Bezczelność do kwadratu

Bezczelność do kwadratu

Coraz częściej dochodzę do wniosku, że niektórzy amerykańscy politycy są nie tylko bezczelni, ale na domiar złego są przekonani o tym, iż nikomu to nie przeszkadza. 

Popiersie Anthon'ego Weiner'ego fot. BigGovernment.com.

fot. BigGovernment.com

Sztandarowym przykładem jest ostatnio były kongresman Anthony Weiner, który przed dwoma laty zrezygnował ze swojej politycznej kariery z chwilą, gdy okazało się, że do licznych nieznanych sobie kobiet rozsyłał zdjęcia intymnych części swojego ciała.

Należy też przypomnieć, iż początkowo Weiner wszystkiemu zaprzeczał, zwalając winę na hakerów mających rzekomo rozsyłać zdjęcia w jego imieniu. Potem jednak płaczliwie się przyznał do winy i odjechał w siną dal. Nie na długo.

W maju tego roku Weiner nagle pojawił się na scenie publicznej ponownie, ogłaszając swoją kandydaturę na stanowisko burmistrza Nowego Jorku. Już sama decyzja o wzięciu udziału w wyborach jest mocno bezczelna, bo zakłada, iż po seksualnym skandalu można się bardzo szybko pozbierać i ponownie liczyć na poparcie wyborców. Były kongresman dodatkowo zapewniał, że swoją niechlubną przeszłość ma za sobą i że po odpowiedniej terapii uratował swoje małżeństwo, godząc się ze swoją żoną, Humą Abedin.

W rzeczywistości było jednak zupełnie inaczej, o czym dowiedzieliśmy się przed kilkoma dniami. Okazuje się, że już po ogłoszeniu burmistrzowskiej kandydatury pan Wiener nadal uprawiał swoją totalnie zboczoną działalność ekshibicjonistyczną, a gdy wyszło to na jaw, zorganizował pośpiesznie konferencję prasową, w czasie której pokazał bezczelność do kwadratu, sugerując, iż te nowe rewelacje to “tylko częściowo prawda” i że nie ma to znaczenia, gdyż “wszystko to jest już za mną”. Jego kompletnie upokorzona małżonka wystąpiła na tej samej konferencji, zapewniając o swoim poparciu dla męża.

Weiner twierdzi, że jego życie prywatne nie powinno być przedmiotem publicznej dyskusji i – jak zawsze dodaje – nadal liczy na poparcie wyborców. Choć w USA na politycznej scenie wszystko jest możliwe, to wspieranie człowieka jego pokroju zakrawa na kpinę. A co do życia prywatnego, to istotnie kandydat ma do niego prawo, ale jeśli jest ono po prostu “nieprzystojne”, staje się automatycznie sprawą wszystkich tych, którzy obawiają się, że szef nowojorskiej Rady Miejskiej będzie rozsyłał zdjęcia zawartości swoich spodni zamiast zajmować się istotnymi dla metropolii kwestiami.

Gdyby Weiner po prostu pozostał na politycznej emeryturze, nikt nigdy by się więcej nie interesował tym, jakie sobie zdjęcia robi i do kogo je wysyła.

Mimo wielu publicznych apeli o to, by Wiener wycofał swoją kandydaturę i schował się ponownie tam, skąd wylazł, on sam zapewnia, że niczego takiego nie zamierza robić i że nadal ubiegać się będzie o fotel burmistrza. Nie dziwi mnie to. Ludzie, którzy nie są w stanie zrozumieć skali własnej kompromitacji i ogromu osobistej bezczelności, nigdy się nie wycofują, bo uważają się wręcz za nietykalnych.

Dzieło “wycofania” Weinera ze sfery publicznej przypada zatem wyborcom. Pozostaje mieć nadzieję, że zachowają się rozsądnie i raz jeszcze wyślą pana eks-kongresmana na zieloną trawkę.

Andrzej Heyduk

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*