Coraz głośniejsze żadania podniesienia płacy minimalnej

Coraz głośniejsze żadania podniesienia płacy minimalnej

Pracownicy fast foodów, w tym sieci McDonald’s, kolejny raz manifestowali w Waszyngtonie domagając się podwyżek płac. Przekonywali, że nie są w stanie wyżyć z płacy minimalnej i są skazani na sięganie po pomoc socjalną.

fot. Peter Foley/PAP/EPA

fot. Peter Foley/PAP/EPA

Cee-Cee, młoda Afroamerykanka, pracuje w restauracji McDonald’s w Waszyngtonie za 8,25 dolarów za godzinę. Nie dostaje żadnych dodatków ani ubezpieczenia zdrowotnego. „Naprawdę nie da się za to przeżyć” – powiedziała PAP. Dojazd do pracy zajmuje jej ponad godzinę w jedną stronę i kosztuje 8 USD. „Codziennie pracuję jedną godzinę, tylko po to, by dotrzeć do pracy” – mówi.

Wraz z Cee-Cee w centrum Waszyngtonu manifestowało w czwartek około 200 osób domagających się podwyżek płac. Tłumaczyli, że zarobki nie starczają nawet na pokrycie kosztów wynajmu mieszkania. „Jestem zdana na pomoc państwa, by utrzymać siebie i dwójkę dzieci” – mówiła Shementia, także pracownica McDonald’s. Do pracowników restauracji szybkiej obsługi po raz pierwszy przyłączyli się w czwartek także pracownicy firm gastronomicznych, które prowadzą stołówki w licznych w tej okolicy budynkach federalnych.

Protesty odbyły się także w kilku innych amerykańskich miastach, m. in. w Nowym Jorku i Chicago. Protestujący chcą zarabiać 15 dolarów za godzinę. Obecnie wiele z 4 mln osób zatrudnionych w około 200 tys. restauracji fast foodowych otrzymuje płacę minimalną (7,25 USD za godzinę), lub niewiele więcej.

O podniesienie pensji minimalnej do około 9 USD za godzinę od dawna apeluje do Kongresu prezydent Barack Obama. W środę kolejny raz powiedział, że „najwyższy czas” by podnieść pensję minimalną, argumentując, że obecna – po uwzględnieniu inflacji – odpowiada tej z czasów prezydenta Harry’ego Trumana, tuż po II wojnie światowej.

Zdaniem manifestujących propozycja Obamy jest niewystarczająca. Domagają się podwyżki do 15 USD, bo dopiero wtedy – jak tłumaczą – nie będą potrzebować zasiłków od państwa. Według raportu Uniwersytetu stanu Illinois, ponad połowa rodzin utrzymujących się z pensji pracowników przemysłu i fast foodów zmuszona jest do korzystania z pomocy, w tym z talonów żywnościowych dla najuboższych.

Podwyżkę federalnej pensji minimalnej do 10,10 USD w trzech etapach w ciągu dwóch lat proponują Demokraci w Senacie. W najbliższych dniach spodziewane jest głosowanie w tej sprawie. Ale nawet jeśli ta propozycja przejdzie w Senacie, to ma niewielkie szanse w zdominowanej przez Republikanów Izbie Reprezentantów. Zdaniem Republikanów podniesienie pensji minimalnej doprowadzi do zwolnień.

Tymczasem według sondażu CBS News aż dwie trzecie Amerykanów, w tym ponad połowa wyborców Republikanów uważa, że należy podnieść federalną płacę minimalną.

Wobec impasu w Kongresie, w ostatnim czasie pojawiło się sporo inicjatyw lokalnych. Podniesienie wysokości minimalnego wynagrodzenia przegłosowały już stany Nowy Jork, Kalifornia, Connecticut, Rhode Island i New Jersey. Natomiast Alaska, Idaho, Południowa Dakota i Maryland skłaniają się aby to uczynić w 2014 roku. Obecnie w 18 stanach pensja minimalna nieco przewyższa federalne minimum. Najwyższa jest w stanie Waszyngton, gdzie wynosi 9,19 USD.

Żądania podniesienia pensji minimalnej wspierają różne organizacje pracownicze, w tym związki pracowników zatrudnionych w usługach (Service Employees International Union). Argumentują, że zarobki pracowników nie wzrosły od 10 lat, podczas gdy podniosły się koszty utrzymania.

Praca w sieciach restauracji szybkiej obsługi, kiedyś traktowana jako szansa dla młodych na rozpoczęcie kariery zawodowej, staje się dziś stałym źródłem utrzymania także dla ludzi starszych. Średnia wieku pracowników fast foodów to ponad 29 lat; wielu z nich ma już na utrzymaniu rodziny.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)

 

Categories: Ameryka

Comments

  1. Frances Cortez
    Frances Cortez 6 grudnia, 2013, 20:16

    ~Amen dzisiaj, 07:40 Przedsiębiorca to sa same obowiązki. Żadnych przywilejów. To jazda na krawędzi ryzyka. To praca na 24h, to ciagły ból głowy. To strach o firmę i żeby te patałachy, co ich zatrudnia, jakiejś, krzywdy sobie nie zrobili. Bo przedsiębiorca za wszystko odpowiada, karnie i własnym majatkiem. Bycie przedsiębiorcą to brak urlopu i stanie zawsze na baczność. Z boku, moze to wyglądać na luz, a naprawdę to harówka na parę etatów. Zawodowy zołnierz po 15 latach ciągłej gotowaści i bycia w gotowości jest już wrakiem człowieka, i zgodnie z psychologią i prawem, w wieku np. 32lat jest suwany z armii i jako odpad, idzie na emeryture. Przedsiębiorca zasuwa do 65 roku życia, jakieś 40 lat ciągłej gotowości do pracy, i na końcu dostaje nędzną emerytukę, od oszukującego go na wszelkie sposoby, zusu. Długo by pisać. Co ma w zamian. Coś dla przedsiębiorcy najcenniejszego. Wolność wyboru. Ale płaci za to szaloną cenę, w tym państewku. To że, zona jeździ samochodem na koszt firmy. To tylko pozory i dobrze dla firmy i jego pracowników. Szef ma więcej czasu dla firmy. Chcesz podwyżkę to daj szanse szefowi. Chcesz, zeby Twoja jeździła, zostań przedsiębiorcą. Ale nie, lepiej 8 godzin i do domu przed telewizorem narzekać. A o firmę i o Twoje miejsce pracy, niech się martwi szef, któremu tak zazdrościsz. Nie ma czego.

    Reply this comment

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*