Jak prawdopodobne jest sfałszowanie tegorocznych wyborów?

fot.Michael Reynolds/EPA

fot.Michael Reynolds/EPA

Donald Trump powtarza, że wybory są „ustawione” na jego niekorzyść i zostaną sfałszowane. Słowa te trafiają na podatny grunt zwłaszcza wśród jego zwolenników, ale fakty ich nie potwierdzają, a zdaniem ekspertów wybory w USA jest bardzo trudno sfałszować.

Zarzut „ustawienia” wyborów sprowadza się głównie do pretensji kierowanych przez kandydata Republikanów na prezydenta pod adresem mediów o rzekomą stronniczość i faworyzowanie jego rywalki, Hillary Clinton. Zdaniem Trumpa za bardzo nagłaśniają one sprawę jego seksistowskich wypowiedzi i oskarżania go przez 10 kobiet o napastowanie seksualne, a niemal przemilczają kontrowersje wokół skrzynki mailowej Clinton w czasie, gdy była sekretarzem stanu, i jej rodzinnej fundacji charytatywnej.

Trump ma na myśli przeważającą większość gazet i czasopism, które poparły kandydatkę Demokratów. Są to na ogół media sympatyzujące z Demokratami, ale Trumpa nie poparło też wiele gazet konserwatywnych, które uważają nowojorskiego miliardera za osobę nienadającą się na prezydenta; część z nich wyraziła poparcie dla kandydata Libertarianów, Gary’ego Johnsona.

Z tego samego powodu większość komentatorów informacyjnych telewizji kablowych CNN i MSNBC oraz publicznej telewizji PBS krytykuje Trumpa i popiera Clinton. Jednak najważniejsze dzienniki, takie jak uważane za liberalne „New York Times” i „Washington Post”, informują o kontrowersjach w obozach obojga kandydatów. Zdaniem obserwatorów stacje telewizyjne więcej miejsca poświęcały ostatnio skandalom seksualnym z Trumpem w roli głównej ze względu na sensacyjność tematu.

Przewidując fałszerstwa w wyborach prezydenckich 8 listopada, Trump prawie nie podaje faktów na poparcie tej tezy. Mówi tylko czasem o przypadkach głosowania w przeszłości przez „martwe dusze”, nielegalnych imigrantów i osoby niemające obywatelstwa USA (czyli prawa do głosowania). Sztab jego kampanii wspomina o badaniach z 2014 r., według których w wyborach w 2008 r. 6,4 proc. głosujących stanowiły osoby bez amerykańskiego obywatelstwa. Eksperci kwestionują jednak metodologię tych badań.

Według sondażu „Washington Post” i telewizji ABC News 46 proc. zarejestrowanych wyborców sądzi, że fałszerstwa wyborcze zdarzają się w USA dość często. Według sondażu „Politico” i Morning Consult 41 proc. Amerykanów uważa, że wybory mogą zostać „ukradzione” Trumpowi. Pogląd ten podziela aż trzy czwarte wyborców republikańskich. W sondażu Economist-YouGov 45 proc. Republikanów jest zdania, że fałszerstwa wyborcze w USA to „bardzo poważny problem”.

Tymczasem zdaniem ekspertów przypadki takich fałszerstw są niezmiernie rzadkie. Według cytowanej przez „Washington Post” Wendy R. Weiser, dyrektor Programu na rzecz Demokracji w Brennan Center for Justice, występują one rzadziej niż ataki rekinów i uderzenia pioruna w ludzi.

Badania przeprowadzone przez Carnegie Corporation w Nowym Jorku wykazały, że we wszystkich wyborach w latach 2000-2011 miało miejsce tylko 150 przypadków „podwójnego” głosowania (dwa razy przez tych samych wyborców), 56 przypadków głosowania przez osoby bez obywatelstwa USA i 10 przypadków głosowania przez wyborców udających inne osoby.

Profesor wydziału prawa na Uniwersytecie Loyoli, Justin Levitt, ustalił, że na ponad miliard głosów oddanych w wyborach między 2000 a 2014 r. stwierdzono tylko 31 przypadków głosowania przez wyborców podających nieprawdziwą tożsamość, w tym osób nieżyjących.

Jak podkreśla Weiser, w ciągu ostatnich 100 lat tego rodzaju oszustwa nigdy nie zdecydowały o wyniku wyborów.

Eksperci zwracają uwagę, że wybory w USA odbywają się zawsze pod kontrolą obserwatorów z obu głównych partii: Republikańskiej i Demokratycznej, a od 2004 r. także obserwatorów międzynarodowych. Karty albo maszyny do głosowania (metody głosowania różnią się w zależności od stanu) są blokowane i pieczętowane po przywiezieniu do lokali wyborczych, a po głosowaniu blokowane i pieczętowane ponownie. Liczenie głosów odbywa się jawnie, także pod okiem obserwatorów z obu partii.

Z drugiej strony nie wyklucza się sporów o liczenie głosów, jak w 2000 r. na Florydzie, kiedy o wyniku wyborów prezydenckich zadecydował dopiero Sąd Najwyższy USA. Wtedy jednak doszło do tego w sytuacji wyrównanego wyścigu między ówczesnym wiceprezydentem Alem Gore’em a kandydatem GOP, George’em W. Bushem. W tym roku sondaże wskazują – przynajmniej na razie, na niespełna 3 tygodnie przed wyborami – na zdecydowaną przewagę Hillary Clinton.

Z Waszyngtonu Tomasz Zalewski (PAP)

Categories: Ameryka, Wybory 2016

Comments

  1. zza kałuży
    zza kałuży 19 października, 2016, 16:30

    Jak prawdopodobne jest sfałszowanie tegorocznych wyborów?
    *
    Z tym pytaniem proszę udać się do zakonników z Radia Maryja i do ich zwolenników.
    A konkretnie do niejakiego Zbigniewa P. Można też skonsultować się ze znanym w Chicago poplecznikiem RM, czyli ob. Janem Ż.
    *
    W jak zwykle jątrzącym, judzącym i rozbijackim programie nadanym 13 października 2015 roku Zbigniew P. insynuował członkom chicagowskich komisji wyborczych, pracownikom konsulatu oraz/lub członkom Pastwowej Komisji Wyborczej z Polski popełnienie przestępstwa fałszowania książeczek wyborczych. Ostrzegał wyborców przed krzyżykami, jakoby umieszczonymi w tych książeczkach PRZED wydaniem samej książeczki danemu wyborcy.
    *
    w sposób podły i oszczerczy, użwając faryzejskiego języka pozwolił sobie na taką napaść, cytuję:
    *
    “jak chodzi o same wybory, tutaj jest takie wyczulenie, między innymi od członków komisji, na to, aby (tutaj nerwowe przełknięcie potważcy) sprawdzać tą książeczkę, którą mamy, (…) jest prośba też, aby pobierając tą książeczkę sprawdzić, czy nie ma już tam, PRZYPADKIEM (Zbigniew P. celowo położył nicisk na PRZYPADKIEM) jakiegoś iksa postawionego, bo może się tak zdarzyć. I wtedy głos oczywiście nieważny, chociaż byśmy zagłosowali na przykład na listę pierwszą, na Prawo i Sprawiedliwość, a przy innej partii będzie głos, więc wtedy cały głos nieważny.”
    *
    Wężowe oszczerstwa niejakiego Zbigniewa P. byłyby dla mnie mocno obraźliwe gdybym dawno temu nie przyzwyczaił się do podłego charakteru jakże wielu funkcjonariuszy Kościoła katolickiego. Podle oszczercze treści wylewające się z Radia Maryja przyzwyczaiły nas już do wszystkiego.
    *
    Oczywiście chodzi mi o niejakiego Pienkosa. Używam formy “Zbigniew P.” aby wywołać skojarzenie z przestępcami. Techniki tej nauczyłem się od Otwartego Mikrofonu, programu nadawanego w czasie wykupionym od radiostacji WPNA 1490AM przez amerykańską firmę JVL Productions, gdzie od lat używa się jej w celu zohydzenia polityków Platformy Obywatelskiej, partii działającej w Polsce, w oczach chicagowskiej Polonii.
    *
    Nie słyszałem aby jakikolwiek ksiądz katolicki pracujący w licznych polonijnych kościołach w Chicago i na przedmieściach kiedykolwiek zaprotestował przeciwko skracaniu przez ten amerykański program radiowy nazwisk polskich premierów i prezydentów w taki sposób, aby upodobnić je do nazwisk przestępców. Skoro nie było żadnej reakcji, to nie żaden „ksiądz Zbigniew Pienkos” tylko „niejaki Zbigniew P.”
    *
    Proszę o wyjaśnienie, co niejaki Zbigniew P. miał na myśli mówiąc: „jest prośba”?
    Gdzie „jest prośba”?
    Czyja „prośba”?
    Mam rozumieć, że któryś z całkiem zrównoważonych umysłowo pisowskich członków komisji zwierzył się duchownemu ojcu z Radia Maryja z trapiących go psychicznych lęków? Leków co do uczciwości swoich kolegów w chicagowskich komisjach wyborczych a pełniących tam posługę z ramienia innej niż PiS partii?
    Mam rozumieć że paranoja, na którą cierpi niejaki Zbigniew P. pozwoliła mu uznać te insynuacje za jak najbardziej warte ubogacenia nimi całego świata?
    *
    Na całe szczęście nie musimy spekulować. Wierna parafianka RM zadała sobie trud zadzwonienia na antenę programu wykupionego przez JVL Productions i poinformowała nas, że to niejaki Jan Ż.przy okazji pomagania w rejestracji do wyborów w centrali RM na Belmont wkładał emerytom do głowy swoje podejrzenia co do „sfałszowanych” książeczek do hłosowania.
    *
    Widocznie i Zbigniewowi P. też to samo do głowiny nakładł.
    *
    „sprawdzić, czy nie ma już tam, PRZYPADKIEM jakiegoś iksa postawionego, bo może się tak zdarzyć”
    *
    Jak rozumiem wypluwanie przez „katolicki głos w twoim domu” takich kalumnii przyczynia się do wzrostu „braterskich i siostrzanych” uczuć wśród „drogich rodaków, żyjących z dala od ojczyzny”?
    „Dzięki Radiu Maryja możemy znowu być sobie bliscy”?
    I w poczuciu tej radiomaryjnej bliskości sprawdzać książeczkę do głosowania w poszukiwaniu PRZYPADKOWEGO iksa?
    Przeżywając w ten sposób „nasze doświadczenie wiary, Kościoła i miłości do Ojczyzny”?
    Jeżeli istniejesz, proszę obroń mnie Boże przed taką zakłamaną „wiarą” w to, że mój rodak z komisji wyborczej jest oszustem i przestępcą.
    Przed takim „doświadczeniem Kościoła”, które narazi mnie na spotykanie osobników podobnych do niejakiego Zbigniewa P. Pokraki dużo bardziej skrzywionej psychicznie od tych funkcjonariuszy mediów, z którymi mieliśmy do czynienia w czasach PRLu.
    *
    Podłe, fałszywe, prawdziwie radiomaryjne obrzucenie błotem, czysto redemptorystyczna kalumnia rzucona na wszystkie osoby, których pieczy powierzono organizację wyborów w Polsce i w Chicago.
    Tylko dlatego, że na jakimś korytarzu czy w jakiejś ubikacji Centrali Radia Maryja na ulicy Belmont jeden paranoiczny emeryt z jakimś przypadkowym spaślakiem w sutannie po całych dniach rajcują się nakręcaniem spirali nienawiści? To miało być przykładem „braterskich uczuć”?
    *
    Jakie dowody miał oszczerca Pieńkos aby publicznie rzucać takie oskarżenia na tych wszystkich pracujących przy wyborach ludzi?

    Reply this comment
  2. Telewizja Radom
    Telewizja Radom 19 października, 2016, 17:08
  3. jacekstr
    jacekstr 21 października, 2016, 21:22

    Tak samo można je sfałszować jak to zrobiono ostatnio w Austrii i wielokrotnie w Polsce.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*