Kompromis bez muru ze stanem wyjątkowym w tle

Kompromis bez muru ze stanem wyjątkowym w tle

Demokraci i republikanie dogadali się w sprawie ustawy o wzmocnieniu bezpieczeństwa granic Stanów Zjednoczonych. Mimo że projekt wypracowany na Kapitolu w drodze żmudnych negocjacji stanowi spełnienie części haseł administracji, trudno uznać go za sukces Białego Domu.

Kongresmani obu partii zgodzili się na przeznaczenie zaledwie 1,375 miliarda dolarów na 55 mil ogrodzenia na granicy z Meksykiem. To suma ponad czterokrotnie mniejsza niż domagał się Donald Trump. To także niższa kwota od tej, którą w ubiegłym roku oferowali prezydentowi demokraci w Senacie. Starczy tylko na budowę drobnego ułamka z setek mil granicznego płotu, muru, czy innego rodzaju ogrodzenia. Projekt przewiduje także zmniejszenie liczby miejsc w ośrodkach prowadzonych przez Immigration and Customs Enforcement. Kongres dorzucił także 1,7 miliarda dolarów na zastosowanie do strzeżenia granicy najnowszych rozwiązań technologicznych. W ustawie znalazły się także fundusze na zatrudnienie 75 nowych sędziów imigracyjnych, co przyspieszy rozpatrywanie spraw oraz 527 milionów dolarów na pomoc humanitarną dla krajów Ameryki Środkowej, skąd napływa najwięcej nielegalnych imigrantów.
Wszystko wskazuje na to, że prezydent ustawę podpisze. Jeśli do piątku w nocy do tego nie dojdzie, zacznie się kolejny shutdown, bo projekt ustawy dotyczy budżetu Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.

Przebudowa muru na granicy San Diego/Tijuana fot.David Maung/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Widmo kolejnego shutdownu

Prezydent najwyraźniej robi dobrą minę do złej gry, sugerując, że te pieniądze doda do innych funduszy na budowę muru, a jego nemesis Nancy Pelosi, przewodnicząca Izby Reprezentantów z Partii Demokratycznej zaklinała się niedawno, że nia da na ogrodzenie nawet jednego dolara. Ale też nie ukrywa niezadowolenia z tego, co wypracował Kongres. Kompromis jest także ciężki do przełknięcia dla najbliższych doradców Donalda Trumpa, którzy zaledwie kilka tygodni temu optowali za realizacją konfrontacyjnego scenariusza. Zaowocowało to najdłuższym w historii, bo 35-dniowym zamknięciem wielu instytucji rządu federalnego.
Dziś nikt poważny w Waszyngtonie nie ma ochoty na powtórkę shutdownu. Gdyby prezydent i tym razem zagroził wetem wobec ustawy i groził paraliżem administracji, przyznałby się pośrednio, że za poprzednim razem pozbawił 800 tysięcy federalnych pracowników dwutygodniowych dochodów w okresie świątecznym tylko dla gry politycznej.
Dwupartyjny kompromis jest kolejną gorzką pigułką dla prezydenta. Pokazuje bowiem, że jego imigracyjny, a raczej antyimigracyjny program nie ma szans na akceptację przez Kongres. Nawet w zdominowanej (do ubiegłego roku) przez republikanów Izbie Reprezentantów nie udało mu się zdobyć większości dla projektu kompleksowej zmiany systemu, ograniczającej zarówno legalną jak i nielegalną imigrację. Wyniku walki o mur graniczny nie trzeba przypominać. Kongres nie przegłosował także zwiększenia liczby funkcjonariuszy granicznych w takim rozmiarze, jakiego domagał się Biały Dom. Nie pomógł nawet nacisk w postaci zamknięcia rządu federalnego. To prezydent Trump płaci za tę decyzję najwyższy polityczny rachunek. Słupki poparcia w sondażach, i tak już niewysokie, zrobiły się jeszcze niższe – spadając poniżej 40 proc., a za 35-dniowy paraliż administracji wyborcy obwiniają przede wszystkim Biały Dom. Do tego rodziny kilkuset tysięcy pracowników rządu na pewno nie zapomną, że zostały pozbawione dochodów.

Straż graniczna przy murze na granicy w Calexico w Kalifornii fot.David Maung/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Obejść Kongres

Nie znaczy to jednak, że kwestia budowy muru jest definitywnie zamknięta. Jeśli wierzyć źródłom Bloomberga, Trump zamierza podjąć próbę przesunięcia funduszy na budowę ogrodzenia drogą rozporządzeń wykonawczych. Za taką opcją opowiedział się także na Twitterze kongresman z Karoliny Północnej Mark Meadows, przywódca konserwatywnego skrzydła w Izbie Reprezentantów. Nie ulega wątpliwości, że grono najbliższych doradców prezydenta pracuje obecnie intensywnie nad poszukiwaniem prawnych rozwiązań. Już teraz prezydent informuje – oczywiście na Twitterze – że przyznane przez Kongres pieniądze “są powiązane z innymi pieniędzmi”, tak że otrzymuje w tej chwili “prawie 23 miliardy dolarów na zabezpieczenie granicy”. A mur “cały czas się buduje”. Nie jest to, delikatnie mówiąc, zgodne z prawdą, bo wbrew wielkiemu transparentowi “FINISH THE WALL”, który towarzyszył Trumpowi na niedawnym wiecu w El Paso, nikt nie buduje na razie ciągłego ogrodzenia wzdłuż granicy. Mamy raczej do czynienia z tworzeniem iluzji, że to administracja kontroluje sytuację, a te niecałe 1,4 miliarda dolarów stanowi jedynie swoisty down payment na całą inwestycję. W tle pojawiają się jeszcze apele takich członków Kongresu jak Mark Meadows i sen. Lindsey O. Graham, wzywających do ogłoszenia ogólnokrajowego stanu zagrożenia (national emergency) z powodu kryzysu na granicy i zbudowanie muru pod tym pretekstem. Eksperci Białego Domu uważają, że Trump mógłby swobodniej dysponować pieniędzmi podczas stanu zagrożenia i przesuwać je wg uznania. Oponenci uważają to jednak za nadużycie władzy wykonawczej i już zapowiadają pozwy sądowe. Wprowadzenie national emergency okazuje się tak politycznie ryzykowne, że sami Republikanie zaczęli ostrzegać Trumpa przed tego rodzaju krokiem.

Skąd wziąć pieniądze?

Jeśli prezydent zdecyduje się na budowę muru bez zgody Kongresu, nie będzie miał zbyt wielu opcji. W budżecie, którym dysponuje, nie ma bowiem “luźnych” pieniędzy do wydania. Doradcy prezydenta poszukują sposobów jak przesunąć środki z wojskowych projektów budowlanych, antyklęskowych i antypowodziowych. Ale prawnicy konstytucyjni uważają, że tego rodzaju manewry będą trudne do obrony w sądzie. Trump może jeszcze skorzystać z 881 milionów dolarów na wojskowy program budowy dróg i ogrodzeń w celu blokowania przemytu narkotyków. Ale to wciąż o wiele za mało, aby myśleć o realizacji wyborczej obietnicy. Tym bardziej, że poza twardą bazą zwolenników Trumpa pomysł budowy muru nie zyskał na popularności. Inwestycja nie przyniosłaby większych korzyści, skoro większość nielegalnych imigrantów to osoby, które pozostały w USA po wygaśnięciu wiz, a narkotyki przemyca się najczęściej nie przez zieloną granicę, tylko przez porty, zarówno morskie, jak i lotnicze.
Z badań opinii publicznej wynika, że większość Amerykanów dużo trzeźwiej ocenia sytuację od samego prezydenta, który uparł się, aby odgrodzić Stany Zjednoczone od Meksyku. Początkowo za jego pomysł mieli nawet płacić Meksykanie, ale najwyraźniej nie mieli na to ochoty. Wygląda na to, że Kongres też nie jest zachwycony pomysłem.

Jolanta Telega
j.telega@zwiazkowy.com

fot.Joebeth Terriquez/EPA-EFE/REX/Shutterstock

Categories: Ameryka, Imigracja

Write a Comment

Your e-mail address will not be published.
Required fields are marked*