Awantura wokół hymnu

Zawodnik 49ers Colin Kaepernick (w środku) wraz z kolegami z deużyny klęczy podczas hymnu przed meczem w Santa Clara w Kalifornii fot.John G. Mabanglo/EPA

Futboliści Baltimore Ravens grupowo przyklęknęli w minioną niedzielę podczas odtwarzania amerykańskiego hymnu przed meczem ligi NFL. Po drugiej stronie boiska na stadionie Wembley gracze Jacksonville Jaguars albo uklękli, albo stali z założonymi ramionami. Dopiero gdy zagrano „God Save the Queen”, futboliści przyjęli postawę zasadniczą.

Na innych boiskach ligi NFL było podobnie. Gracze Seahawks, Titans i Steelers pojawili się na boisku dopiero po odśpiewaniu hymnu. Na innych stadionach widzieliśmy sportowców bądź klęczących, bądź okazujących w inny sposób demonstracyjne zachowania w trakcie hymnu. W sumie doliczono się ponad 200 zawodników, działaczy i właścicieli drużyn z najpopularniejszej ligi zawodowej w USA, którzy chcieli w czasie narodowego hymnu przekazać swoje poglądy.

Administracja kontra sportowcy

Sportowcy nie nabrali jednak nagłej abominacji do narodowych symboli. Ich postawa była wyrazem protestu przeciwko społecznej i rasowej polityce prezydenta Donalda Trumpa, a przede wszystkim przeciw nieadekwatnej reakcji Białego Domu na niedawne zamieszki na tle rasowym. Z tego samego powodu nie doszło do spotkania najlepszych koszykarzy ligi NBA z prezydentem.

Donald Trump rzucił pod adresem protestujących mało parlamentarne epitety i zażądał zwolnienia futbolistów z pracy z powodu nieposzanowania narodowych symboli. Wbrew pozorom wiedział, co robi. Rząd nie może wymuszać zachowań podczas wykonywania hymnu, bo protestujących chroni pierwsza poprawka o wolności słowa. Mogą za to robić to pracodawcy. Trudno jednak oczekiwać, aby właściciele klubów NFL zdecydowali się na takie kroki, tym bardziej że graczy poparł komisarz ligi Robert Goodell. W ich interesie jest wygrywanie ligowych spotkań. A jeśli ich pracownicy chcą włączyć się w narodową dyskusję na temat pewnych wartości i nie wpływa to na ich grę, to po co interweniować?

Dyskusja na temat zachowania się podczas hymnu jest tylko pochodną wielkiego społecznego sporu o kształt i kierunek polityki wewnętrznej. Zdominowała jednak doniesienia medialne. W końcu żyjemy w kraju, gdzie palenie flagi nikogo specjalnie nie dziwi.

Za dużo hymnów?

Amerykanie czczą swój hymn narodowy, ale przeciętnemu Polakowi trudno oprzeć się wrażeniu, że wykonują go tak często, iż doprowadzili do „inflacji”. Od dziesięcioleci tony „Gwiaździstego sztandaru” rozbrzmiewają przed niemal każdym meczem sportowym – od rozgrywek profesjonalnych lig, po spotkania szkolne, czy rozgrywki baseballowej Little League. Tradycja ta sięga roku 1862, czyli wojny secesyjnej. Zachowały się zapiski, że „Gwiaździsty sztandar” odśpiewano przed jednym z meczów baseballowych na Północy. Trzeba też sięgnąć do roku 1918, czyli ostatniego roku I wojny światowej. Wówczas z pobudek patriotycznych zaczęto wykonywać „Star Spangled Banner” podczas finałów World Series. Przypominano w ten sposób o amerykańskich chłopcach na europejskim froncie. Tradycję tę kontynuowano podczas II wojny światowej. Wówczas śpiewano już oficjalny hymn USA. Bo „Gwiaździsty sztandar” stał się oficjalnym hymnem dopiero w 1931 roku.
Od tego czasu śpiewanie „Star Spangled Banner” przed imprezami sportowymi i innymi oficjalnymi wydarzeniami weszło do tradycji. Sprzyjała temu także technologia, czyli upowszechnienie systemów nagłaśniających. Utrwalił się także sposób oddawania czci – w pozycji stojącej z ręką położoną na sercu. Kwestię oddawania czci regulowano także instytucjonalnie. W czasie wojny wietnamskiej ówczesny komisarz NFL Pete Rozelle wydał instrukcję, aby futboliści w czasie hymnu stali w miejscu, z kaskami pod pachą. Zabronione było żucie gumy czy ruszanie nogami.

W czasie wojny wietnamskiej ówczesny komisarz NFL Pete Rozelle wydał instrukcję, aby futboliści w czasie hymnu stali w miejscu, z kaskami pod pachą. Zabronione było żucie gumy czy ruszanie nogami.

Ale hymn USA – w odróżnieniu od naszego „Mazurka Dąbrowskiego”, czy francuskiej „Marsylianki” – to utwór o trudnej linii melodycznej, a tym samym niełatwy do wykonania. Często próby jego zaśpiewania przez początkujących wokalistów, niepotrafiących wyciągnąć w górę wersetu „For the land of the free” przypominają bardziej parodię niż poważne wykonanie. Internet pełen jest tego typu nagrań.

Marsylianka w wersji light

Hymn narodowy ma być jednym z najważniejszych symboli państwa. Ale każdy naród ma trochę inne podejście do utworu muzycznego, z którym ma się utożsamiać. Na zawsze w mojej pamięci zostanie pozostanie spektakl w paryskiej operze zagrany 14 lipca – w dniu francuskiego święta narodowego. Jeszcze przed uwerturą zasadniczego dzieła orkiestra zaserwowała widzom kilkunastominutowe wariacje muzyczne na temat Marsylianki. Motyw francuskiego hymnu potraktowano ze sporą dozą lekkości i poczucia humoru, a może nawet – pewnej frywolności. Paryska publiczność była zachwycona. Gdy opuszczałam gmach opery, przyszła refleksja – jak zareagowalibyśmy, gdyby 11 listopada przed spektaklem „Halki” w Teatrze Narodowym w Warszawie zagrano podobne wariacje na Mazurka Dąbrowskiego. Z pewnością rozległyby się głosy oburzenia. I nie bez racji. Bo nasz stosunek do hymnu, wynikający z doświadczeń historycznych jest trochę inny niż w przypadku Francuzów, czy Amerykanów. Na pewno jeszcze bardziej zasadniczy.

Polaków błędy własne

Choć też nie jesteśmy do końca święci. Razić może odśpiewanie „Mazurka” przez podchmielonych kibiców w trakcie międzynarodowych meczów piłkarskich w rozgrywkach pucharowych (nie chodzi tu o mecze reprezentacji), gdy po boisku biega więcej cudzoziemców niż Polaków. Często też śpiewamy hymn z błędami. Wydana przez polskie MSWiA publikacja poświęcona „Mazurkowi Dąbrowskiego” wskazuje na najczęstsze nasze uchybienia:
„Już w XIX wieku w tekst pierwszej zwrotki wkradł się błąd w wersie „kiedy my żyjemy”, słowo „kiedy” zaczęto zastępować słowem póki, które określa granice czasu i dotyczy tylko tych osób, które w tym momencie je wypowiadają. Józef Wybicki użył słowa „kiedy”, które oznacza: jeśli, skoro, ponieważ, przedstawiając zależność istnienia Polski od istnienia Polaków. Błąd ten został usunięty przez specjalną komisję w 1926 roku, jednak do dziś jest powielany.

W kolejnej zwrotce Pieśni Legionów, Józef Wybicki błędnie zapisał nazwisko Czarnecki, poprawnie brzmi ono Czarniecki. Błąd występuje w rękopisie Pieśni Legionów Polskich we Włoszech.

W ostatniej zwrotce bardzo często błędnie śpiewane są dwa pierwsze wersy naszego hymnu. Zamiast: „Już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakany” – wiele osób śpiewa: „Mówił ojciec do swej Basi cały zapłakany”. Trudno wytłumaczyć dlaczego, bowiem tekst ten jest niezmieniony od czasów Józefa Wybickiego. Błędem jest też śpiewanie w zwrotce poświęconej hetmanowi Stefanowi Czarnieckiemu „wrócił się/rzucił się/rzucim się przez morze”. W treści naszego hymnu ten wers brzmi: „wrócim się przez morze”. Podobnie jak hetman Polacy mają wracać się do Ojczyzny, gdy nastanie taka potrzeba” – czytamy w publikacji MSWiA.

Problemem jest także kwestia refrenu, który według literackiej wersji powinien być śpiewany bez powtórzeń, a według zapisu nutowego z powtórzeniem. Na ten moment obie wersje wykonania, z powtórzonym refrenem i ze śpiewanym tylko raz, winny być traktowane jako prawidłowe.

Wskazane jest wykonywanie pełnej wersji hymnu, zawsze gdy okoliczności na to pozwalają (np. nie krępują nas ograniczenia wynikające z protokołu dyplomatycznego). I trzeba przyznać, że po przejęciu rządów przez PiS, zasada ta jest konsekwentnie stosowana.

Z tej samej książeczki można się dowiedzieć, że podczas wykonywania lub odtwarzania hymnu państwowego obowiązuje zachowanie powagi i spokoju. Osoby obecne podczas publicznego wykonywania lub odtwarzania hymnu stoją w postawie wyrażającej szacunek, a mężczyźni w ubraniach cywilnych – zdejmują nakrycia głowy. Osoby w umundurowaniu obejmującym nakrycie głowy, niebędące w zorganizowanej grupie – oddają honory przez salutowanie.

Te zasady mamy wpojone niemal od urodzenia. Są częścią naszego kodu kulturowego. Dla Polaków „Mazurek Dąbrowskiego” jest narodową świętością. Każda próba jego profanacji, czy wykorzystywania do partykularnych celów politycznych, czy komercyjnych spotyka się z powszechnym potępieniem. To jednak obce Amerykanom doświadczenie narodu, który ciężko musiał walczyć o swoją niepodległość.

Wariacje na temat „Gwiaździstego sztandaru”

Niespodziewanie amerykański hymn stał się zaczynem akcji, która w mediach społecznościowych pod hasztagiem #TakeTheKnee nabrała rozmachu wykraczającego poza murawę. Dołączyli do niej m.in. Tom Sturridge i Olivia Wilde, Michael Moore, John Legend, gwiazda hip-hopu Pharrell Williams, Sean „P. Diddy” Combs, a legendarny Stevie Wonder, korzystając z pomocy, uklęknął podczas występu na Global Citizen Festival w Nowym Jorku.

Stevie Wonder uklęknął podczas swojego występu podczas festiwalu Global Citizen w Nowym Jorku fot.GlobalCitizen Livefeed screenshot

Akcja nie odnosi się już tylko do protestu przeciwko rasizmowi i brutalności policji – który rok temu zainicjował rozgrywający San Francisco 49ers Colin Kaepernick, nie wstając w trakcie hymnu podczas meczu przedsezonowego – ale ma na celu zademonstrowanie sprzeciwu wobec słów prezydenta, który na wiecu w Alabamie powiedział: „Czy nie byłoby piękne widzieć, jak właściciel klubu NFL mówi do zawodnika nieszanującego naszej flagi «Zdejmijcie tego sk…na z boiska. Jest zwolniony». Ten, kto zdecyduje się na taki krok, zostanie najpopularniejszą osobą w kraju”.

Jolanta Telega

j.telega@zwiazkowy.com

Współpraca Małgorzata Błaszczuk

Czy twoim zdaniem akcja #TakeTheKnee jest słuszna?

Mateusz Pankiewicz, prezenter radia WPNA.FM 103.1: – Jedni mówią, że to brak szacunku dla flagi, inni, że to nie ma nic wspólnego z flagą czy z hymnem. Osobiście bardziej podoba mi się pomysł trzymania się pod ramiona przy hymnie niż klękania. Ale najbardziej podoba mi się zasada: „Stoję przy hymnie, klękam przed Bogiem”.

Bogdan Pukszta, dyrektor Polsko-Amerykańskiej Izby Handlowej: – Moim zdaniem to wszystko jest niepotrzebne. To psuje mi oglądanie futbolu amerykańskiego, który bardzo lubię. Zupełnie niepotrzebna polityczna oprawa do tego wszystkiego. Z jednej strony ganię sportowców, z drugiej strony ganię też prezydenta za to, że jeszcze to rozdmuchuje.

Wojciech Dorula, sekretarz korespondencyjny Związku Podhalan w Ameryce Północnej: To wszystko jest bez sensu. Uważam, że do flagi się powinno stać, a klękać przed krzyżem.

Monika Nalepa, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Chicagowskim, absolwentka Uniwersytetu Columbia, stypendystka uniwersytetów Harvarda i Princeton: – Prezydent i jego zwolennicy narzucają nam bardzo wąskie pojęcie patriotyzmu, które redukuje się do symboli. Przywiązywałabym większą wagę do wartości leżących u podstaw naszej konstytucji. A jest to szacunek wolności indywidualnych, takich jak wolność wyznania, słowa i brak dyskryminacji mniejszości narodowych. Gdzie był patriotyzm Trumpa w czasie zamieszek w Charlottesville?

Categories: Ameryka

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*