM Act, czyli ustawie dającej warunkowe prawo do pozostania w USA dzieciom nielegalnych imigrantów, które przywieziono do Stanów bez ich własnej zgody.

Teraz Ryan powiedział głośno i wyraźnie, że Kongres nie zajmie się sprawą reformy systemu imigracyjnego. Przynajmniej do czasu aż prezydentem USA nie przestanie być Barack Obama. Kadencja obecnego lokatora Białego Domu kończy się 20 stycznia 2017 roku. „Prezydentowi w tej sprawie po prostu nie można ufać” – mówił Ryan w programie CBS „Face the Nation”. Powtarzał to zresztą w każdym z pięciu programów publicystycznych, w których się pojawił. W „Meet The Press” przypomniał z kolei, że to nie prezydent stanowi w USA prawo, tylko właśnie Kongres.

fot.Mike Theiler/EPA

fot.Mike Theiler/EPA

Po zakwestionowaniu DACA i DAPA w zawieszeniu żyje obecnie w USA koło 4–5 milionów ludzi. Nawet jeśli sąd przyzna rację Obamie, nie wiadomo, czy zdecydują się oni na ujawnienie się i wystąpienie o zezwolenia na pracę. Kolejny prezydent może bowiem cofnąć decyzje swojego poprzednika

Konserwatywne skrzydło republikanów oburza przede wszystkim cała seria administracyjnych decyzji podejmowanych przez prezydenta – przede wszystkim próba zawieszenia deportacji kilku milionów nielegalnych imigrantów posiadających urodzone w USA dzieci. Biały Dom twierdzi, że jest to reakcja na wieloletnią bezczynność Kongresu w sprawie zmian w systemie imigracyjnym. W 2013 roku Senat przegłosował co prawda kompleksową reformę imigracyjną, z poparciem polityków obu partii. Ale ówczesny przewodniczący Izby Reprezentantów John Boehner nie poddał go pod głosowanie, choć z arytmetycznego rachunku wynikało, że poparłaby go większość – głównie demokraci i grupa umiarkowanych republikanów.

Biały Dom postanowił zrobić wszystko co możliwe w ramach obowiązującego prawa. Najpierw w 2012 prezydent podjął decyzję o wcieleniu w życie DACA, czyli Deferred Action for Childhood Arrivals. Było to dość bolesne przypomnienie, że Kongres nie podjął decyzji nawet w sprawie tzw. dreamersów, czyli młodych ludzi, którzy zostali przywiezieni do USA jako małe dzieci bez ich własnej wiedzy i zgody. To najbardziej zintegrowana ze społeczeństwem grupa nielegalnych imigrantów – często nieznająca innej ojczyzny poza Stanami Zjednoczonymi. Projekt ustawy Dream Act, który kilkakrotnie w różnych wersjach pojawiał się w Kongresie, stwarzał tym osobom furtkę do legalizacji. Nigdy nie przeszedł pełnej legislacyjnej drogi, więc prezydent postanowił poprzez zawieszenie deportacji i przyznanie prawa do pracy dać im szansę na rozpoczęcie normalnego życia.

Kolejna executive action prezydenta – DAPA (Deferred Action for Parental Accountability) – dotyczyła rodziców dzieci urodzonych w USA lub dzieci posiadających w tym kraju prawo stałego pobytu. Chodziło na dodatek o osoby mieszkające w Stanach od dłuższego czasu i cieszące się niekaralnością. Rozporządzenia wykonawcze Obamy zasądziło jednak 26 stanów – wszystkie rządzone przez republikańskich gubernatorów. Jako miejsce złożenia pozwu wybrano sąd federalny w Teksasie, gdzie znalazł się sędzia, który podzielił opinię, że prezydent nadużył władzy wykonawczej i od lipca administracja oczekuje na decyzję sądu apelacyjnego piątego okręgu w Nowym Orleanie. Trzyosobowy panel przez ponad 100 dni nie był w stanie podjąć decyzji w tej sprawie. Biały Dom jest pewny, że wygra w Sądzie Najwyższym, ale najpierw muszą zostać wyczerpane procedury odwoławcze w niższych instancjach.

Po zakwestionowaniu DACA i DAPA w zawieszeniu żyje obecnie w USA koło 4–5 milionów ludzi. Nawet jeśli sąd przyzna rację Obamie, nie wiadomo, czy zdecydują się oni na ujawnienie się i wystąpienie o zezwolenia na pracę. Kolejny prezydent może bowiem cofnąć decyzje swojego poprzednika. I nadal będzie deportować na potęgę. Wielu krytyków Obamy zapomina bowiem, że obecny prezydent jest odpowiedzialny za rekordową liczbę usuwanych z USA cudzoziemców.

Deklaracja Ryana oznacza, że załatwienie palącego problemu społecznego znów odsunie się w czasie. Chodzi tu nie tylko o uregulowanie statusu prawnego 11 milionów ludzi żyjących w USA „bez papierów”, ale także fundamentalne zmiany w systemie przyjmowania cudzoziemców oraz wypełniania luk na rynku pracy. Na brak pracowników narzekają całe sektory – od farmerów, którym brak niewykwalifikowanych robotników rolnych, po sektor zaawansowanej technologii, który potrzebuje wysoko wykwalifikowanych profesjonalistów. Tymczasem republikanie są skłonni zająć się tylko jedną kwestią – dalszym uszczelnieniem granic.

W sierpniu aż 79 proc. Amerykanów ankietowanych przez Gallupa poparło „ścieżkę do obywatelstwa” dla nieudokumentowanych cudzoziemców. W przeprowadzonym z kolei badaniu NBC za podobnym rozwiązaniem opowiedziała się także większość wyborców republikańskich.

O reformie imigracyjnej słyszymy co najmniej od kilkunastu lat. Wiele wskazuje na to, że jeszcze długo będzie ona tematem politycznych dyskusji, które nie przyniosą jednak żadnych konkretnych rozwiązań. Na dłuższą metę decyzja Ryana może okazać się politycznym strzałem w stopę. Republikanie muszą bowiem zyskać poparcie większej liczby wyborców latynoskich, aby marzyć o zwycięstwie w przyszłorocznych wyborach do Białego Domu. Bierność w sprawie reformy imigracyjnej i nawoływania do masowych deportacji na pewno w tym nie pomogą.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

 

Zamieszczone na stronach internetowych portalu www.DziennikZwiazkowy.com materiały sygnowane skrótem „PAP” stanowią element Codziennego Serwisu Informacyjnego PAP, będącego bazą danych, którego producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie. Chronione są one przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez Alliance Printers and Publishers na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

 

 

Categories: Ameryka, Imigracja

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*