Dzień Pracy – nie tylko przy grillu

 

Amerykański Labor Day różni się od europejskich obchodów święta pracy. Na Starym Kontynencie 1 maja jest wciąż okazją dla lewicy do upomnienia się o prawa pracowników najemnych. W USA głosy związków zawodowych, czy organizacji walczących o podwyżkę płacy minimalnej, brzmią raczej cichutko. To o tyle dziwne, że właśnie w Ameryce mają o co powalczyć. Labor Day od lat jest jednak przede wszystkim zakończeniem sezonu letniego. I jeśli pogoda dopisuje, statystyczny Amerykanin spędza ten dzień na plaży, albo przy piwie i grillu. I ani mu w głowie oficjalne obchody.

Powrót pracowników kategorii „B”

W tym roku, ponieważ gospodarka ruszyła z miejsca i ubywa szukających pracy, napięć jest mniej. Sprzyja temu zjawisko określone jako „tsunami siwizny” (ang. silver tsunami), czyli masowe przechodzenie generacji wyżu demograficznego na emeryturę. Jeśli wierzyć statystykom, po kilku latach rachitycznego wzrostu płac, w minionym roku coś drgnęło. I to nie tylko, i nie przede wszystkim w zawodach uważanych do tej pory za najbardziej lukratywne.

Wygląda na to, że wzrost gospodarczy połączony ze spadającym bezrobociem zaczął wreszcie przekładać się na wzrost wynagrodzeń w większości grup pracowniczych. To efekt, na który czekano od dłuższego czasu. Do tej pory zwykle spadek stopy bezrobocia przekładał się dość szybko na wzrost presji na podnoszenie wynagrodzeń. Jednak okres wychodzenia z ostatniej recesji wydawał się zaprzeczać tej regule. Mimo rosnących wskaźników zatrudnienia, płace pracowników kategorii „B” nie rosły w sposób znaczący. Teraz ten trend zaczął się odwracać – wreszcie zaczęły rosnąć nie tylko dochody prawników, czy lekarzy. W ciągu minionych 12 miesięcy średnie zarobki wzrosły w USA o 4,2 procent. Był to najwyższy skok wynagrodzeń od 2007 roku.

W przypadku grup zarabiających najmniej – to jednak zaledwie niewielki skok, który nie zasypie przepaści jaka utworzyła się po wielkiej recesji. Po jej zakończeniu najszybciej rosły zarobki wykwalifikowanych i lepiej wykształconych pracowników. Tylko że wiele osób wykonujących wcześniej prace wymagające takich kwalifikacji nie mogło już znaleźć nowego zajęcia w zawodzie. To jeden z czynników tłumaczących frustrację towarzyszącą zbyt wolnemu wychodzeniu z kryzysu.

Głód rąk do pracy

Niskie bezrobocie nareszcie zaczęło wywierać presję na podnoszenie płac. – To był dobry rok dla związkowców. Udało nam się wywalczyć większe podwyżki dla naszych członków, niż miało to miejsce w latach poprzednich – podkreśla Richard Trumka, szef największej amerykańskiej centrali związków zawodowych AFL-CIO. Takie słowa z ust najważniejszego związkowca słyszy się nieczęsto.

Jedną z niewielu grup zawodowych, która w ubiegłym roku nie zwiększyła średnich dochodów okazali się prawnicy – w tej grupie zawodowej zarobki spadły o 3 proc. Do 92 tys. dolarów rocznie. Spowodowane to było zbyt dużym wysypem absolwentów szkół prawniczych na rynek, który nie był w stanie wchłonąć wszystkich. Za to poważnie, bo o 5,7 proc. wzrosły dochody kierowców ciężarówek, o 4,9 proc. kasjerów bankowych, o 4,7 proc. kucharzy, a o 3,7 proc. kasjerów sklepowych.

fot.pixabay.com

W porównaniu z Europą, gdzie standardem jest gwarantowany ponadmiesięczny płatny urlop, a ubezpieczenie medyczne zapewnia opiekuńcze państwo, prawa zatrudnionych w USA wyglądają skromniutko

Podobnie jest w budownictwie. Według badania wykonanego na zlecenie Associated General Contractors of America, aż 70 proc. firm ma kłopoty ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników – stolarzy budowlanych, murarzy, elektryków, hydraulików itp. W rezultacie w minionym roku połowa badanych zdecydowała się na podniesienie podstawowych stawek godzinowych, a 20 proc. zdecydowało się na zwiększenie świadczeń pracowniczych.

Związki kontra pracodawcy

To jednak właśnie świadczenia pracownicze są piętą achillesową amerykańskiego świata pracy.

W porównaniu z Europą, gdzie standardem jest gwarantowany ponadmiesięczny płatny urlop, a ubezpieczenie medyczne zapewnia opiekuńcze państwo, prawa zatrudnionych w USA wyglądają skromniutko. Zasada at will employment, pozwalająca na natychmiastowe zawarcie lub rozwiązanie stosunku pracy, tylko teoretycznie daje obu stronom równe szanse. W praktyce to pracodawca jest w tym układzie stroną silniejszą i ma większą przestrzeń dla dyktowania własnych warunków. Można nie lubić związkowców i całego amerykańskiego ruchu związkowego (ma on choćby kłopoty z własną, wewnętrzną demokracją), ale nie da się zaprzeczyć, że świat pracy sporo im zawdzięcza. To oni upominali się o ośmiogodzinny dzień pracy, dwudniowy weekend, płacę minimalną, Social Security, nadgodziny, przepisy i tym podobne „drobiazgi”.

Tymczasem w ostatnich latach pojawiło się, zwłaszcza na szczeblu stanowym, sporo inicjatyw ograniczających prawa pracownicze. Ze sprzeciwem spotkały się także inicjatywy kilku większych miast, aby podwyższyć płacę minimalną do 15 dolarów na godzinę.

Żeby nie było za różowo…

Mimo poprawy na amerykańskim rynku pracy jest także kilka innych powodów do niepokoju. Pracownicy o najniższych stawkach dopiero zaczynają „odkuwać się” finansowo po wielkiej recesji. Część z nich wciąż nie może znaleźć zajęcia, które płaciłoby tyle, co przed kryzysem. Na rynek wkroczyło tymczasem pokolenie milenijne, które upomina się także o swoje. Starszym i mniej obeznanym z wymogami technologii, czy wszechobecnością portali społecznościowych trudno jest walczyć o miejsce w nowej rzeczywistości.

Ekonomiści ostrzegają także, że ostatni okres wychodzenia z recesji charakteryzował się dość skromnymi wskaźnikami wzrostu wydajności pracy. W takiej sytuacji podwyżki płac mogą odbywać się jedynie kosztem obniżania zysków spółek. Gad Levanon, główny ekonomista Conference Board ostrzega, że grozi to wzrostem inflacji i zniżką kursów na Wall Street. Na zasadzie naczyń połączonych prędzej czy później odbije się to na kondycji świata pracy. Jak widać – cykle ekonomiczne mają swoje prawa i nic na tym świecie nie jest dane na zawsze. O czym warto pamiętać wywieszając w ogródku amerykańską flagę i spotykając się z przyjaciółmi przy grillu. A we wtorek pójść znowu do pracy. I cieszyć się, że się ją ma.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*