Homestead Act wczoraj i dziś

Czy to obywatel, imigrant, czy były niewolnik – każdy mógł dostać ziemię, nie płacąc za nią przez pięć lat ani grosza. Najbiedniejsi mieli na równych szansach z bogatszymi rozpocząć amerykański sen. Co przyniosła USA jedna z ważniejszych ustaw w ich historii?

Ostatni osadnicy skorzystali z Homestead Act w 1979 roku. Na zdjęciu gospodarstwo w Tennessee, październik 1933 fot. Lewis Hine, National Archives

Ostatni osadnicy skorzystali z Homestead Act w 1979 roku. Na zdjęciu gospodarstwo w Tennessee, październik 1933 fot. Lewis Hine, National Archives

Podpisany 20 maja 1862 r. przez prezydenta Abrahama Lincolna dokument nosił nazwę Homestead Act – ustawa o gospodarstwach rolnych. Chcąc urzeczywistnić ideały Deklaracji Niepodległości oraz w obawie, by stany południowe nie rozpowszechniły niewolnictwa na zachodzie kraju, wszystkim chętnym – pod warunkiem, że nie uczestniczyli w walce zbrojnej przeciwko USA – oferowano 160 akrów państwowej ziemi za niewielką opłatą administracyjną (18 dolarów), by zachęcić ich do zasiedlania Dzikiego Zachodu. Osadnicy zobowiązywali się mieszkać i uprawiać ziemię przez pięć lat – dopiero wtedy mogła przejść na ich własność, choć mieli też możliwość wykupienia gruntów już po pół roku – po 1,25 dolarów za akr, a żołnierze uczestniczący w wojnie domowej w szeregach Unii odliczenie od pięciu lat czasu spędzonego na służbie.

Ryzyko było duże, bo nie każdy potrafił przezwyciężyć ciężkie warunki życia na prerii, ale koncepcja wydawała się prosta – każdy mógł ciężką pracą przyczynić się do budowania gospodarki i zyskiwał finansową niezależność. Przynajmniej takie były założenia.

Jednak z narodowych archiwów wynika, że naginano prawo i z 270 mln akrów ziemi rozdysponowanych w ramach ustawy, większość trafiła do potentatów kolejowych, a tylko 80 mln do rolników. A i tak liczne bankructwa tych ostatnich doprowadziły do tego, że w ich posiadaniu pozostała niecała połowa gruntów…

Od tego czasu minęło blisko 150 lat, ale idea „rozdawnictwa” jest dziś równie kontrowersyjna jak kiedyś. Weźmy na przykład problem bezdomności. Ostatnio lokalne władze największych miast zakazały karmienia osób bez dachu nad głową, co wzbudziło wielkie poruszenie w całym kraju.

Bezdomny weteran wojenny nie może już sięgnąć do śmietnika w poszukiwaniu jedzenia, bo zostanie ukarany mandatem, tak samo jak osoba, która zechce go nakarmić.

Być może za likwidacją stołówek kryje się podejście do bezdomności, o którym pisze Malcolm Gladwell w artykule „Million –Dollar Murray”, opublikowanym na łamach „New Yorkera” w 2006 roku. Działająca w Denver Colorado Coalition for the Homeless oferuje bezdomnym przysparzającym najwięcej problemów (czytaj: generującym ogromne koszty z tytułu opieki medycznej)… wynajęcie mieszkania. Najczęściej próby współpracy z takimi osobami kończą się fiaskiem, ale stwierdzono, że wynajem lokalu jest dużo tańszy niż koszty życia na ulicy i jego skutki. Ciekawe, co o takich programach myślą właściciele zadłużonych domów, którym jeszcze niedawno częściej odbierano klucze do domów niż je wręczano, a pomoc rządowa przyszła z dużym opóźnieniem.

Homestead Act przetrwał 114 lat, a na Alasce obowiązywał nawet do 1986 roku i skorzystały z niego jeszcze miliony amerykańskich obywateli. Idea wyrównywania szans nie jest ułudą, tylko trzeba się znaleźć w pozycji kogoś, kto może przysporzyć państwu najwięcej zysku albo – co dziś bardziej odpowiada realiom – oszczędności.

Anna Samoń

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*