Co o Tobie iPhone powie?

Protest przed siedzibą FBA w Waszyngtonie, DC fot.Michael Reynolds/EPA

Protest przed siedzibą FBI w Waszyngtonie, DC fot.Michael Reynolds/EPA

Czy FBI powinno mieć wgląd w nasze osobiste dane zapisane na iPhonie? Do Twoich maili, SMS-ów, notatek, haseł do kont bankowych? Oczywiście, że nie  odpowie każdy użytkownik smartfonu Apple. Problem zaczyna się, gdy ktoś z posiadaczy kultowego już urządzenia mobilnego, okazuje się terrorystą.

Właśnie ten dylemat stanął u źródła sporu o to, czy Apple powinien udostępnić dane z iPhone’a należącego do jednego z dwojga sprawców grudniowej masakry w San Bernardino. W wyniku strzelaniny, która miała podłoże terrorystyczne, zginęło 14 osób, a wiele innych odniosło rany.

Wytrych do wszystkiego?

Apple zaprotestował, gdy federalny sąd w Kalifornii dał Federalnemu Biuru Śledczemu (FBI) zielone światło na otrzymanie dostępu do danych z iPhone’a 5c, należącego do Syeda Rizwana Farooka – człowieka, który pospołu z własną żoną otworzył ogień do uczestników bożonarodzeniowego przyjęcia. Dyrektor generalny spółki Tim Cook w liście do klientów poinformował, że Apple odwoła się od tej decyzji, powołując się na prawo do prywatności oraz kwestie bezpieczeństwa danych.

“Nie zgadzam się na przeszukiwanie tego urządzenia” - mówi napis na  wyświetlaczu telefonu jednego z uczestników demonstracji przed sklepem Apple w San Francisco fot.John B. Mabanglo/EPA

“Nie zgadzam się na przeszukiwanie tego urządzenia” – mówi napis na wyświetlaczu telefonu jednego z uczestników demonstracji przed sklepem Apple w San Francisco fot.John B. Mabanglo/EPA

Większość ekspertów uważa, że z czysto technicznego punktu widzenia Apple jest w stanie spełnić wymagania narzucone przez sąd. Gigant z Cupertino podporządkowywał się zresztą w przeszłości w podobnych sprawach co najmniej 70 razy w różnych przypadkach. Tym razem mogłoby być też podobnie, gdyby nie to, że sędzia James Orenstein nie podpisał automatycznie wniosku FBI, tylko zapytał Apple, czy jako producent nie ma żadnych zastrzeżeń. Sędzia najwyraźniej miał wątpliwości, czy w tym przypadku można zastosować All Writs Act, na który powołuje się rząd. Prawo to ma zobowiązywać prywatne spółki przy dokonywaniu przeszukań. Problem w tym, że ustawa ta pochodzi jeszcze z… XVIII wieku, kiedy nie marzono nawet o maszynach do pisania czy telegrafie, o telefonii komórkowej nie wspominając. Tym razem Tim Cook powiedział “nie”. Stwierdził bowiem, że tak naprawdę Apple poproszono o dostarczenie “federalnym” wytrychu do każdego iPhone’a. Chodzi bowiem o zneutralizowanie mechanizmu, który powoduje samoczynne wymazanie wszystkich danych z iPhone’a, jeśli osoba wprowadzająca kod dostępu pomyli się zbyt wiele razy. W najnowszych wersjach systemu (począwszy od iOS 9) hasło dostępu może być alfanumeryczne i może liczyć do sześciu symboli. Przy obecnych zabezpieczeniach i sprawdzeniu wszystkich kombinacji bez wymazywania danych może to zająć nawet do 5 lat. Nowa wersja systemu operacyjnego iOS, jakiej domaga się FBI, miałaby dawać możliwość przełamywania zabezpieczeń, które obecnie uniemożliwiają włamanie się do osobistych danych w komórce.

Tym razem rząd chce, abyśmy stworzyli coś czym nie dysponujemy, a jednocześnie coś, co uważamy za zbyt niebezpieczne do zrobienia” – wyjaśnia Cook. “Rząd zapewnia, że chodzi o narzędzie, które zostanie użyte jednorazowo. Ale to nieprawda. Ta technologia, jeśli ją opracujemy, będzie mogła być wykorzystywana dowolną ilość razy. W realu byłby to odpowiednik wytrychu zdolnego do otwarcia tysięcy zamków – do restauracji i banków, po sklepy i domy. Nikt o zdrowych zmysłach nie zaakceptuje takiego rozwiązania” – napisał szef Apple. 

Spółka przyznaje jednak, że zbudowanie takiego mechanizmu jest technicznie możliwe, ale nie chce dopuścić do niebezpiecznego precedensu. Dostarczenie federalnym takiego narzędzia otworzyłoby bramę do nadużyć i znacznie zwiększyłoby możliwości inwigilowania naszych działań przez rząd, który zyskałby dostęp do najbardziej osobistych, a często wręcz intymnych informacji o użytkownikach smartfonów. Powołuje się na wypowiedzi przedstawicieli różnych organów ścigania, które już teraz wyrażają pragnienie odblokowania setek iPhone’ów przestępców, jeśli FBI wygra sprawę przed sądem.

Co może FBI?

Szef FBI James Comey przyznał, że nowa technologia rodzi poważne napięcia między prawem do prywatności a prawem do bezpieczeństwa. Aby je rozładować potrzebne są decyzje sądu – uważa Comey i twierdzi, że chodzi tu tylko o stworzenie szansy na skuteczne łapanie terrorystów. Wspiera go Departament Sprawiedliwości, który z kolei oskarża Apple, że stanowcza postawa w obronie prywatności klientów jest przede wszystkim elementem strategii marketingowej. “Chodzi nam o jednego iPhone’a” – mówią przedstawiciele departamentu, za którymi z kolei stanął Biały Dom. Ale federalnym przybył także i inny sojusznik – szef konkurencyjnego Microsoftu Bill Gates, który w tym przypadku uznał, że Apple powinien odblokowywać telefon terrorysty z San Bernardino. Z kolei producenta iPhone’ów wsparły takie giganty high-tech jak Google, Facebook, czy Twitter.

Spółka przyznaje jednak, że zbudowanie takiego mechanizmu jest technicznie możliwe, ale nie chce dopuścić do niebezpiecznego precedensu. Dostarczenie federalnym takiego narzędzia otworzyłoby bramę do nadużyć i znacznie zwiększyłoby możliwości inwigilowania naszych działań przez rząd

Cook z oburzeniem odrzuca oskarżenia o robienie sobie taniej reklamy kosztem ofiar zamachu i przypomina, że “ogromna większość użytkowników telefonów to przestrzegający prawa obywatele, którzy ufają, iż ich iPhone’y mogą być miejscem bezpiecznego przechowywania krytycznych danych”. I przytacza jeszcze jeden argument: stworzenie “wytrychu” do iPhone’ów, czyli de facto osłabienie zabezpieczeń, będzie stanowiło dodatkową zachętę dla hakerów i cyberprzestępców, którzy i bez tego nieprzerwanie próbują złamać systemy zabezpieczeń Apple.

Aż do Sądu Najwyższego

Czy dojdzie do kompromisu? Apple, który robi wszystko, aby w tej dyskusji odcinać się przy każdej okazji od oskarżeń o wspieranie terroryzmu, proponuje, aby rząd przestał się powoływać w sądzie na All Writs Act i powołał komisję, która zajmie się problemem. Wyraził także chęć uczestniczenia w wypracowaniu kompromisu między organami ścigania a całym sektorem zaawansowanej technologii, który produkuje urządzenia przechowujące osobiste dane konsumentów. 

Protest przed sklepem Apple w Nowym Jorku fot.Justin Lane/EPA

Protest przed sklepem Apple w Nowym Jorku fot.Justin Lane/EPA

Jaki będzie dalszy los sprawy – przekonamy się po 22 marca, kiedy w Kalifornii ruszy sprawa o ujawnienie danych z komórki Farooka. Do tego czasu śledztwo w sprawie ustalenia powiązań pary terrorystów będzie toczyć się bez ujawnienia danych z komórki. A może nawet jeszcze dłużej, bo Apple chce walczyć o prywatność, aż do ostatniej instancji – Sądu Najwyższego. Tak będzie przynajmniej oficjalnie, bo jeden z czołowych ekspertów od cyberprzestępczości Bruce Schneier przyznaje, że służby federalne mają możliwości własnoręcznego napisania hakerskiego oprogramowania, które pozwoliłoby na odczytanie zawartości telefonu Farooka. Być może nawet już taki program powstał, bo pracują nad nim służby wywiadowcze na całym świecie, ale oczywiście tak uzyskany materiał dowodowy nie mógłby być uznany przez żaden amerykańsku sąd. Schneier przyznaje jednak, że wbrew pozorom, ewentualne zwycięstwo FBI w toczącym się sporze o granice bezpieczeństwa i prywatności, w końcowym rozrachunku osłabiłoby bezpieczeństwo użytkowników smartfonów i innych urządzeń mobilnych. Firmy tworzące sprzęt zrezygnowałyby bowiem z udoskonalania zabezpieczeń swoich produktów. 

Bo i po co, jeśli i tak rząd będzie miał prawo do złamania ich tajemnic. “FBI może domagać się danych z iPhone’u zamachowca z San Bernardino, ale skutki tych żądań będą miały wpływ na nas wszystkich” – ostrzega Schneier.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Categories: Ameryka, Na bieżąco

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*